Rodzice mojego męża są bardzo zamożni, mają dwa wolne mieszkania. Delikatnie zasugerowałam, iż potrzebujemy wsparcia finansowego, by kupić własne mieszkanie, a ich reakcja mnie zaskoczyła.

polregion.pl 11 godzin temu

Dziennik, 15 czerwca

Rodzina mojego ukochanego jest naprawdę specyficzna. Mogę powiedzieć innym, iż nigdy nie wtrącali się w nasze sprawy rodzinne i traktowali mnie życzliwie, jak swoją. Doceniam to ogromnie. Mimo wszystko mam swoje zastrzeżenia są przekonani, iż wszystko można osiągnąć samemu, choć mają spore pieniądze i odziedziczyli niemały majątek od swoich krewnych. Rozumiem wartość samodzielności, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż mogliby okazać trochę wsparcia, skoro jesteśmy rodziną.

Mają dwa dodatkowe mieszkania, które stoją puste przez niedawno zakończony remont. Gdy zasugerowałam, iż chętnie byśmy się tam wprowadzili, choćby nie raczyli odpowiedzieć. Przez to ciągle zmieniamy wynajmowane mieszkania co pół roku szukamy nowego lokum, bo nie stać nas na własne. Moja rodzina mieszka na wsi, ledwo wiąże koniec z końcem i nie są w stanie nam pomóc. Przy obecnych warunkach, oszczędzanie na własne mieszkanie w Warszawie jest wręcz nierealne. Nasze zarobki wystarczają ledwie na czynsz i najpotrzebniejsze zakupy, zostaje nam może trochę na opłacenie prądu o oszczędności czy jakiejkolwiek rozrywce nie ma mowy.

Kilka razy próbowałam delikatnie porozmawiać z teściową, podkreślałam jak bardzo niestabilny jest nasz dom dla dzieci przez ciągłe przeprowadzki i braki finansowe. Niestety to, co usłyszałam, było dla mnie bardzo bolesne. Teściowa oskarżyła nas, iż mieliśmy dzieci zbyt wcześnie i powiedziała, iż odpowiedzialni ludzie najpierw dbają o majątek. Czułam się odrzucona jej słowa totalnie zignorowały nasze trudności i potrzeby wnuków.

Mam w sobie ogromny konflikt. Z jednej strony nie chcę psuć relacji z rodziną partnera, a z drugiej widzę, iż dla nich ważniejsze są własne mieszkania niż dobro dzieci. Owszem, pomagają czasem, zajmując się wnukami, ale nie mam pojęcia jak podtrzymać zdrową relację, skoro komfort i własne wygody stawiają ponad rodzinę syna.

Jednocześnie zdaję sobie sprawę, iż są już w podeszłym wieku może kiedyś będą potrzebować naszej pomocy. Może wtedy zrozumieją, przez co przechodzimy. Do tego czasu nie wiem, jak żyć z tym rozczarowaniem i jak znaleźć równowagę między chęcią utrzymania kontaktu a żalem do ich obojętności wobec wnuków.

Idź do oryginalnego materiału