21 lutego to dzień, w którym świat przypomina sobie o sile języków ojczystych – tych wielkich i tych skromnych, które tętnią w sercach społeczności. W Polsce, a zwłaszcza na Śląsku i Opolszczyźnie, święto to nabiera szczególnego smaku, bo tu polszczyzna splata się z dialektami i mniejszościowymi mowami w mozaikę tożsamości, która od wieków definiuje region.
Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego ustanowiła UNESCO w 1999 roku, by uczcić tragiczne wydarzenia z 1952 roku w Dhace, gdzie policja zastrzeliła studentów walczących o uznanie bengalskiego za język urzędowy. Data 21 lutego stała się symbolem walki o językową różnorodność, bo co roku ginie kilkaset języków świata, zabierając ze sobą kultury i historie. W tle, marginalnie, hebrajski przypomina o swoim znaczeniu – w Polsce uznany za język mniejszości żydowskiej, kiedyś żywy w syjonistycznych kręgach międzywojennej społeczności 3,5 miliona Żydów, dziś obecny w nielicznych domach i szkołach.
Polszczyzna jako skarb narodowy
Polski język to nie tylko narzędzie, ale dusza narodu – nośnik Mickiewiczowskich wersów, historii powstań i codziennych przekleństw pod nosem. W dobie globalizacji, gdy anglicyzmy zalewają media, Dzień Języka Ojczystego przypomina o kampaniach jak „Ojczysty – dodaj do ulubionych” czy „Język polski jest ą-ę”, walczących o diakrytyki i czystość mowy. Dla nas, Polaków, to patriotyczny obowiązek: dbać o ortografię, czytać literaturę, unikać kalk z obcych języków, bo polszczyzna – jedna z najtrudniejszych na świecie – jest naszym dziedzictwem, wartym pielęgnowania w szkołach i domach.
Śląsk i Opolszczyzna – tygiel języków
Na Śląsku Opolskim 21 lutego brzmi jak manifest wielokulturowości. Tu polszczyzna przeplata się z niemieckim, czeskim, śląskim, który nie pozostało oficjalnym językiem regionalnym, choć Rady Górnośląska i Sejmik Śląski apelują o jego uznanie. Prof. Gabriela Jelitto-Piechulik z Uniwersytetu Opolskiego podkreśla: region to tygiel kultur, gdzie śląska godka, niemiecki czy czeski budują tożsamość, a nie dzielą. W Wojewódzkiej Bibliotece Pedagogicznej w Opolu dyskutowano o pisarzach śląskich, recytując poezję w śląskim – bo „każdy ma język ojczysty w sercu”, jak mówi Edyta Gola z Sejmiku Województwa Opolskiego .
| Polski | Dominujący, urzędowy | Anglicyzmy i globalizacja |
| Śląski | Codzienny, domowy; apel o status regionalny | Brak prawnego uznania |
| Niemiecki | Mniejszościowy, historyczny | Emigracja i asymilacja |
| Czeski | Morawski wpływ w pograniczu | Malejąca liczba użytkowników ] |
W Opolu, w 2026 roku, święto to żyje w bibliotekach i szkołach – gry językowe, dyktanda, debaty o etymologii śląskich słów, by młodzi nie zapomnieli „ślónsko godki”. Poseł Marek Plura wzywał Ślązaków: „Godejmy po naszymu wszandy kaj jyny bydymy – we sklepie, we robocie, dóma przi bajtlach”. Na poziomie ogólnopolskim szkoły organizują recytacje, konkursy literackie i plastyczne, pokazując, iż język to nie sucha gramatyka, ale zabawa i kreatywność – od wierszy po aplikacje edukacyjne.
Wyzwania współczesności
Emigracja z Opolszczyzny niesie ryzyko: młodzi wyjeżdżają, dialekty słabną, a masowa kultura wciska angielski slang. UNESCO alarmuje – 40% języków jest zagrożonych, a na Śląsku śląski czeka na Kartę Języków Regionalnych. Ale to szansa: pielęgnować różnorodność, jak w apelu Rady Górnośląskiej o równe traktowanie śląskiego, niemieckiego i czeskiego. Dla dzieci – przez zabawę: turnieje ortograficzne, czytanie Pilcha czy śląskich poetów. Tak, Pilcha, bo choć nie pisał po śląsku, ale po polsku, ale jego twórczość czerpie z śląskich korzeni i promuje bogactwo polszczyzny w kontekście regionalnym. To czyni go idealnym przykładem dla Opolszczyzny, gdzie dialekt spotyka literaturę wysoką.
Tożsamość w słowach
21 lutego 2026 roku, w Warszawie, Opolu czy na Górnym Śląsku, święto to nie jest tylko datą – to wezwanie do rozmowy przy stole, gdzie babcia opowie po śląsku o powojennych migracjach, a wnuk doda polski slang z TikToka. Język to tożsamość: polski jako narodowy klej, śląski jako lokalny smak, opolski miks jako dowód na siłę pogranicza. Dbając o nie, chronimy nie tylko słowa, ale historie przodków – od dhackich studentów po opolskich pionierów. Własnymi słowami: mówmy po naszemu, bo milcząc, tracimy siebie.
Codzienność ważniejsza niż święto
Największym paradoksem Dnia Języka Ojczystego jest to, iż łatwo go „odświętnić”. Zrobić konkurs, wręczyć nagrody, opublikować okolicznościowy post – i zapomnieć. Tymczasem język żyje w codzienności. W urzędowym piśmie napisanym jasno i z szacunkiem do odbiorcy. W nauczycielu, który poprawia błędy nie z wyższością, ale z troską. W rodzicu, który czyta dziecku książkę zamiast podsuwać ekran.
Na Opolszczyźnie, w regionie styku kultur, ta odpowiedzialność jest podwójna. Trzeba pielęgnować lokalną różnorodność, a jednocześnie dbać o standard języka wspólnego. To nie jest sprzeczność. To równowaga.
Słowo jako zobowiązanie
Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego nie jest wyłącznie świętem lingwistów. To dzień wszystkich, którzy mówią – a więc wszystkich.
Polska zaczyna się od słowa „my”. Śląsk – od „po naszymu”. Opolszczyzna – od dialogu między tymi, którzy mają różne historie, ale wspólną przestrzeń. A język jest mostem. o ile chcemy, by ten most nie runął, musimy o niego dbać. Nie tylko 21 lutego. Każdego dnia.







