Serce rodzica – opowiadanie o Natalii i Arkadiuszu, ich dorosłych dzieciach i niespokojnych myślach,…

twojacena.pl 3 godzin temu

Serce rodzica. Opowieść

Dziękuję za wsparcie, polubienia, komentarze, subskrypcje oraz OGROMNE dzięki za każdy przelew ode mnie i moich pięciu kocich rozbójników!
Jeśli spodoba się Wam to opowiadanie, podrzućcie je znajomym na fejsa czy Insta po prostu miło mi jako autorce!

Dlaczego taka z rana jesteś nie w sosie? choćby się nie uśmiechasz, chodź, zjemy śniadanie.

Mąż wszedł do kuchni, przeciągając się leniwie wreszcie wolna sobota.

Na kuchence skwierczała jajecznica z boczkiem, a żona nalewała herbatę. Chlupnęła mu na talerz większą połowę jajecznicy i położyła pajdę chleba.
Jedz, nabieraj na widelec!

Czy ja coś przeskrobałem, Izabelo? zapytał łagodnie Andrzej.

Przeskrobaliśmy, i to oboje. Dzieci źleśmy wychowali westchnęła Izabela Szymczak, usiadła obok i zaczęła jeść bez większego entuzjazmu.

Córka i syn już dorośli, my sobie przez lata odmawialiśmy wszystkiego, żeby ich wychować taki to już były czasy. Wspieraliśmy ich, a kto nas wesprze, chociaż dobrym słowem? Oni wiecznie mają jakieś kłopoty. To życie nudne, to kasy im brakuje. I u Kasi, i u Janka wieczne utyskiwanie.

A skąd to wiesz?

Andrzej już zeżarł jajecznicę i z przyjemnością smarował masłem świeżą kajzerkę, a na wierzch dżem.

Tobie to dobrze, bo oni mi wszystko wypisują, do matki. Janek wczoraj chciał z rodziną pójść na kręgle, kasy zabrakło do pierwszego, prosił pożyczyć wkurzyłam się i nie dałam. Obraził się. A Kasia dzwoniła jeszcze wcześniej, bo jej wokalna kariera nie idzie, więc ma humor do bani. No bez przesady lubisz śpiewać, to śpiewaj dla przyjemności, ale do pracy iść trzeba! Chce na śpiewaniu zarobić, a nie wychodzi, cóż, nie każdemu pisane. Czas dorosnąć. I jeszcze w dzieciństwie z Jankiem trzymali się razem, a teraz co? Zerowy kontakt!

Izabela zsunęła od siebie zimną jajecznicę i pociągnęła łyk herbaty.

Nie przejmuj się tak, jakoś się ułoży. My też młodzi byliśmy, pomyśl sobie zaczął uspokajać żonę Andrzej, ale tylko dolał oliwy do ognia.

Oj, przestań, Andrzejku, przypomnij sobie nasze czasy! Żyło się na to, co było, cieszyliśmy się byle czym. Jasio się urodził wielka radość. Wózek i łóżeczko pożyczyła mi znajoma z pracy, siostra dała pieluchy, śpioszki po swoim. Wszystko używane, ale dzieci i tak rosną jak na drożdżach. Szczęśliwi byliśmy. A jak kupiliśmy Poloneza, to już w ogóle czuliśmy się jak króle! Garaż blaszany postawiliśmy pod blokiem, bogactwo na dzielni! A nasze dzieci jak nie byli za granicą, życie zmarnowane. Kto ich tego uczył?

Czasy się zmieniły, Iza. Pokus naokoło pełno, a oni młodzi Zobaczysz, zrozumieją jeszcze.

Ech, tylko żeby nie za późno, roztrwonią wszystko w pogoni za złotym cielcem, a życie leci, Andrzej. Patrzę w lustro babcia, serio? I ty już dziadek

Rozmowę przerwał dźwięk telefonu, dzwonił Janek.

No i znowu coś Izabela podniosła słuchawkę. Z każdą chwilą oczy robiły jej się coraz większe, aż wstała gwałtownie.

Andrzej, ubieraj się szybko! Janek nasz wylądował w szpitalu. Dzwonił sąsiad z sali.

Co się stało? Andrzej też poderwał się do działania.

Zrozumiałam tylko tyle piłą kątową sobie rękę przeciął tarcza pękła i go pocięła. Chyba próbują uratować dłoń, oby dali radę. Tylko niech on całkiem ręki nie straci, Boże! Chodź, jedziemy.

Ubrali się w pośpiechu nie aż tacy starzy, ale młodość też dawno minęła i zaaferowani wybiegli na dwór.

Biegną, nerwy w strzępach, tylko syn w głowie.

Po drodze dzwoni Kasia Mamo, wpadnę dziś do Was na obiad?

Wpadaj, córeczko, mam nadzieję, iż już wrócimy zawołała zziajana Izabela, nie czekając na odpowiedź, dogoniła Andrzeja na przystanku.

W szpitalu lekarze gwałtownie ich uspokoili rękę udało się uratować, ale do syna na razie nie wpuszczą.

Nie wpuszczajcie, to nie wyjdę, będę czekać! obraziście usiadła w holu Izabela, a Andrzej zaraz obok niej.

I nagle jak burza wpadła Kasia, rzuciła się do rodziców:

Mamo, co Wy tacy załamani? Już wszystko dobrze, Janek wczoraj na fuchę został, ktoś go poprosił o naprawę auta. Coś mu nie szło, śruby próbował obciąć, no i się zaciął. Jest już przytomny, wszystko zszyli, palcami rusza, mamo, nie panikujcie tak!

A Ty skąd to wiesz? ledwo wykrztusiła Izabela.

Zawsze z Jankiem gadamy, z jego Kasią też. Pomagamy sobie, przecież normalka.

A myśmy już myśleli, iż ze sobą nie rozmawiacie! wyjaśnił Andrzej.

Tato, jesteście tacy dzielni, mocni, wszystko ogarniecie. Nie chciałam Was niepotrzebnie martwić uśmiechnęła się Kasia. I serio wyglądacie młodo, więc chcieliśmy Wam dać wreszcie żyć dla siebie!

No pięknie, a ja myślałam, iż macie nas gdzieś rozpromieniła się Izabela.

Mamo, bez żartów, Wasze pokolenie to jakiś superman. My próbujemy być jak Wy, nie zawsze się udaje, ale no, staramy się!

Rodzice się uśmiechnęli, już mniej zmartwieni.

Mamo, tato, muszę Wam powiedzieć pracę znalazłam. A i śpiewać mnie zaczęli zapraszać po różnych imprezach: raz przedszkole, a wczoraj Dom Spokojnej Starości ludzie klaskali! Tylko jedna pani się popłakała, bo jej córka to znana piosenkarka, ciągle w trasie i mamą nikt się nie zajmuje, straszne

Kasia nagle chwyciła rodziców w objęcia:
A my, z Jankiem, bardzo Was kochamy. Nie myślcie sobie inaczej

Wtem pielęgniarka pozwoliła zajrzeć do syna na chwilę. Izabela prawie się rozpłakała, ale Janek spokojnie rzekł:

Mamo, już wszystko gra, nie zamartwiaj się. Tato, Ty to kiedyś opowiadałeś, jak w naszym blaszaku osy gniazdo zrobiły. Cały byłeś pogryziony, ledwo z tego wyszedłeś bywa różnie! Jak mnie puszczą do domu, zapraszam do nas na Sylwestra. Ciągle zabiegani, a kontaktu mało, zgoda? A przy okazji Kasia chce Was w końcu ze swoim facetem zapoznać, jeszcze Wam nie wspomniała?

Do domu Izabela i Andrzej wracali pieszo postanowili się przewietrzyć.

Nie młodzi, nie starzy już rodzice

Ach, to rodzicielskie serce! Zawsze się martwi o dzieci. Człowiek patrzy na cudze wydają się zupełnie normalne, a własne chciałby mieć najlepsze na świecie, żeby żyły jak należy, słuchały rodziców.

A tymczasem każde pójdzie własną drogą. Ale są dobre, bo to przecież NASZE dzieciI w tej chwili Izabela spojrzała na Andrzeja, a on na nią, jakby dopiero teraz widzieli się naprawdę zmęczeni, zmartwieni, ale z takim samym ciepłem w oczach jak wtedy, gdy pierwszy raz szli razem za rękę do domu po narodzinach Jasia.

Wiesz co? szepnęła Może nie nauczyliśmy ich wszystkiego, ale nauczyliśmy się ich kochać. I to najważniejsze.

Andrzej pokiwał głową, uśmiechając się lekko.

Nad głowami rozkwitało poranne słońce, powietrze pachniało świeżym chlebem z piekarni na rogu. Wokół świszczały dzieci na hulajnogach, kot wygrzewał się na parapecie, a życie toczyło się dalej zwykłe, niezwykłe, tak jak każdy dzień, którego nie docenia się póki nie przeminie.

A Izabela nagle poczuła, iż mimo wszystkich trosk i obaw, jej serce wciąż potrafi tańczyć ze szczęścia, jeżeli tylko pozwoli mu słuchać dzieci dorosły, ale wciąż są blisko, w zasięgu ręki, i nigdy się do końca nie zagubiły.

Chodź, Andrzejku złapała go pod ramię. Na pewno koty zgłodniały. I wiesz co? Zrobimy dzisiaj wielką rodzinną kolację. Znowu będzie głośno, trochę chaotycznie, ale to chyba właśnie nasze największe szczęście.

A wiatr, jakby rozumiał, porwał ich śmiech wysoko, do samego nieba.

Idź do oryginalnego materiału