Rodzice mają dosyć szukania bibuły o świcie. "Córka zapomniała? Trudno. Pożyczy albo mieć nie będzie"

gazeta.pl 3 miesięcy temu
"O 20 w niedzielę córka oznajmiła, iż potrzebuje bibuły na jutro" - opowiada pani Zofia. Wielu rodziców zastanawia się, czy naprawdę ratować takie sytuacje, czy raczej pozwolić dziecku ponieść konsekwencje.Ostatnio pisaliśmy o dzieciach, które niemalże w środku nocy przypominają sobie o tym, iż następnego dnia mają przynieść do szkoły plastelinę, bibułę czy blok techniczny. - To już chyba drugi czy trzeci raz, kiedy córka niemalże w środku nocy sobie o czymś przypomina. Tym razem o 20 w niedzielę olśniło ją, iż na poniedziałek ma przynieść bibułę, klej i nożyczki. I o ile z klejem i nożyczkami nie było problemu, to bibuły nie mieliśmy. gwałtownie wyskoczyłam z piżamy i pojechałam do pobliskiego osiedlowego sklepu. Niestety, był już zamknięty. Zahaczyłam też o Żabkę, ale tam takich rzeczy nie ma. Przejeżdżając obok stacji benzynowej, zatrzymałam się, choć i tak wiedziałam, iż nic z tych rzeczy nie dostanę. Dobrze, iż z samego rana udało się nam coś kupić, bo tak to nie wiem, co byśmy zrobiły - opowiada pani Zofia (imię czytelniczki zostało zmienione).
REKLAMA


Zobacz wideo


Tym różni się nauka w Stanach od nauki w Polsce. "Nie siedzą w sali"


"Pożyczy od koleżanek albo nie będzie mieć"Pod artykułem udostępnionym na profilu facebookowym eDziecko.pl pojawiła się cała masa komentarzy. Wśród nich te, w których rodzice mówią wprost, iż nie będą latać do sklepu w ostatniej chwili. "W życiu bym nie pojechała kupić. Zapomniała - trudno. Pożyczy od koleżanek albo nie będzie mieć. Od małego uczyłam, iż mają mieć notes w plecaku i zapisywać ważne rzeczy" - pisze jedna z kobiet.Takie podejście zyskuje coraz więcej zwolenników. Rodzice chcą, by dziecko uczyło się odpowiedzialności. By nie przypominało sobie o swoich obowiązkach w ostatniej chwili, kiedy na kupno bibuły czy bloku jest już za późno. Inni podkreślają, iż w wielu szkołach wprowadzono systemy, które ułatwiają organizację i zmniejszają ryzyko takich "nagłych olśnień"."U nas w szkole pani wychowawczyni wkleja karteczki z różnymi informacjami w dzienniczku dla wszystkich dziecka. Ja sprawdzam w dzienniczku albo w Librusie. I zawsze jest wszystko ok" - zaznacza kolejna z komentujących. Faktem jest, iż jasna komunikacja i regularne sprawdzanie dziennika elektronicznego pomagają uniknąć stresu. Najlepiej mieć zapasy Wielu rodziców stawia na jeszcze inne rozwiązanie. "Chyba jak się ma dzieci, to takie rzeczy się ma zwyczajnie w domu. Ja mam przedszkolaków, a zawsze w domu zapas jest wszystkich przyborów plastycznych, zwyczajnie przecież dzieci w domu też używają" - pisze jedna z kobiet.


Kolejna dodaje: "Mam całą komodę bloków, papieru kolorowego, bibuł w 20 kolorach, plasteliny, modeliny, muliny, ozdobnych naklejek w gwiazdki, drzewka, kulka itp., kredek, flamastrów, farb plakatowych, olejnych, pasteli olejnych i suchych. Całe szuflady skrawków materiałów z różnych ubrań i wełny. 20 arkuszu kartek w rozmiarach od A5 do A4 w kilku podstawowych kolorach. Długopisy, cienkopisy, ołówki, gumki, temperówki, cyrkle, zestaw ekierek, linijek, kątomierza. Wszystko uzupełniam. Dzieciak w 5 klasie. Jeszcze nigdy nie usłyszałam, iż coś jest na za tydzień. Zawsze na jutro".A co na to nauczyciele?Głos w sprawie zabrała nauczycielka ze szkoły podstawowej na Ursynowie. - Rodzice i telefony przejęły dziś za dzieci konieczność, aby być obowiązkowym. To umiejętność zupełnie nieznana dzieciom. Proszę o przygotowanie lektury na za dwa tygodnie, słyszę: "Wpisze pani do terminarza?". Proszą o to, bo potem rodzic to widzi, rodzic zadba (lub nie), aby dziecko wypożyczyło lekturę lub kupiło, a potem przeczytało. Dziecko wykonuje polecenia. To dobrze, iż rodzice angażują się w proces edukacji, ale to jest proces edukacji DZIECI, nie ich. One też muszą nauczyć się na własnych błędach. Błędy i porażki są koniecznie w procesie kształcenia, ale i wychowania. jeżeli nie nauczą się, jak się człowiek czuje, gdy "nawalił" w szkole, to jak sobie poradzi z tym, gdy "nawali" kiedyś w prawdziwym życiu - opowiada nauczycielka w rozmowie z eDziecko. Rodzicielstwo pługu śnieżnegoW takich sytuacjach często pojawia się pojęcie tak zwanego "rodzicielstwa pługu śnieżnego", czyli stylu wychowania opartego na nieustannym wyręczaniu dziecka. Rodzic, chcąc ułatwić mu życie, usuwa z jego drogi każdy problem. Jedzie późnym wieczorem po bibułę, dzwoni do innych rodziców, sprawdza za dziecko dzienniczek, pamięta o zadaniach i pilnuje terminów. Z zewnątrz wygląda to, jak troska, jednak ma swoją cenę.Dziecko, przyzwyczajone, iż ktoś zawsze "sprząta z jego drogi" kłopoty nie uczy się planowania, przewidywania konsekwencji ani radzenia sobie w sytuacjach, w których coś po prostu pójdzie nie tak. Efekt bywa taki, iż drobne zapominalstwo w szkole zamienia się w dorosłe problemy z organizacją i odpowiedzialnością. Dlatego może czasami lepiej pozwolić dziecku dostać minusa za brak pracy domowej?


A Ty? Co o tym sądzisz? Masz może historię, którą chcesz się z nami podzielić? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl
Idź do oryginalnego materiału