Siedzisz cały dzień w domu i nic nie robisz po tych słowach uznałam, iż czas go ukarać
Zanim wyszłam za mąż, koleżanki ostrzegały mnie, iż jak facet się żeni, to zaraz zaczyna traktować żonę jak swoją własność i pokazuje swoją prawdziwą twarz. Ale jak to zwykle bywa, młoda i głupiutka dziewczyna myśli: Mojemu na pewno to się nie zdarzy!.
Mój mąż, Michał, na początku był ideałem troszczył się, na palcach chodził, byleby mnie nie urazić, dziesięć razy dziennie dopytywał, czy przypadkiem nie jest mi zimno albo nie chcę herbaty. Ale oczywiście jak to w życiu bywa przejechałam się jak większość kobiet. Powiadają, iż jak już facet zdobył kobietę na dobre, to zaczyna się zmieniać. No i tu muszę przyznać mieli rację.
Już kilka miesięcy po ślubie Michał zaczął narzekać na moją mamę: iż czemu tak często dzwoni, po co przychodzi do nas raz w tygodniu, przecież my już mamy własne życie. No, miałam pietra, więc zgodziłam się, choć bolało. Poprosiłam mamę, żeby nie przychodziła, i sama dzwoniłam tylko, kiedy mąż był w pracy.
Potem, na domiar złego, zaszłam w ciążę i straciłam pracę umowa nie została przedłużona, musiałam leżeć, bo ciąża była zagrożona. No i wtedy zaczęły się teksty w stylu: Siedzisz cały dzień i nic nie robisz, wszystko w domu na mojej głowie. Przemilczałam to, bo co miałam powiedzieć? Byłam w ciąży, bałam się, iż mnie zostawi.
Kiedy nasza Marysia miała około półtora roku, Michał już zupełnie odpłynął. Wymagał, żebym stała w progu, kiedy wracał z pracy, wręczała mu kapcie i serwowała gorący obiad, najlepiej trzy dania. Oczywiście o dziecko nie musiał się martwić przecież dziecko to wyłącznie kobieca sprawa.
W końcu byłam tak zmęczona i sfrustrowana, iż spakowałam walizki i pojechałam z Marysią do mojej mamy do Krakowa. Przez dwa miesiące nie odezwałam się do Michała ani słowem. Powoli poukładałam sobie życie wróciłam do pracy, trochę psychicznie odżyłam, słowem: w końcu znowu byłam sobą. I wtedy pewnego dnia Michał pojawił się na progu, jak z bajki o Kopciuszku: chudy, w kurtce ledwo trzymającej się kupy, z wielkim żalem w oczach. Padł na kolana i zaczął przepraszać.
Nie byłabym sobą, gdybym nie wykorzystała okazji. Powiedziałam: Michał, wrócę, ale jeżeli najpierw zapiszesz się na kurs gotowania. od dzisiaj ty gotujesz, ty sprzątasz, ja odpoczywam przynajmniej przez tydzień, jak wrócę. I żadnych tekstów o siedzeniu w domu! Zgodził się zobaczymy jeszcze, na jak długo!






