Miałem zaledwie dwadzieścia lat, kiedy poznałem tego drania, który zawrócił mi w głowie. Traktował mnie jak księżniczkę, chwalił na każdym kroku, obsypywał prezentami i zachowywał się jak wzór polskiego dżentelmena. ale wtedy nie wiedziałem, iż kiedy zdobędzie to, czego chce, przepadnie bez słowa jak kamfora. Po rozstaniu długo nie mogłem się otrząsnąć, ale nie przeczuwałem jeszcze wszystkich konsekwencji tej znajomości. Kiedy dowiedziałem się, iż Ola tak miała na imię była w ciąży, świat mi się zawalił. Początkowo nie mówiłem o tym nikomu, próbując poukładać myśli. Jednak w czwartym miesiącu ciąży ukrywanie wszystkiego przed rodziną stało się niewykonalne. Musiałem w końcu powiedzieć o wszystkim mamie. Ona z kolei natychmiast wyjawiła tę wiadomość ojcu. Ten nie miał dla mnie słowa wsparcia usłyszałem tylko wyrzuty i bolesne oskarżenia.
Moich rodziców sparaliżował strach przed wstydem i opinią sąsiadów. Zupełnie nie myśleli o mnie dla nich najważniejsze było, by żaden sąsiad w Krakowie nie powiedział złego słowa o naszej rodzinie. Chociaż byłem temu przeciwny, przekonali mnie, żebym zdecydował się na aborcję, mimo iż miałem świadomość, jak to wpłynie na moje zdrowie. Ze łzami w oczach zgodziłem się, czując, jakby zdradził własne dziecko. Do dziś szukam u Boga przebaczenia. Wydawało mi się, iż wszystko straciło sens pragnąłem zniknąć, miałem wrażenie, iż życie stało się jedynie ciężarem. Moi rodzice nie okazali mi żadnych uczuć, dbając wyłącznie o to, by nazwisko Poznańskich wciąż brzmiało dobrze.
W końcu zebrałem się na odwagę i uciekłem z domu. Udało mi się to dwa lata później. Skończyłem studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, znalazłem dobrą pracę w Warszawie i krok po kroku odbudowałem swoje życie. Dorobiłem się wszystkiego, o czym zwykle w Polsce marzy się po nocach: wygodnego mieszkania, samochodu, podróży po Europie. Tyle iż jedna rzecz okazała się nie do zdobycia własna rodzina. Utraciłem na zawsze możliwość zostania ojcem, bo aborcja wpłynęła nieodwracalnie na moje zdrowie. Umawiałem się na randki, miałem choćby propozycje narzeczeństwa od różnych kobiet, ale za każdym razem, gdy wyznawałem prawdę o swojej bezpłodności, one odchodziły bez słowa.
Za ten ból obwiniam tylko i wyłącznie swoich rodziców. To przez nich nie mam szansy cieszyć się ojcostwem. Zerwałem z nimi wszelki kontakt. Kiedy dowiedziałem się, iż ojciec przeszedł zawał, a mama dzwoniła z prośbą, żebym pomógł w opiece nad nim, odmówiłem bez wahania. Czuję się przez nich zdradzony. Dla własnego spokoju sumienia co miesiąc wysyłam im przelew 1000 złotych, choć nie mam z tego satysfakcji. Jestem pewny jednego: rodzice powinni zawsze stać po stronie swoich dzieci, choćby kiedy stało się coś trudnego. Moi rodzice myśleli tylko o tym, żeby nie splamić nazwiska, a nie dostrzegali własnego syna i jego bólu. Dziś wiem, iż najważniejsze to zawsze patrzeć na drugiego człowieka z empatią, a nie tylko przez pryzmat tego, co powiedzą inni.







