Sąsiadka postanowiła, iż może prosić o wszystko! Teraz wystarczy, iż się u mnie wprowadzi.

newsempire24.com 14 godzin temu

Nasza sąsiadka uznała, iż może prosić o wszystko teraz wystarczy, iż wprowadzi się do mojego mieszkania.
Potrzebuję więc perspektywy kogoś z zewnątrz. Otóż mój synek, Jasio, ma kolegę z podwórka, Piotrusia, trochę starszego od niego. Spotykam się od czasu do czasu z mamą Piotrusia, naszą sąsiadką Grażyną, ale nie nazwałabym jej przyjaciółką.

Zaczęłyśmy wymieniać się drobnymi przysługami, bo nasze dzieci regularnie razem się bawią. Spotykaliśmy się na spacerach po Łazienkach, Grażyna przynosiła rzeczy, które już nie pasowały jej synowi, a ja odwdzięczałam się sokami i słodyczami na znak wdzięczności. W końcu postanowiłam, iż nie będę już nic przyjmować wolę kupować wszystko samodzielnie, żeby nie czuć się zobowiązana.

Z czasem zwykłe, spokojne spacery zamieniły się w dość osobliwy układ. Sąsiadka zaczęła regularnie coś wymagać. Z codziennej prośby przeszło to na Daj mi kawę!. Gdy ktoś tak lubi kawę, niech sam ją kupi, a nie codziennie o nią błaga. Zjawia się u nas, choć nigdy nie zaprosiłam jej do domu. Widząc zabawki mojego dziecka, wpada w zachwyt i co chwilę zabiera coś do zabawy do swojego mieszkania. Chciałaby mieć wszystko. Zabrali już nam sporo rzeczy.

Nie zaprasza nas do siebie, tłumacząc to chorą matkę, chociaż ta mieszka w osobnym pokoju. Nie waha się też poprosić o lekarstwa, kiedy jej syn choruje, pytając o rzeczy, które w każdej przydomowej apteczce powinny już leżeć. Czasem żąda choćby czegoś dla siebie. Nie rozumiem, jak ktoś może tak żyć. Proste środki przeciwgorączkowe powinna mieć każda mama pod ręką. Jaś podarowuje prawie puste opakowania i butelki, a potem kupuje je dla mojego niemowlaka, którego już nie mogę leczyć takimi złotymi rączkami.

To nie koniec. Regularnie pyta, czy mamy coś do jedzenia dla jej syna. Ja natomiast nie pytam sąsiadów o nic. Gotuję dla mojego malucha i na tym koniec. Korzysta z naszego wózka na zakupy, nie pytając, czy może go zabrać. Zawsze chce mieć to, czego nie ma, i zawsze czegoś jej brakuje.

Pewnego dnia jej bezczelność mnie doprowadziła do szoku. Kiedy cała rodzina była chora, zadzwoniła, mówiąc, iż przyjdzie na kawę, ale zostanie przy synu. Kocham dzieci, ale mam już dość, iż cudze dzieci wpadną do naszego domu jak do sklepu, grzebią w rzeczach mojego syna i wybierają, czym się pobawią. Powiedziałam jej, iż jesteśmy chorzy i możemy je zarazić. Powinnam była od razu zaznaczyć, iż nie zapraszamy jej.

Jej wizyty nigdy nie poprzedzone były zdaniem Czy mogę wejść?. Zjawia się po prostu, wymagając: Daj mi to. Nieważne, czy jestem zajęta, czy mam ochotę coś dać ona po prostu zajmuje mój prywatny teren.

Od jakiegoś czasu nie dzwonię do niej i nie zapraszam na spacer, ale to ona dzwoni do mnie. Grażyna pisze wiadomości. Jeden z moich znajomych powiedział, iż mam dwie opcje: dalej znosić jej bezczelność albo zerwać kontakt. Nie chcę się z nią kłócić dzieci są przyjaciółmi, mieszkamy blisko, niedługo będziemy je razem wozić do szkoły. A ja nie wiem, jak się kłócić z ludźmi.

Idź do oryginalnego materiału