Rodzice marzą by dzieci wróciły już do szkoły. Świąteczna przerwa obnażyła bolesną prawdę

mamadu.pl 1 dzień temu
Długa przerwa świąteczna wystawiła wielu rodziców na ciężką próbę. Jedni martwili się brakiem urlopu i wsparcia, inni po prostu liczyli dni do powrotu dzieci do szkoły i przedszkola. Psycholożka Dorota Zawadzka zwraca uwagę, iż to nie kwestia złego wychowania, ale braku narzędzi i wsparcia dla dorosłych.


Rodzice marzą o powrocie dzieci do szkół


Przerwa świąteczna między końcem 2025 i początkiem 2026 roku była wyjątkowo długa. Dla niektórych ten wolny czas jeszcze trwa, bo wracają do szkół i pracy dopiero od 7 stycznia. Wielu rodziców jeszcze w grudniu zauważało, iż tak długa przerwa od szkoły/przedszkola będzie pod różnymi względami uciążliwa.

Dla niektórych problemem było tyle dni wolnych w placówkach, bo nie każdy mógł sobie pozwolić na tyle urlopu. Dzisiejsi rodzice często nie mają pomocy dziadków, cioć czy sąsiadów w opiece nad dziećmi, co dodatkowo utrudnia opiekę nad nimi podczas takiej przerwy. Ale są i tacy rodzice, którzy już po tygodniu ciągłego przebywania ze swoimi dziećmi mają po prostu dość.

To nie są wyrodne matki i wyrodni ojcowie, tylko rodzice, których nikt nie przygotował do bycia opiekunami, więc nie mają narzędzi do tego, jak radzić sobie z przeciążeniem. Trafnie ostatnio napisała o tym na Facebooku psycholożka Dorota Zawadzka, znana jako Superniania.

"Poczytałam dziś kilka artykułów o rodzicach, którzy marzą o tym, by dzieci w końcu poszły po przerwie świątecznej do przedszkola albo do szkoły, bo 'już nie dają rady'. I to jest strasznie smutne. Niestety ja w tym słyszę nie rodzicielskie zmęczenie. Ja w tym słyszę rodzicielską bezradność.

Mam wrażenie, iż część tych dorosłych po prostu nie lubi być z własnym dzieckiem. Duża część nie umie. Nie dlatego, iż dziecko jest 'trudne', tylko dlatego, iż nikt tych dorosłych nie nauczył, jak z dzieckiem być. Jak wytrzymać i wyregulować jego emocje. Jak znieść jego ruchliwość, hałas, nudę, złość, potrzebę uwagi. Jak być mądrze obok, a nie tylko 'obsługiwać'" – zauważa w swoim wpisie Zawadzka.

Nikt nie nauczył nas jak wspierać emocje: swoje i dzieci


Specjalistka od wychowania dzieci zauważa, iż wiele teraz się mówi o bezstresowym wychowaniu i tym, iż dzieci wchodzą dorosłym na głowę. Prawda jest taka, iż tu nie chodzi o to, iż rodzice pozwalają dzieciom na wszystko. Chodzi o to, iż czasami brakuje im narzędzi i umiejętności wychowawczych, więc dla świętego spokoju odpuszczają.

"To rodzice wykonują moc pracy, by dzieci nie słuchały, nie respektowały dorosłych. Nie były samodzielne. Dzieje się tak, gdy dorośli nie stawiają granic [...]" – zauważa psycholożka. Wielu rodziców, decydując się na potomstwo w ogóle nie przygotowuje się do tego, nie edukuje i nie rozwija.

Nie mają później narzędzi do tego, by zrozumieć emocje dziecka, uznać je i zaakceptować. Dlatego tak często jesteśmy po prostu zmęczeni i marzymy o tym, by syn czy córka wreszcie poszło do szkoły/przedszkola. Wtedy rodzice mogą odpocząć, czują się przez kilka godzin odciążeni z obowiązku, mogą zdjąć z siebie poczucie winy czy zmęczenia.

I to jest w tym wszystkim najsmutniejsze: jesteśmy tak przemęczeni odpowiedzialniością i ciężarem rodzicielstwa, iż traktujemy je jako element życia, od którego trzeba odpoczywać.

"Zmęczenie rodziców jest prawdziwe. Ja je rozumiem. Ale rezygnacja z relacji już nie powinna być normą. Bo jeżeli dorosły nie umie być z własnym dzieckiem, to nie jest problem dziecka. To jest sygnał, iż dorosły potrzebuje wsparcia i wiedzy, dokładnie tak samo jak jego dziecko. I to jest ta smutna prawda, o której w tych artykułach zwykle się nie pisze" – zaznacza na koniec Zawadzka.



Na koniec warto powiedzieć to wprost: długie przerwy od szkoły nie są problemem same w sobie. Problemem jest to, iż jako społeczeństwo wciąż udajemy, iż rodzicielstwo "samo się robi", iż miłość wystarczy, a reszta jakoś się ułoży. Tymczasem bycie z dzieckiem – naprawdę z nim, w jego emocjach, hałasie, nudzie i potrzebach – jest umiejętnością, której trzeba się uczyć i w której potrzebne jest wsparcie.

Jeśli więc po kolejnych dniach przerwy świątecznej czujemy ulgę na myśl o powrocie dzieci do szkoły czy przedszkola, to nie jest powód do wstydu, ale do refleksji. Nie nad dziećmi, tylko nad tym, jak bardzo dorośli zostali pozostawieni sami sobie w jednej z najważniejszych ról swojego życia.

Idź do oryginalnego materiału