Serce rodzica – opowieść o Natalii i Arkadiuszu, którzy mimo dorosłości swoich dzieci wciąż martwią …

twojacena.pl 10 godzin temu

Serce rodzica

Dziękuję wszystkim za wsparcie, za lajki, zaangażowanie i komentarze do moich opowiadań, za subskrypcję oraz OGROMNE dzięki za wszelkie datki ode mnie i mojej piątki kotów. Udostępniajcie, proszę, jeżeli coś Wam się spodoba autorowi to sprawia radość!

– Czemu taka smutna od rana? choćby się nie uśmiechasz chodź, zjemy śniadanie.

Wszedłem do kuchni, przeciągając się sennie wreszcie wolna sobota. Na kuchence skwierczała jajecznica z boczkiem, a żona nalewała herbatę. Nałożyła mi na talerz większość jajecznicy i położyła kromkę chleba. Jedz, weź sobie widelec.

– Czy ja coś przeskrobałem, Halino? zapytałem łagodnie.

– Przeskrobałeś, my razem przeskrobaliśmy. Dzieci nie tak wychowaliśmy usiadła obok mnie i jadła bez większego apetytu.

– Zosia i Tomek dorośli, dla nich wszystkiego sobie odmawialiśmy, jak ich wychowywaliśmy, takie były czasy. Wspieraliśmy, jak mogliśmy, a kto nas wesprze? Choćby dobrym słowem? Im ciągle coś nie pasuje raz im nudno, raz pieniędzy brakuje. I Zosia, i Tomek, cały czas tylko marudzą.

– Dlaczego tak myślisz?

Skończyłem jajecznicę i z przyjemnością smarowałem świeży chleb masłem, a potem jeszcze dżemem.

– Bo ty nie wiesz, oni wszystko do mnie, do matki piszą. Tomek wczoraj chciał z rodziną na kręgle i o zaliczkę przed wypłatą prosił, ale się zdenerwowałam i nie dałam. Obraził się. Zosia wcześniej dzwoniła, z karierą piosenkarki jej nie wychodzi i ma fatalny humor. Oczywiście, śpiewać można dla duszy, ale żyć z czegoś trzeba! Jej się marzy, żeby śpiew jej pieniądze dawał, a to nie dla wszystkich, powinna dawno to zrozumieć i normalnie się zatrudnić! A jak byli mali to z Tomkiem się przyjaźnili, a teraz wygląda na to, iż kontakt całkiem się urwał!

Halina odsunęła niedojedzoną jajecznicę i zaczęła pić herbatę.

– Wszystko się ułoży, nie martw się tak bardzo próbowałem uspokoić żonę, ale ona tylko się obruszyła.

– Co ty mówisz, Andrzeju, to ty sobie przypomnij! Żyliśmy skromnie i cieszyliśmy się z każdego drobiazgu. Tomek się urodził szczęście! Wózek i łóżeczko dostałam od przyjaciółki, a ubranka pożyczone od siostry wszystko używane, ale jak nowe, dzieci tak gwałtownie wyrastają. Szczęśliwi byliśmy, a jak kupiliśmy pierwszego Poloneza, to byliśmy dumni jak pawie. Budka pod blokiem na samochód czuliśmy się bogato! A teraz dzieci, jak za granicą nie byli, to są nieszczęśliwe. Czy my ich tego uczyliśmy?

– Teraz inne czasy, Halo, pokus mnóstwo, są młodzi, daj im czas, zrozumieją jeszcze.

– Tylko żeby nie było za późno… W pogoni za pieniędzmi mogą wszystko przegapić, a życie leci, Andrzeju. Patrzę w lustro i pytam sama siebie to już ja? Ja już babcia. A ty dziadek…

Nagle zadzwonił telefon. Tomek.

– I znowu coś Halina odebrała. W trakcie rozmowy jej oczy robiły się coraz większe i zerwała się z miejsca.

– Andrzej, ubieraj się szybko! Tomek w szpitalu! Zadzwonił jego sąsiad z sali.

– Co się stało? natychmiast poderwałem się z miejsca.

– Nie zrozumiałam do końca, bolgarką po ręce… Dysk pękł i przeciął. Rękę mu próbują zszyć, oby wszystko dobrze się skończyło, żeby tylko nie został bez dłoni. Jedziemy natychmiast.

Wybiegliśmy z mieszkania niby jeszcze nie starzy, ale już też nie młodzi, z bijącym sercem.

Pobiegliśmy na przystanek, wszystko inne przestawało się liczyć.

W drodze zadzwoniła Zosia. Mamo, przyjdę dziś do was na obiad, dobrze?

Przyjdź, córciu, powinniśmy wrócić odparła Halina, zdyszana, i pobiegła za mną do autobusu, choćby nie słuchając odpowiedzi.

W szpitalu pielęgniarka od razu nas uspokoiła rękę udało się uratować, ale do Tomka jeszcze nie mogliśmy wejść.

Nie wypuścicie nas, nie wyjdę, będę czekać Halina usiadła w poczekalni, ja obok niej.

Nagle do szpitala wbiegła Zosia i rzuciła się nam na szyję.

– Mamo, czemu jesteście tacy zmartwieni? Już dobrze, Tomek był po nocce, komuś auto naprawiał, coś nie chciało zejść i musiał przeciąć. Skaleczył się, ale odzyskał przytomność, wszystko zszyli, palce się ruszają, spokojnie. Wyglądacie fatalnie, ale już po wszystkim!

– Skąd ty wiesz? Halina ledwo wydusiła.

– Z Tomkiem piszemy cały czas, z jego żoną Kasią też. Pomagamy sobie, tak już mamy.

– A myśleliśmy, iż wcale nie macie kontaktu dodałem.

– Tato, wy tacy silni, wszystko wiecie, potraficie przetrwać. Nie chcemy was denerwować bez potrzeby uśmiechnęła się Zosia. Poza tym, oboje wyglądacie młodo, nie wtrącamy się, żebyście teraz mogli skupić się na sobie.

– Też mi historia… Już się martwiłam, iż o nas zapomnieliście westchnęła Halina.

– No co ty, mamo, wasze pokolenie to są twardziele, chcemy być tacy jak wy, ale nie zawsze się udaje, staramy się naprawdę.

Uśmiechaliśmy się do niej już spokojniejsi.

– Mamo, tato, chciałam wam powiedzieć mam nową pracę. A na dodatek zapraszają mnie, żebym śpiewała na różnych uroczystościach. Śpiewałam ostatnio w przedszkolu, a wczoraj w domu spokojnej starości wszyscy bili brawo! Jedna babcia się popłakała, jej córka jest znaną piosenkarką, ale ciągle wyjeżdża, babcię oddała, straszne…

Zosia nagle objęła nas mocno. Kochamy was z Tomkiem, nie martwcie się.

Wtedy pielęgniarka wpuściła nas na chwilę do Tomka. Halina ledwo powstrzymała łzy, ale Tomek mówił spokojnie:

– Mamo, już po wszystkim. Nie panikujcie. Tato, pamiętasz, jak w naszym garażu zagnieździły się osy i tak cię pogryzły, iż wylądowałeś w szpitalu? Różne rzeczy się zdarzają. Jak wyjdę, przyjdźcie na Sylwestra do nas, za rzadko się widujemy, a Zosia chce wam kogoś przedstawić… Nie zdążyła jeszcze.

Do domu wracaliśmy pieszo.

Nie jesteśmy już młodzi, ale i nie całkiem starzy rodzice.

Oj, to rodzicielskie serce zawsze boli przez dzieci. Wydaje się, iż u innych dzieci jak dzieci, a u nas chce się, żeby były lepsze, żeby żyły mądrzej, żeby rodziców słuchały.

A one idą swoją drogą, jaką by nie była… Ale to nasze dobre dzieci.

I właśnie tego dnia zrozumiałem szczęście rodzica to nie sukcesy dzieci czy ich posłuszeństwo, a świadomość, iż próbują, zmagają się z życiem, a mimo burz i nieporozumień wciąż wracają do domu.

Idź do oryginalnego materiału