Byłam jeszcze bardzo młoda, kiedy na mojej drodze pojawił się Wiktor, człowiek, którego wtedy postrzegałam jak księcia z bajki. Czule się mną opiekował, prawił mi komplementy, sprawiał, iż czułam się wyjątkowa. Myślałam, iż los się do mnie uśmiechnął. Niestety, gdy tylko osiągnął, co chciał, zniknął z mojego życia bez słowa wyjaśnienia. Rozstanie to złamało mi serce, choć wtedy jeszcze nie wiedziałam, jakie skutki przyniesie ta znajomość. Kiedy zorientowałam się, iż noszę pod sercem dziecko, świat mi się zawalił. Przez długi czas milczałam, nie umiałam nikomu wyznać prawdy. Jednak w końcu, będąc już w czwartym miesiącu ciąży, nie mogłam dłużej ukrywać swojego stanu. W dawnych polskich realiach oznaczało to ogromny wstyd. Postanowiłam powiedzieć mamie. Ta niezwłocznie skierowała się z tym do ojca.
Mój ojciec nie okazał mi żadnego wsparcia spotkałam się tylko z wyrzutami i obelgami. Rodzice, kierując się strachem przed ośmieszeniem wśród sąsiadów i znajomych, namówili mnie do dokonania aborcji, choć wiedzieli, iż może to zagrozić mojemu zdrowiu. Z ciężkim sercem uległam. Po wszystkim płakałam nocami, rozdzierana żalem, iż zdradziłam swoje dziecko. Od tamtej pory, proszę Boga o przebaczenie. Wydawało mi się, iż życie stanęło w miejscu. Nie chciałam żyć, a moi rodzice pozostali zimni i obojętni, przejmując się jedynie tym, co ludzie powiedzą na wsi.
Nie mogąc dłużej znieść tej atmosfery i żalu, który mnie dusił, w końcu zebrałam siły i po dwóch latach uciekłam z domu rodzinnego. Podjęłam naukę na Uniwersytecie Jagiellońskim, ukończyłam studia i zbudowałam własną przyszłość zawodową. Z czasem zdobyłam uznanie i pieniądze stać mnie było na wszystko, co dawniej było tylko marzeniem. Jednak nie mogłam kupić jednej rzeczy rodziny. To był mój największy ból. Przez aborcję i komplikacje z nią związane, straciłam na zawsze możliwość zostania matką.
Próbowałam jeszcze układać sobie życie, spotykałam się z różnymi mężczyznami, kilkukrotnie choćby rozważaliśmy małżeństwo. Jednak gdy dowiadywali się o mojej bezpłodności, odchodzili bez słowa. Winię za to wyłącznie moich rodziców to przez nich odebrano mi euforia macierzyństwa. Od tego czasu nie chciałam mieć z nimi nic wspólnego, unikałam kontaktów, choćby na cmentarzu obchodząc ich grób z daleka.
Kiedy ojciec przeszedł zawał serca i mama błagała mnie o pomoc, odwróciłam się od nich tak, jak oni kiedyś odwrócili się ode mnie. Żeby uspokoić swoje sumienie, co miesiąc wysyłam im przelew 1500 złotych na życie. Uważam, iż rodzice są po to, by wspierać dzieci w trudnych momentach, nie zaś je odtrącać, kiedy najbardziej ich potrzebują. Moi rodzice nigdy nie zdali sobie sprawy, jak bardzo mnie skrzywdzili.







