Dziennik Serce rodzica
Dziękuję wszystkim za wsparcie, ciepłe słowa, lajki i komentarze pod moimi opowieściami oraz ogromne dzięki za wszystkie wpłaty ode mnie i moich pięciu kotów. jeżeli coś Wam się spodoba, podzielcie się proszę ze znajomymi w mediach społecznościowych to dla autora naprawdę miłe!
Dlaczego z samego rana jesteś taka mało rozmowna? choćby się nie uśmiechasz, chodźmy już na śniadanie.
Mąż wszedł do kuchni, przeciągając się leniwie. W końcu wolna sobota.
Na kuchence skwierczała jajecznica z boczkiem, a ja nalewałam herbatę. Położyłam mu na talerzu większą część jajecznicy i kromkę chleba Jedz, no już!
O co chodzi, Zosiu, zrobiłem coś nie tak? zagadnął miękko Józef.
Oboje zawiniliśmy, tak ich wychowaliśmy odpowiedziałam, zasiadając do stołu bez entuzjazmu.
Dzieci dorosły, wiele sobie odmawialiśmy, by im niczego nie brakowało, takie były czasy. Pomagaliśmy, a kto pomoże nam, chociażby dobrym słowem? Im wiecznie coś nie pasuje. Raz się im nudzi, raz kasy brakuje. I Hania, i Kuba tylko narzekają.
A co ty za strachy opowiadasz?
Józef już kończył jajecznicę, smarował świeży chleb masełkiem, a na to jeszcze powidła śliwkowe.
Tobie dobrze, bo przecież to do mnie wszystko piszą, do matki. Wczoraj Kuba chciał z żoną i dziećmi pójść na kręgle, prosił o pożyczkę do wypłaty, a ja się wkurzyłam i nie dałam. Obraził się. Przed nim dzwoniła Hania, przygnębiona, bo jej wokalna kariera nie idzie tak, jakby chciała. Lubi śpiewać niech śpiewa dla serca, ale i coś konkretnego robić trzeba! Ona by najchętniej zarabiała tylko śpiewem, ale przecież nie każdemu pisane. Czas zejść na ziemię! I jeszcze w dzieciństwie świetnie dogadywali się z Kubą, a teraz niemal nie rozmawiają.
Odsunęłam od siebie zimną już jajecznicę, popijając czarną herbatę.
Nie zamartwiaj się tak, wszystko się ułoży. Przypomnij sobie, jacy my byliśmy młodzi próbował pocieszyć mnie Józef, ale tylko się bardziej rozemocjonowałam.
Wiesz co, Józek, to ty sobie przypomnij. Żyliśmy skromnie, a cieszyliśmy się z byle czego! Gdy urodził się Kuba, byliśmy szczęśliwi. Wózek i łóżeczko oddała mi sąsiadka, a siostra przyniosła po swoim synu jakieś śpioszki i pieluszki wszystko prawie nowe, bo dzieci gwałtownie wyrastają. I byliśmy zadowoleni, a kiedy kupiliśmy malucha dumni niesamowicie! Blaszany garaż postawiłeś przy bloku i poczuliśmy się niczym bogacze. A nasze dzieci wychowane już na wyjazdach zagranicznych jak nie były na wczasach poza Polską, to jakby życie im nie wyszło. Skąd im się to w ogóle wzięło? Uczyliśmy ich tego?
Taki mamy czasy, Zośka, teraz pełno pokus, ale młodzi zrozumieją z czasem.
Oby tylko nie za późno. Gonitwa za pieniędzmi nie przynosi szczęścia, a życie ucieka, Józef. Patrzę w lustro i nie wierzę, iż to ja już babcią jestem! I ty dziadek…
Naszą rozmowę przerwał dźwięk komórki. Dzwonił Kuba.
Pewnie znowu coś chce westchnęłam, odbierając telefon. Z każdą sekundą rozmowy coraz bardziej ściskał mnie niepokój. Poderwałam się na równe nogi.
Józef, gwałtownie się ubieraj! Kuba trafił do szpitala, sąsiad dzwonił od niego.
Co się stało? zdenerwowany Józef też zaczął się gwałtownie ubierać.
Dobrze nie zrozumiałam, coś z ręką, szlifierka się rozsypała. Podobno walczą, żeby uratować dłoń, oby się udało Daj Boże, żeby nie został bez ręki! Jedziemy!
Wyszliśmy w pośpiechu, jeszcze nie starzy, już nie młodzi, oboje z twarzami pełnymi troski.
Popędziliśmy na autobus, wszystko inne przestało się liczyć. W drodze zadzwoniła Hania: Mamo, wpadnę do was na obiad, dobrze?
Wpadaj, córeczko, może już wrócimy wykrzyczałam zdyszana i pobiegłam dalej za Józefem.
W szpitalu lekarze uspokoili nas rękę udało się uratować, ale syna do siebie jeszcze nie wpuszczą.
Nie ruszam się stąd, dopóki go nie zobaczę powiedziałam stanowczo, siadając na ławce w holu. Józef usiadł obok, oboje zamilkliśmy.
Nagle do szpitala wbiegła Hania. Rzuciła nam się na szyję.
Mamo, no przestańcie się tak martwić! Wszystko dobrze. Kuba wczoraj został na fuchę, komuś samochód naprawiał. Coś nie chciało się odkręcić, bolce przecinał i przeciął sobie rękę. Już jest pozszywany, palce rusza, mama Wyglądacie strasznie, ale naprawdę wszystko dobrze się skończyło!
Skąd wiesz? ledwo wydusiłam.
My z Kubą cały czas się kontaktujemy i z jego żoną, Magdą, też. Pomagamy sobie, no i co z tego?
Myśleliśmy, iż zupełnie ze sobą nie rozmawiacie tłumaczył Józef.
Tato, wy jesteście tacy zaradni i mocni, wszystko umieliście pokonać nie chcemy was martwić uśmiechnęła się Hania. I wyglądacie młodo! My się nie wtrącamy, żebyście mogli pomyśleć wreszcie o sobie.
Ja już sobie choćby wmówiłam, iż was nie obchodzimy też się uśmiechnęłam.
Co ty, mamo! Wasza generacja Jesteście niesamowicie silni. Chcielibyśmy być jak wy, ale to nie takie proste, staramy się zrozumcie.
Uspokoiłam się, spojrzeliśmy na siebie z mężem zupełnie inaczej.
Mamo, tato, chciałam wam jeszcze powiedzieć, iż dostałam pracę. A przy okazji śpiewam na różnych wydarzeniach wczoraj w domu spokojnej starości, dzieciakom w przedszkolu, choćby mnie proszą często! Jedna starsza pani się wzruszyła, bo jej córka znana wokalistka, zawsze gdzieś wyjeżdża i nie ma dla niej czasu Straszny to los.
Hania nagle mocno nas przytuliła: My z Kubą was bardzo kochamy, nie myślcie inaczej
Wtedy pielęgniarka pozwoliła nam wejść na chwilę do Kuby. O mało się nie rozpłakałam, ale syn odezwał się spokojnie:
Mamo, już dobrze, wszystko minęło, nie martwcie się. Tato, przecież sam opowiadałeś, jak dawno temu w tym naszym blaszaku osy zbudowały gniazdo i tak cię poszczypały, iż ledwie uszłeś z życiem. Różne rzeczy się zdarzają. Jak tylko wrócę do domu, przyjdźcie do nas na Sylwestra, bo ostatnio jakoś rzadko się widujemy. Hania chce wam przedstawić swojego chłopaka, nie zdążyła jeszcze wam powiedzieć
Do domu wracaliśmy piechotą, postanowiliśmy się przejść.
Nie starzy, ale już i nie młodzi rodzice
To serce rodzica ono zawsze boli za swoje dzieci. Wydaje się, iż u innych same idealne dzieci i bardzo pragniemy, aby nasze były jeszcze lepsze, żyły rozsądniej, słuchały rodziców.
A mają swój własny los, kogokolwiek by spotkali po drodze Ale to przecież nasze dzieci, najlepsze na świecieAle przecież naszym dzieciom biją takie same serca jak nam pełne wątpliwości, pragnień, obaw i marzeń. Chcielibyśmy, żeby ominęły je burze życia, żeby nie bolały ich rozczarowania. I choć czasem milczą, denerwują się, nie dziękują, czasem proszą za często lub za rzadko sens wszystkiego wciąż tkwi w tej cienkiej nici, która zawsze nas połączy.
Przy bramie domu Józef ścisnął moją dłoń. Usłyszeliśmy za plecami kocie miauki. Nasze koty już czekały na ganku, domagały się śniadania i pogłaskania, zupełnie jak dzieci, które mimo dorosłości na zawsze zostają trochę zależne od ciepła domu. Uśmiechnęliśmy się do siebie.
Pomyślałam wtedy, iż chyba tym właśnie jest szczęście nie wtedy, gdy wszystko układa się idealnie, ale wtedy, gdy możemy razem, pomimo zmęczenia i lęku, jeszcze raz zacząć nowy dzień. Z sercem trochę poklejonym, ale wciąż gotowym kochać.
A kiedy z kuchennego okna dostrzegłam zbliżającą się Hanię z torbą ciastek i usłyszałam w telefonie głos Kuby, już żartujący, wiedziałam jedno: nasze dzieci są i zawsze będą częścią nas. I choćby jeżeli czasem się martwimy, to właśnie dlatego, iż kochamy.









