Serce rodzica
Dziękuję za wsparcie, za polubienia, życzliwość, opinie o moich opowiadaniach, subskrypcje i OGROMNE dzięki wszystkim za wsparcie ode mnie i moich pięciu kocich przyjaciół. Udostępniajcie, proszę, opowiadania, które Wam się spodobały, w mediach społecznościowych i to sprawia euforia autorowi!
Dlaczego jesteś taka ponura z samego rana? choćby się nie uśmiechasz, chodź, zjedzmy śniadanie.
Mąż wszedł do kuchni, przecierając leniwie oczy wreszcie wolna sobota.
Na kuchence skwierczała jajecznica z boczkiem, a żona nalewała herbatę. Szurnęła mu na talerz większość jajecznicy i położyła kromkę chleba. Jedz, nie wydziwiaj.
O co chodzi, Aniu, zrobiłem coś nie tak? zapytał cicho Janusz.
Zrobiliśmy, Janusz. Dzieci nie tak wychowaliśmy… Anna Leszczyńska usiadła obok niego i zaczęła jeść, ale zupełnie bez apetytu.
Córka i syn już dorośli, ileż myśmy sobie odmawiali, żeby dzieciom niczego nie brakowało Takie czasy były. Wspieraliśmy ich, a kto dziś nam pomoże, chociażby dobrym słowem? U nich wiecznie jakieś problemy: Karolina narzeka na brak pracy, Tomek nie umie związać końca z końcem. I jedno, i drugie tylko narzeka.
Skąd ci się to wzięło?
Janusz już skończył jajecznicę i z przyjemnością smarował świeży chleb masłem, a potem nakładał na niego domowy dżem.
Tobie dobrze, bo oni mi to wszystko wypisują, matce. Tomek wczoraj chciał z rodziną iść na kręgle, ale poprosił mnie o zaliczkę do wypłaty. Zdenerwowałam się i nie dałam. Obraził się. Karolina dzwoniła zaraz przed nim, jej nie wychodzi z karierą piosenkarki, więc ma okropny nastrój. No cóż, jeżeli lubi śpiewać niech śpiewa dla siebie, ale trzeba też pracować! Ona chce zarabiać tylko śpiewaniem, a nie wychodzi. Niektórzy tak mają, już czas zrozumieć i poszukać normalnej roboty! W dzieciństwie Karolina i Tomek byli nierozłączni, a teraz prawie w ogóle się nie widują!
Anna Leszczyńska odsunęła od siebie zimną już jajecznicę i zaczęła sączyć herbatę.
Przestań się tak zamartwiać, wszystko się ułoży, i my byliśmy młodzi, pamiętasz? próbował pocieszyć ją Janusz, ale ona się tylko bardziej nakręcała:
Nie, Janusz, to ty sobie przypomnij. Żyliśmy skromnie, a cieszyliśmy się z drobiazgów! Pamiętasz, jak Tomek się urodził jakie szczęście! Wózek i łóżeczko pożyczyła mi sąsiadka, siostra przyniosła po swoim synu body, pieluszki, rampersy. Wszystko używane, ale jak nowe, dzieci gwałtownie rosną. Byliśmy wtedy szczęśliwi. A jak kupiliśmy Poloneza, to dumni byliśmy jak paw! Postawiliśmy go w blaszak pod domem i czuliśmy się bogaci! A naszym dzieciom, jak nie byli za granicą, to uważają, iż życie niewarte było zachodu. Kiedy my ich tego uczyliśmy?
Czasy się zmieniły, Aniu, pokus mnóstwo, młodość rządzi się swoimi prawami, może jeszcze zrozumieją.
Oby nie było za późno… Wszystko mogą zaprzepaścić w pogoni za pieniędzmi, a całe życie przemknie. Czasem patrzę w lustro czy to naprawdę ja, już babcia? A ty dziadek…
Ich rozmowę przerwał dzwonek telefonu. To był Tomek.
No proszę, znowu coś Anna Leszczyńska odebrała telefon i z każdą chwilą jej oczy się rozszerzały, aż nagle zerwała się z miejsca.
Janusz, ubieraj się szybko, Tomek jest w szpitalu! Zadzwonił jego współlokator z sali.
Co się stało?! Janusz także poderwał się z miejsca, już zapinając koszulę.
Nie wiem dokładnie, ciął coś szlifierką, tarcza pękła, rozcięło mu rękę. Podobno lekarze próbują uratować dłoń. Oby dobrze się skończyło Żeby tylko nie został bez ręki! Chodź szybko!
W pośpiechu ubrani, nie całkiem starzy, ale już nie młodzi, z przerażonymi oczami wybiegli z domu.
Pędzili do szpitala, zapominając o całym świecie…
Biegnąc, Anna odebrała jeszcze jeden telefon.
Mamo, wpadnę do was na obiad, dobrze? zapytała Karolina.
Dobrze, dziecko, chyba już wrócimy wydyszała Anna do telefonu i rozłączyła się, biegnąc dalej za Januszem do przystanku.
W szpitalu uspokoili ich: rękę udało się uratować, ale do Tomka nie wpuszczą ich na razie.
Nie odejdę stąd, póki go nie zobaczę Anna usiadła w holu, Janusz obok niej.
Nagle do szpitala wbiegła Karolina i rzuciła się do nich.
Mamo, czemu jesteście tacy zmartwieni? Wszystko dobrze, Tomek został wczoraj po godzinach, naprawiał komuś samochód. Coś tam nie schodziło, próbował przeciąć śrubę, no i stało się. Już był przytomny, wszystko zszyte, palce poruszają się, mamusiu, nie wyglądajcie tak okropnie, jest już dobrze!
Skąd wiesz? wyjęczała tylko Anna.
Z Tomkiem zawsze jesteśmy w kontakcie, z jego żoną Martą też! Pomagamy sobie, a wy co?
A myśleliśmy, iż już w ogóle nie rozmawiacie dodał Janusz.
Tato, wydajecie się tacy silni i niezniszczalni, zawsze dajecie radę, więc nie chcemy was zamartwiać uśmiechnęła się Karolina i naprawdę wyglądacie młodo, dlatego nie wtrącamy się, byście mogli w końcu pożyć dla siebie.
No nieźle sobie wymyśliliście Ja już myślałam, iż nie obchodzi was, co u nas uśmiechnęła się Anna przez łzy.
Mamo, nie przesadzaj Wasze pokolenie to przecież jakieś superbohaterki. Staramy się być wam podobni, choć różnie to wychodzi, ale bardzo się staramy, rozumiecie?
Uśmiechnęli się do niej, ich twarze już nie były takie zatroskane.
Mamo, tato! Zapomniałam powiedzieć dostałam pracę! I zapraszają mnie do śpiewania na różnych wydarzeniach: czasem w przedszkolu, innym razem w domu opieki. Wczoraj śpiewałam dla starszych pań, jedna płakała mówiła, iż jej córka jest sławną wokalistką, ale wiecznie ją nie ma, zostawiła mamę w domu opieki, straszne
Karolina nagle mocno ich przytuliła: Kochamy was z Tomkiem bardzo, nie myślcie inaczej.
Właśnie wtedy pielęgniarka pozwoliła im wejść do Tomka na chwilę. Anna prawie się rozpłakała, ale syn powiedział spokojnie:
Mamo, spokojnie, najgorsze już za mną. Tato, opowiadałeś, jak w waszym blaszaku, gdzie stał samochód, osy zrobiły gniazdo. Pogryzły cię tak, iż o mało nie umarłeś, a jednak przetrwaliśmy. Teraz się spotkamy na Sylwestra u nas, co? Mam już dość tej bieganiny, a prawie nie mamy czasu się widywać. Karolina zresztą chyba chce wam wreszcie przedstawić swojego chłopaka Jeszcze nie zdążyła wam o tym powiedzieć?
Do domu Anna i Janusz szli już na piechotę. Chcieli trochę pospacerować.
Nie starzy, ale już nie młodzi rodzice.
Ach, to rodzicielskie serce… zawsze boli przez dzieci. Zawsze wydaje się, iż inni mają lepsze dzieci, a tak bardzo chce się, żeby własne były tym najlepszym, żeby żyły mądrze, żeby słuchały rodziców.
A one idą własną drogą, jaka by ona nie była… I mimo wszystko, nasze dzieci są wspaniałe. Bo są nasze…









