Rodzice zmusili mnie do aborcji, żeby uchronić rodzinę przed wstydem. choćby kiedy lekarze orzekli moją bezpłodność, nie okazali skruchy. Jednak los nie zapomniał – mój ojciec spotkała sprawiedliwa kara.

polregion.pl 10 godzin temu

To było dawno temu, ale wspomnienia do dziś ściskają mi serce. Miałam na imie Wioletta i byłam młodziutką dziewczyną, kiedy spotkałam Artura człowieka, który wydał się ucieleśnionym ideałem. Z początku był nieprzyzwoicie szarmancki, zasypywał mnie komplementami, zapraszał na spacer po starym rynku w Krakowie i sprawiał wrażenie najbardziej troskliwego człowieka na świecie. Jednak gdy tylko osiągnął swój cel, po prostu zniknął z mojego życia, jakby nigdy mnie nie znał. Rozstanie z nim pociągnęło za sobą rozgoryczenie i rozpacz, choć wtedy nie zdawałam sobie jeszcze sprawy, jak wielkiego ciężaru przyjdzie mi dźwigać.

Kiedy dowiedziałam się, iż spodziewam się dziecka, świat stanął mi przed oczami. Bałam się, milczałam przez kilka tygodni, a brzuch już zaokrąglał się coraz wyraźniej, bo był to już czwarty miesiąc. W końcu zdobyłam się na odwagę i wyznałam wszystko mamie. Ona, nie pytając o nic, natychmiast przekazała wiadomość tacie. Ojciec nie znał litości zalał mnie falą oskarżeń i ciężkich słów, jakby w jednej chwili przestałam być jego córką.

Rodziców ogarnął paniczny strach przed tym, co powiedzą sąsiedzi w starej kamienicy, znajomi z parafii, choćby najdalsza rodzina z Przemyśla. Skłonili mnie do podjęcia decyzji, której żadnej matce nie życzę aborcji. Prosiłam, płakałam i błagałam, ale uległam, myśląc, iż może czas uleczy rany. Po wszystkim przez długie dni nocami łkałam, mając poczucie niewybaczalnej winy wobec własnego dziecka. Choć tyle lat minęło, modlę się do Boga o wybaczenie tego grzechu. Dla mnie wtedy cały świat się zatrzymał nie widziałam sensu życia, pragnęłam po prostu zniknąć. Rodzice pozostali nieczułymi, głusi na moje cierpienie, przejęci wyłącznie własnym dobrym imieniem.

Tych ścian już nie mogłam znieść w końcu zebrałam siły i po ponad dwóch latach uciekłam z rodzinnego domu. W Warszawie, na stancji, skończyłam studia, zaczęłam pracować w banku i krok po kroku budowałam swoją karierę. Osiągnęłam to, o czym kiedyś śniłam własne mieszkanie, podróże po Europie, dobra praca i spokojny byt. Jednak mimo zgromadzonych oszczędności i dostatku jednego nigdy nie mogłam sobie kupić: rodziny. Byłam sama. Lekarze ostatecznie potwierdzili, iż nie będę już mogła mieć dzieci przeszłość okazała się wyrokiem. Spotykałam się z różnymi mężczyznami, dostawałam propozycje małżeństwa, ale gdy tylko dowiadywali się o mojej bezpłodności, nagle tracili zainteresowanie, a ich obecność ulatniała się bez śladu.

Mam do dziś żal do rodziców, iż odebrali mi prawo do bycia matką i poznania tej największej radości. Nigdy nie zdecydowałam się do nich wrócić ani odnowić kontaktu, choćby gdy matka prosiła mnie o pomoc, gdy ojciec przeszedł zawał. Odmówiłam. Zostali mi obcy, jakbym nigdy nie należała do tej rodziny. Odkupuję winy przelewem co miesiąc wysyłam im kilkaset złotych, żeby nie brakowało im niczego, ale więcej z mojej strony nie otrzymają. Wiem, iż prawdziwy rodzic powinien być dla swojego dziecka oparciem, szczególnie w trudnych chwilach. Moi tego nie potrafili. Ile złego można wyrządzić własnemu dziecku w imię pozorów tego do dziś nie jestem w stanie pojąć.

Idź do oryginalnego materiału