Sąsiadka zdecydowała, iż może prosić o wszystko! Teraz wystarczy, iż wprowadzi się do mnie.

newskey24.com 15 godzin temu

Pani Helena postanowiła, iż może prosić o wszystko! Teraz wystarczy, iż wprowadzi się do naszego mieszkania.

Potrzebuję spojrzenia kogoś z zewnątrz. Oto sytuacja: moja córka Zuzanna jest przyjaciółką chłopca z sąsiedztwa, Kacpra, który jest o kilka lat starszy. Z matką Kacpra, naszą sąsiadką, spotykam się od czasu do czasu, ale nie określiłabym jej jako przyjaciółkę.

Zaczęłyśmy regularnie kontaktować się ze względu na dzieci. Spotykaliśmy się podczas spacerów po Łazienkach, ona oddawała mi ubranka, które były za małe dla jej syna i nie mogły go nosić. Zwracałam je, a w zamian przynosiłam soki i słodycze dla Kacpra, jako wyraz wdzięczności. Potem postanowiłam już nic od niej nie przyjmować lepiej kupić wszystko samodzielnie i nie czuć się zobowiązaną.

Z czasem zwykłe, spokojne spacery zamieniły się w dziwną relację. Pani Helena zaczęła regularnie czegoś żądać. Z codziennej prośby stało się: Daj mi kawę!. Kto tak lubi kawę, niech ją kupi sam, a nie będzie codziennie o nią błagać. Odwiedza nas, choć nigdy nie zaprosiłam jej do domu. Gdy zobaczy zabawki mojego dziecka, zachwyca się i co chwila zabiera coś do własnego domu. Chce mieć wszystko. Zabrali nam już wiele rzeczy.

Nie zaprasza nas do siebie, tłumacząc to chorą matką, choć matka mieszka w oddzielnym pokoju. Pani Helena nie waha się poprosić o lekarstwa, gdy jej syn jest chory, i pyta o rzeczy, które w każdej przydomowej apteczce powinny być pod ręką. Czasem żąda choćby czegoś dla siebie. Nie rozumiem, jak można tak żyć. Prosty lek przeciwgorączkowy powinien mieć każda mama w szufladzie. Rozdaje prawie puste opakowania i butelki, a to, co kupiła dla mojego niemowlęcia, już nie mogę używać.

To nie koniec. Regularnie pyta, czy mamy jedzenie dla jej syna. Ja nie pytam sąsiadów o nic. Gotuję dla mojego dziecka i na tym koniec. Korzysta z naszego wózka na zakupy, nie pytając o pozwolenie. Zawsze chce coś, czego nie ma, i zawsze czegoś jej brakuje.

Pewnego dnia szokowała mnie jej bezczelność. Gdy cała rodzina była chora, dostałam telefon: Przyjdę na kawę, ale będę przy synu. Lubię dzieci, ale mam dość, iż dzieci innych ludzi wchodzą do naszego domu jak do sklepu, przeglądają rzeczy mojego syna i wybierają, czym się bawić. Powiedziałam jej, iż jesteśmy chorzy i możemy ją zarazić. Powinnam była dodać, iż nie zapraszamy jej.

Jej wizyty nigdy nie poprzedza pytanie: Czy możemy wejść?. Zjawia się bez zaproszenia i domaga się: Daj mi to. Nie obchodzi ją, czy jestem zajęta, czy mam ochotę coś jej dać. To tak, jakby wchodziła w mój prywatny obszar i go zajmowała.

Od dawna nie dzwonię do niej i nie zapraszam na spacer. Ona jednak dzwoni sama. Jeden z przyjaciół radzi mi, iż mam dwie opcje: znosić jej bezczelność albo zerwać kontakt. Nie chcę się z nią kłócić dzieci są przyjaciółmi i mieszkamy blisko. niedługo będziemy razem odwozić je do szkoły, a nie wiem, jak radzić sobie z konfliktami

Z tej sytuacji wyciągam wniosek: trzeba umieć stawiać granice, zanim ktoś zacznie traktować nasz dom jak własny targ. Szacunek i wzajemność budują prawdziwą sąsiedzką solidarność, a nie niekończące się prośby.

Idź do oryginalnego materiału