Sergiusz przywiózł narzeczoną Irenę, by zamieszkać na wsi, gdzie odziedziczył po babci rodzinny dom

newskey24.com 2 godzin temu

Sławek przywiózł swoją narzeczoną, Małgosię, do wsi. Tam dostał w spadku starą chałupę po babci. Młodzi gwałtownie się zaadaptowali, założyli gospodarstwo… I nagle Sławek otrzymał niespodziewaną wizytę z miasta przyjechała siostra, Aldona, wraz z trójką swoich dzieci.

Ja tu też kiedyś mieszkałam! oznajmiła Aldona bratu. U babci bywałam często. Teraz postanowiłam pojechać nad morze na urlop. Dzieci pewnie zostawię wam tutaj, na wsi.

A kto będzie z nimi siedział?! zdziwił się Sławek. My pracujemy…

I nagle rozległ się gwałtowny hałas. Sławek wyjrzał przez okno i zamarł na widok tego, co się działo.

Sławek przywiózł swoją narzeczoną do rodzinnej wioski, w której sam dorastał. Po babci odziedziczył drewniany domek.

Wybieraj, Małgosiu, tu sobie będziemy żyć, albo jedziemy do miasta i wynajmujemy mieszkanie powiedział ukochanej.

Nie było wielkiego wyboru. W mieście Sławek nie miał nic, spał kątem w maleńkim pokoju u siostry Aldony ze starszym siostrzeńcem.

Siostra zawsze była niezadowolona z obecności brata.

Raz w miesiącu, kiedy oddawał jej pensję za mieszkanie, była w lepszym humorze, a przez resztę czasu czepiała się o byle drobiazgi. Do tego miała dla Sławka mnóstwo obowiązków.

Weekendami musiał trzepać dywany, kołdry, wychodzić z siostrzeńcami na spacer a było ich troje: rok, trzy i sześć lat.

Mąż Aldony albo studiował gdzieś daleko, albo spędzał czas z kumplami. Czasem po prostu jechał do rodziców i odpoczywał od rodziny.

Małgosia znała tę historię. Wiedziała, iż Sławek choć miał dobrą pracę i niezłą pensję praktycznie nie miał własnych pieniędzy. Wszystko siostra mu zabierała.

Gdy Sławek zaczął się spotykać z Małgosią i zostawiać sobie trochę pieniędzy na wydatki, siostra prawie wyrzuciła go z domu. W pracy musiał odpracować dwa tygodnie wypowiedzenia.

Aldona nie szczędziła bratu nerwów, a przy okazji przysporzyła trosk jego narzeczonej.

Sławek był dla niej wygodny pieniądze, sprzątanie, pilnowanie dzieci.

Pomarudziła tydzień, a gdy następnym razem Sławek odmówił oddania pensji, po prostu go wyrzuciła.

Sławek zabrał manatki i wprowadził się do Małgosi do akademika…

Wioska przyjęła ich bardzo serdecznie. Choć nie mieli tu bliższej rodziny, Sławek znał wielu ludzi spędził tu dzieciństwo u babci.

Mama Sławka mieszkała w innym województwie, rodzice Małgosi jeszcze dalej na rodzinę nie mogli liczyć.

Młodzi po cichu wzięli ślub i zaczęli się urządzać. Małgosia znalazła pracę w wiejskim przedszkolu, Sławek w tartaku.

Sąsiadka, staruszka, oddała im kozę, bo już nie mogła się nią opiekować.

Koza była praktycznie za darmo, w zamian codziennie pół litra mleka dla babci. Potem były jeszcze kury i owieczki.

Pensja nie była wysoka. Pomagało własne gospodarstwo i drobne zamówienia Małgosia szyła ubrania na zamówienie. Jakoś sobie radzili.

Mieli już trzyletniego synka, Michałka. Małgosia wróciła do pracy po urlopie macierzyńskim. Najgorsze lata mieli już za sobą…

I wtedy ni stąd, ni zowąd, Sławek doczekał się wizyty siostry Aldony.

Od wyjazdu brata nie była tu ani razu. Jej dzieci już sporo podrosły. Mąż, jak zwykle, nie pojechał, tylko został u swoich rodziców.

Ja tu też bywałam! pochwaliła się Aldona. Do babci przyjeżdżałam.

Ale długo tu nie wytrzymałaś odparł Sławek. Po pierwszym tygodniu bez rodziców robiłaś awantury. A mnie nikt nie odbierał całe wakacje byłem sam na wsi…

A co tu robić? Nuda. Teraz też jadę nad morze!

Morze zawsze lubiłaś. Rodzice tylko ciebie brali.

Jadę nad Bałtyk, braciszku, a wam zostawię dzieci tu na wsi.

A kto będzie z nimi siedział? zdumiał się Sławek. My pracujemy. Nieraz mnie nie ma choćby parę dni.

Przecież to wieś, co im się stanie? Sami się popilnują!

Zostań sama i doglądaj dzieci. Małgosia na pewno się nie zgodzi.

A co ją pytać? Jesteś moim bratem powiesz żonie i już.

A twój mąż coś robi, albo z tobą jedzie?

Nie, niech siedzi w domu. Odpoczywa od nas.

Całe życie odpoczywacie osobno…

Podczas kiedy brat z siostrą rozmawiali, dzieci Aldony rozrabiały na całego.

Nagle z podwórka rozległ się raban. Sławek wyjrzał w okno i aż zgłupiał dzieciaki wypuściły prosiaczka, który zaczął za nimi gonić po całym ogrodzie.

Ledwie udało mu się go złapać i zapędzić z powrotem. Grządki były już zdeptane. Potem przyszła kolej na kozę z koźlątkami po połowie kapusty można było zapomnieć.

Sławek klął pod nosem, Małgosia się denerwowała, a dzieci wyszły znów na podwórko.

Przecież to tylko dzieci, a to wieś! Pobawią się z kózkami, i co z tego?

Nasz Michałek tak nie robi, choć też ma trzy lata!

Jeszcze wszystko przed nim.

On wie, iż tak nie wolno.

Znów hałas, dzieci poleciały oglądać kury.

Bardzo ładne kury różnych ras, znoszą kolorowe jajka.

Kogut rzucił się do nich prawie natychmiast, jak dzieciaki tylko otworzyły drzwi do kurnika.

Co to za wieś, całkiem nie dbacie o zwierzęta!

Kogut nie winien, ostrzegłem. Niech dzieci nie chodzą tam, gdzie nie wolno.

Niech twoja żona bierze urlop i ich pilnuje! Nie daj Boże coś się stanie!

To jeszcze nie natknęli się na psa. U sąsiadów byk, bardzo paskudny. Krowy chodzą drogą rano i wieczorem. Psy biegają luzem. U innych są gęsi jeszcze bardziej zaczepne niż nasz kogut. Po zmroku radzę nie wychodzić na zewnątrz.

Teraz specjalnie to mówisz?

Uprzedzam.

W tym momencie sąsiad przyprowadził najstarszego syna Aldony okazało się, iż ten postanowił sobie zapalić za garażem.

A jakby coś się zapaliło? Wszystko suche, miesiąc nie było deszczu! rzucił surowo sąsiad. A wy w ogóle kim jesteście?

Nie, Aldonka, takich problemów mi nie trzeba. Sama widzisz, weź dzieci nad morze, tylko uważaj, żeby nie przestraszyły rekinów.

Wy tu wszyscy jesteście dziwni, cała wieś! A ja ci tyle pomogłam, mieszkałeś u mnie!

Przez rok, bo nie miałem wyjścia. Ale oddawałem ci całą wypłatę, pamiętasz!

Wyjeżdżamy. Jedziemy do babci i dziadka powiedziała Aldona dzieciom.

Nie jedziemy! Z tobą chcemy!

Nie!

Rano pojechali. A Sławek z Małgosią jeszcze długo wspominali to najście bezczelnej siostry…

Idź do oryginalnego materiału