Rodzice zmusili mnie do aborcji, by nie okryć rodziny wstydem. Moja bezpłodność po zabiegu nie wzruszyła ich ani na chwilę. Kiedyś jednak sprawiedliwość dosięgła mojego ojca – i to boleśnie, jak nikt by się nie spodziewał.

newskey24.com 10 godzin temu

Miałam wtedy zaledwie dziewiętnaście lat, kiedy w moim życiu pojawił się ten człowiek wydawał się wręcz idealny. Wszędzie widziałam w nim kogoś, kto będzie dla mnie wsparciem i partnerem, kogo mogę obdarzyć zaufaniem. Adam bo tak miał na imię zasypywał mnie miłymi słowami, był czuły, zabiegał o mnie, jakby nie istniała żadna inna dziewczyna na świecie. Ale kiedy dostał to, na czym mu zależało, po prostu przepadł. Przestał odbierać telefony, nie pojawiał się już w moim życiu. Ta nagła pustka po nim była dla mnie ciosem.

Długo nie potrafiłam się pozbierać po tym, jak odszedł. Czułam się zdradzona, wykorzystana, całkowicie pogubiona. Wtedy jeszcze nie przeczuwałam, iż to dopiero początek mojego dramatu. Gdy dowiedziałam się, iż jestem w ciąży, nie umiałam uwierzyć w to, co się wydarzyło. Przez kilka tygodni trzymałam to tylko dla siebie. Ze strachu, ze wstydu, nie miałam odwagi nikomu o tym powiedzieć. Ale kiedy już nie mogłam dłużej ukrywać wystającego brzucha byłam wtedy w czwartym miesiącu zebrałam się na odwagę i wyznałam wszystko mamie.

Jej reakcja była natychmiastowa. Od razu powiedziała o wszystkim tacie. To, co od niego usłyszałam, bolało mnie jeszcze bardziej. Padły oskarżenia, wyzwiska, mnóstwo gorzkich słów. Moi rodzice nie martwili się o mnie, tylko o to, co powie rodzina, co powiedzą sąsiedzi. Ze strachu przed kompromitacją zaczęli na mnie naciskać, bym poddała się aborcji, chociaż lekarz uprzedzał, iż to ryzykowne.

Zgodziłam się, choć serce rozdzierał mi ból i żal do nich. Przez długie dni nie mogłam sobie tego wybaczyć, płakałam bez końca. Czułam, jakbym zdradziła to niewinne maleństwo, które miało przyjść na świat. Szukałam przebaczenia i pocieszenia w modlitwie, ale wszystko wydawało się bezsensowne. Życie po prostu się dla mnie zatrzymało. Nie chciałam już żyć. A moi rodzice? Zachowywali się, jakby nic się nie wydarzyło, liczyła się dla nich wyłącznie opinia znajomych z Kielc i rodziny.

Po jakimś czasie zebrałam w sobie tyle siły, by odejść z ich domu. Przez dwa lata mozolnie budowałam swoje życie na nowo, skończyłam studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, dostałam dobrą pracę, zamieszkałam w Krakowie. Odniosłam sukces, na własnych zasadach. Kiedy zaczęłam zarabiać dobre pieniądze w złotówkach, mogłam sobie pozwolić na wygodne życie.

Osiągnęłam prawie wszystko, o czym marzyłam, ale jedna rzecz zawsze pozostawała dla mnie nieosiągalna rodzina. Pogodziłam się z tym, iż już nigdy nie będę mogła mieć dzieci. Poznałam kilku mężczyzn, choćby dostałam propozycję małżeństwa ale gdy tylko dowiadywali się o mojej bezpłodności, wycofywali się, czasem choćby bez słowa.

Do dziś mam żal do moich rodziców. Odebrali mi coś, co stanowiło dla mnie największy sens macierzyństwo. Nie chciałam ich widywać, a choćby z nimi rozmawiać. Kiedy tata miał zawał, a mama prosiła, żebym go odwiedziła w szpitalu, odmówiłam. Nie mogłam im wybaczyć. Jedyny kontakt, jaki z nimi utrzymuję, to przelew pieniędzy co miesiąc na ich konto, żeby nie mieli powodu, by znów narzekać na mnie przed rodziną. W głębi serca wciąż wierzę, iż prawdziwi rodzice są od wspierania swoich dzieci, niezależnie od wszystkiego. Moi tego nie potrafili i chyba nigdy nie zrozumieli, jak bardzo mnie skrzywdzili.

Idź do oryginalnego materiału