REKLAMA
Zobacz wideo
Tym różni się nauka w Stanach od nauki w Polsce. "Nie siedzą w sali"
Kiedy dyrektor może zamknąć szkołę?Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 31 grudnia 2002 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach, dyrektor szkoły, oczywiście za zgodą organu prowadzącego, może zawiesić zajęcia, jeżeli temperatura zewnętrzna mierzona o godzinie 21.00 w dwóch kolejnych dniach wynosi -15 stopni Celsjusza lub mniej.Dodatkowo, w pomieszczeniach, w których realizowane są lekcje, temperatura nie może być niższa niż 18 stopni Celsjusza. o ile nie jest możliwe utrzymanie takiej temperatury, dyrektor zobowiązany jest do odwołania zajęć.Rodzice zostali postawieni pod ścianąZ tego wynika, iż szkoły mogą zostać zamknięte niemalże z dnia na dzień. Dla wielu rodziców, zwłaszcza tych, których dzieci nie mogą zostać same w domu, takie zmiany są poważnym problemem organizacyjnym. Jedna z naszych czytelniczek opowiedziała o sytuacji, z którą mierzy się jej rodzina.- Mój bratanek już drugi dzień siedzi w domu, bo zajęcia w szkołach są odwołane. Napadało tyle śniegu, iż autobus nie może dowieźć dzieci do placówki. W takich sytuacjach naszym wyjściem awaryjnym jest babcia, która mieszka w pobliżu. Szkoła prowadzi jednak zajęcia opiekuńcze dla uczniów, którym udało się dotrzeć - opowiada.
Jak dodaje, odwołane lekcje mają swoje konsekwencje. Sąsiadki, które nie mogą liczyć na pomoc bliskich postawione są pod ścianą. - Wiadomo, takiego 11-latka można już samego zostawić w domu, gdy zajęcia są odwołane. Ale u nas na wsi większość mieszka w domach jednorodzinnych, gdzie trzeba napalić w piecu. A takie dziecko przecież samo do pieca nie dorzuci. I wtedy pojawia się problem - przyznaje.Niania jako plan awaryjnySwoimi spostrzeżeniami z redakcją podzieliła się też pani Iza, która przyznaje, iż w nagłych sytuacjach ratuje ją pomoc niani (imiona kobiet zostały zmienione). - Pani Krysia opiekowała się moimi chłopcami przez dwa lata, zanim poszli do przedszkola. Od kilku lat korzystamy z jej pomocy sporadycznie, kiedy synowie są chorzy albo gdy w szkole jest wolne np. teraz w ferie. To starsza pani, która sobie u nas dorabia i każdej ze stron to pasuje - wyznaje.- Gdyby zajęcia zostały odwołane z powodu tych panujących mrozów, też poprosiłabym ją o pomoc. Gdyby nie ona, chyba musiałabym wziąć wolne. Jedni dziadkowie jeszcze pracują, a drudzy mieszkają za daleko, by tego samego dnia do nas gwałtownie dojechać - dodaje na zakończenie rozmowy. A Ty co byś zrobiła/zrobił w takiej sytuacji? Napisz do nas na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.









