Nie milkną echa po publikacji reportażu Jana Rybickiego o zachowaniach dziekana Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW. Według relacji pracowników dziekan miał dotykać pracowników w dwuznaczny sposób, obnażać się przed nimi i składać propozycje seksualne. Od czasu publikacji do redakcji napływają wiadomości od kolejnych poszkodowanych i świadków zachowań dziekana.
REKLAMA
Na 28 marca w auli dawnego budynku Biblioteki Uniwersyteckiej (BUW) zaplanowano XII Sympozjum im. ministra Krzysztofa Skubiszewskiego "Od 'powrotu do Europy' do przewodnictwa w Unii Europejskiej". Gościem specjalnym będzie minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który wygłosi wykład i uhonoruje dziedzictwo ministra Krzysztofa Skubiszewskiego.
Sympozjum miał uroczyście otworzyć Daniel Przastek. Jak dowiedziała się Gazeta.pl, po interwencji MSZ, scenariusz wydarzenia uległ zmianie: dziekan Wydziału Nauk Politycznych UW nie będzie obecny na sympozjum i nie powita gości.
Uniwersytet Warszawski nie potwierdził jeszcze tej informacji.
Zobacz wideo Student przez aferę akademikową koczował w bibliotece. "Kiedy wyszliśmy protestować, miejsca się znalazły"
Naga sesja zdjęciowa z dziekanem
Coraz więcej osób zwraca się do redakcji, opisując zachowania Daniela Przastka. Wiele z relacji dotyczy tego, co działo się przez lata w kole naukowym "Teatr i Polityka", którego opiekunem był dziekan.
"Postanowił, iż z udziałem studentów z 'Teatru i Polityki' wyda kalendarz ścienny, w którym każdy miesiąc ilustrowany będzie nagim zdjęciem jednego ze studentów (głównie chłopców). Zorganizował sesję zdjęciową, gdzie dla wszystkich z "wybrańców" zaaranżował odpowiednią scenerię, w której ten wystąpił nago. Zwykle tylko drobny element scenografii lub drobne akcesorium zasłaniało jego genitalia i to tylko w tych "kluczowych" momentach. Na ostatnim zdjęciu kalendarza był sam Daniel Przastek czytający książkę w wannie. Nago, oczywiście, bo jak inaczej. […] Pamiętam jednak jak najbardziej, iż 'produkt' sesji zdjęciowej został przyjęty na wydziale z dużą dozą dezorientacji, zmieszania i zażenowania. Władze Instytutu pomijały ten temat milczeniem. Dystrybucja kalendarza odbywała się za pośrednictwem studentów". [zachowana pisownia oryginalna - przyp. red.].
Sytuacja miała miejsce pod koniec roku akademickiego 2009/2010 albo 2010/2011. Były student prosił o anonimowość. Jego nazwisko jest znane redakcji.
Kontakt z autorem: jan.rybicki@grupagazeta.pl