Sam sobie poradzisz, dasz radę!

twojacena.pl 1 dzień temu

Nie, Marto, na mnie nie licz. Wyszłaś za mąż teraz bądź przy mężu, a nie przy mnie. Nie potrzebuję obcych ludzi w moim domu odcięła się Wanda.

Marta ścisnęła telefon mocniej, a w gardle stanęła jej gula. Nie spodziewała się takiego pogardliwego odrzucenia.

Mamo On nie jest obcy. To mój mąż, twój zięć. Nie prosimy, żebyś kupiła nam mieszkanie, tylko żebyśmy mogli u ciebie trochę pomieszkać, zanim uzbieramy na wkład własny.

Usłyszała krótki, zirytowany śmiech.

Wiem, jak to się kończy. Wpuścisz ich na chwilę, a potem nie wyprosisz. Najpierw wkład własny, potem remont, a później jeszcze coś. A ja spokoju nie zaznam. Nie, Marto, nie obrażaj się, ale ja z twoim ojcem wszystko robiliśmy sami, nikogo nie obciążaliśmy. Wy też sobie radźcie.

Mamo, jakie radźcie? nie poddawała się Marta. Wiesz, iż oboje pracujemy, oszczędzamy na wszystkim. Prawie wszystkie pieniądze idą na czynsz. W tych warunkach, z takimi cenami, uzbieramy co najwyżej na karton po lodówce.

A komu teraz łatwo? głos Wandy stał się ostry. Ja z twoim ojcem ani dnia nie mieszkaliśmy z rodzicami. Sami przez to przeszliśmy i nikomu się nie żaliliśmy.

Sami, sami Mamo, nie opowiadaj mi. Ja przecież wszystko pamiętam! Pamiętam, jak babcia wam pomogła.

Nie porównuj, to co innego. Babcia pomogła, bo chciała i mogła. My niczego nie prosiliśmy. To mieszkanie wypracowałam własnymi rękami, a twój ojciec

A ja nie prosiłam, żebyś rodziła mnie w nędzę wyrzuciła z siebie Marta i rozłączyła się.

W środku gotowała się z gniewu. Może matka miała prawo odmówić, ale sposób, w jaki to zrobiła Jakby zbudowała własne imperium, a Marta, niegodziwa córka, próbowała wejść do raju na cudzym garbie. A przecież wcale tak nie było.

…Gdy Wanda dowiedziała się o ciąży, nie była choćby zamężna. Jerzy, ojciec Marty, był lekkoduchem, nie nacieszył się jeszcze życiem i nie szukał odpowiedzialności. Jego matka była podobna dawno rozwiedziona, wiecznie szukająca szczęścia. Dlatego Wanda zwróciła się o pomoc do Heleny babci Jerzego.

Helena, usłyszawszy o ciąży, rozpłakała się z radości, mocno przytuliła Wandę i obiecała pomoc.

Nie martw się, wnuczko, urodź dziecko. A ja już pogadam z Jurem zapewniała. A skoro tak wyszło, pewnie zapiszę wam dom. Przeniosę się do córki. I tak ciężko mi samej, a Kasia ucieszy się z pomocy. A wy będziecie mieli gdzie dziecko wychować.

Helena, co wy mówicie? Wanda nie wierzyła własnym uszom. To przecież cały dom, nie klitka!

Nie zabiorę go przecież do grobu. Ja nie byłam szczęśliwa, niech ty będziesz westchnęła staruszka.

Helena dotrzymała słowa, a choćby zrobiła więcej. Spisała dom na Wandę, wiedząc, iż wnuk to kiepski materiał na męża. Wanda sprzedała dom i kupiła dwupokojowe mieszkanie.

Po narodzinach Marty nic się nie zmieniło. Jerzy wciąż imprezował i zdradzał, a jego udział w rodzinie ograniczał się do pensji. I to nie zawsze całej.

Wanda wiedziała, ale znosiła to. Narzekała, czasem płakała, ale nie wyrzuciła męża.

Dzieciom zawsze lepiej w pełnej rodzinie mówiła swojej matce, gdy ta radziła rozwód. Jak Marta skończy osiemnaście lat, wtedy odejdę.

Tylko iż Marta miała inne zdanie. Wolałaby żyć z samotną matką i gwałtownie dorosnąć, niż być pocieszycielką cudzych łez, słuchać awantur i rozdzielać rodziców.

Wanda jakoś dotrwała do osiemnastki Marty i, jak chciała, wzięła rozwód. Córka już się ucieszyła, ale za wcześnie.

Marto, jesteśmy teraz tylko we dwie. Obie dorosłe, więc radźmy sobie razem oznajmiła. W tym miesiącu odpocznij, a od następnego czynsz i jedzenie na pół.

Marta studiowała dziennie, więc przeraziła się. Stypendium to były grosze, ledwo na chleb starczyły. A Wanda przyzwyczaiła się do pełnych obiadów z mięsem i warzywami. Marta próbowała dogadać się o osobne zakupy, ale bez skutku.

Żadna dorywcza praca nie dawała tyle, ile musiała oddawać matce. Musiała znaleźć pełny etat.

Po pół roku rzuciła studia. Można było przejść na zaoczne, ale i tak nie miałaby czasu w naukę. A który pracodawca lubi studentów?

Do dziś jej to ciąży. Gdziekolwiek się zgłaszała, wszędzie woleli kandydatów z dyplomem. choćby na stanowiska magazynierów.

Najpierw winiła siebie, ale potem zrozumiała po prostu nie dostała startu w życiu.

Matka zareagowała na rezygnację ze studiów spokojnie.

Widocznie nie twoja droga stwierdziła.

Od tamtej pory żyły jak współlokatorzy. Bez kłótni, ale i bez ciepła.

Minęło dziesięć lat. Marta wyszła za mąż. Z Jackiem wynajmowali kawalerkę na obrzeżach. On pracował jako elektryk. Zawód ważny, ale płacili mu grosze. Dorabiał, ale te pieniądze szły na buty, leczenie zębów albo zaległe rachunki. Coś odkładali, ale

jeżeli tak dalej pójdzie, będziemy zbierać ze dwanaście lat westchnął Jacek, patrząc w ekran telefonu.

Wtedy Marta postanowiła porozmawiać z matką. Wanda miała dwupokojowe mieszkanie z wolnym pokojem.

Ale, jak się okazało, nie paliła się do przygarnięcia córki. A już na pewno nie z obcym człowiekiem.

Marta nie wiedziała, jak to przyjąć. Rozumiała, iż życie matki nie było usłane różami. Może sama by się zgorzkniała na jej miejscu, ale i tak bolało. Tyle lat się stara, pracuje, nic nie prosi, a gdy w końcu poprosi w odpowiedzi zimno i radźcie sobie.

No to dobrze, skoro sami to sami. Marta miała jeszcze jeden sposób. Działka, o której prawie zapomniała.

Masz swoje, Wanda. Niech i Marta ma powiedziała kiedyś babcia od strony matki.

Gdy babcia zmarła, Marta miała dwanaście lat. Działką zajmowała się Wanda siała, kopała, kłóciła się z sąsiadami. Marta choćby nie wspominała, iż formalnie to jej ziemia. Po co? Wszystko, co rosło na działce, trafiało do wspólnego domu.

Ale skoro matka tak dumna ze swojej samod

Idź do oryginalnego materiału