Rodzice są coraz bardziej wygodni. "Szkołę i przedszkole traktują jak przechowalnię"

gazeta.pl 1 dzień temu
- Wielu rodziców, choćby kiedy ma wolne, zaprowadza dziecko do świetlicy, tylko po to, żeby samemu odpoczywać - opowiada nauczycielka pracująca w przedszkolu. Twierdzi, iż nie rozumie zachowania matek i ojców.Dla wielu dzieci siedzenie po lekcjach w świetlicy albo pozostawanie w przedszkolu niemal do samego końca to zło ostateczne. Uczniowie najchętniej od razu po zajęciach wróciliby do domu, jednak wielu z nich musi czekać na rodziców w świetlicy lub spędzać w niej czas, kiedy w dni wolne od zajęć organizowane są dodatkowe dyżury. Dla rodziców pracujących do późna świetlica jest wybawieniem, ale są też i tacy, którzy jak mówią nauczyciele, traktują ją jak przechowalnię.
REKLAMA


Zobacz wideo


"12 lat temu nie miałam choćby pokoju, gdzie mogłabym nakarmić dziecko". Posłanka o nowym pomyśle Hołowni w sejmie


Wygoda rodzica kosztem dzieckaOdezwała się do nas pani Magdalena (imię na prośbę czytelniczki zostało zmienione), nauczycielka wychowania przedszkolnego z ponad 20-letnim stażem. - Pracuję w publicznym przedszkolu od ponad 20-stu lat. Od kilku lat zauważyłam niepokojącą tendencję, iż rodzice są coraz bardziej wygodni, kosztem dziecka. Często traktują te instytucje jak przechowywanie, co zauważam nie tylko na co dzień, ale też w okresie świątecznym. Wielu rodziców, nawet, kiedy ma wolne, zaprowadza dziecko do świetlicy, tylko po to, żeby samemu odpoczywać - opowiada.Po czym dodaje: Mało tego, jedna z matek, która pracuje w korporacji, sama nam się chwaliła, iż choćby kiedy ma wolne np. między świętami prowadzi dziecko do przedszkola, bo z nim to "mało można zrobić". Były też przypadki, iż matki zostawiały dzieci i żartowały, iż "jadą sprzątać do domu". Jeden z ojców pochwalił się, iż dziś "pora na duże zakupy i jak to dobrze, iż przedszkole jest otwarte przed sylwestrem". Najlepsze było, jak jeden z młodych rodziców zapytał, czy nie myślałyśmy o tym, aby zrobić nocowankę w sylwestra. Padłam! Takie to mamy pokolenie rodziców "chcących odpoczywać od dzieci". Nauczycielka kompletnie tego nie rozumie. - Przecież powinno być zupełnie odwrotnie. Wiadomo, obowiązków jest sporo, a dzieci są wymagające, ale przecież po coś się te maluchy ma. Zaangażowanie matki i ojca jest dla dziecka niezastąpione. Rodzice pracują naprawdę dużo, a takie chwile z dzieckiem powinni pielęgnować i doceniać. Dzieci potrzebują bliskości i poczucia bezpieczeństwa, ale takiego domowego. Spokojny czas z rodzicem obniża stres, wzmacnia więź i pomaga dziecku regulować emocje. Domowe tempo sprzyja rozmowie, zabawie i odpoczynkowi. Taka obecność rodzica buduje u dziecka poczucie bycia ważnym i zaopiekowanym. Jasne, u nas w przedszkolu jest cudownie, ale proszę pamiętać, iż to nie to samo co w domu - podsumowuje na zakończenie rozmowy. Miasto zmienia obyczajePodobne spostrzeżenia ma pani Aleksandra (imię zostało zmienione) nauczycielka ze świetlicy, która w szkole pracuje od ponad 35 lat. Opowiada, iż w małej miejscowości dzieci zaglądały na świetlicę tylko na chwilę. W Krakowie wygląda to inaczej.


- Przez lata pracowałam w szkole w małej miejscowości. Owszem mieliśmy świetlicę, ale dzieci prawie w niej nie przesiadywały, no może dosłownie chwilę po lekcjach, zanim rodzic, starsze rodzeństwo czy dziadkowie je odebrali. Od dwóch lat pracuję w szkole w Krakowie, także w świetlicy i jestem zaskoczona tym, co tu się dzieje. Naprawdę dużo dzieci siedzi niemalże do samego końca. I w sumie nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie fakt, iż wiem, iż niektóre matki są w domu i dosłownie nic nie robią. Jedną z nich to bardzo często widzę przez okno, jak spaceruje z małym pieskiem po osiedlu, a syna niemalże przed zamknięciem świetlicy zabiera" - wyznaje kobieta. Nie wszędzie problem jest tak widoczny. Jedna z nauczycielek ma zupełnie inne spostrzeżenia. -Słyszałam, iż niektórzy rodzice zostawiają dzieci w świetlicach specjalnie, ale u nas takiego zjawiska nie zauważyłam. Matki czy ojcowie często przychodzą od razu po zakończeniu lekcji, a starsi uczniowie już sami wracają do domu. Kiedy organizowane są dyżury, frekwencja też jest znikoma i w sumie dobrze. I dla nas i dla tych dzieci" - wyznaje czytelniczka.A Ty jakie masz spostrzeżenia? Masz ochotę podzielić się z nami swoją historią? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl
Idź do oryginalnego materiału