No, weź go już na stałe! Po co te wszystkie ceremonie? rzuciła Urszula, rozdrażniona.
Zapomniałeś mnie zapytać, co mam zrobić! tym samym tonem odpowiedział Krzysztof.
Gdybyś chociaż raz w życiu zapytał, nie skończyłoby się to tak! sparowała Urszula.
Gdybyś mnie pytała, już bym się zapytał! sfiksował Krzysztof. Nie zależy od ciebie nic!
Nie ty mi dyktujesz, co mam robić i jak postępować!
Nie masz sumienia powiedziała Urszula, zraniona. Przynajmniej pomyśl o synu!
A ja, co, nie myślę? wykrzyknął Krzysztof. Tak, myślę o nim częściej niż o tobie! I nie tylko myślę utrzymuję i wychowuję go!
A dalej możesz mi grozić, iż wyjdziesz do pracy!
Wyjdę! wykrzyknęła Urszula. Jak tylko coś znajdę!
Najpierw znajdź! nie obniżając głosu odpowiedział Krzysztof. A potem otwórz usta!
Krzysztof posłuchał chwilę uszczerbionego jęku, po czym znów się przygotował do wyjścia.
Rozumiesz, iż Kacperek czuje się zraniony, bo ciągle jesteś z Romkiem powiedziała Urszula spokojnie. Kiedy jesteś z nimi, choćby ja zauważyłam, iż poświęcasz Romkowi więcej uwagi!
Bo on jest starszy! Z nim jest o czym porozmawiać, a myśli już wbijają się w głowę chłopca!
Musimy zrozumieć, kim on zostanie! odparł Krzysztof.
Czy już nie interesuje cię los twojego własnego syna? dopytała Urszula.
On pozostało mały! Zgodnie z prawem potrzebuje więcej uwagi matki niż ojca! Zajmij się więc Kacperkiem, dopóki nie wyrośnie! A ja
Będę spędzać czas z siostrzeńcem dokończyła zdanie Urszula, przejmując słowa męża. Słyszysz? Z siostrzeńcem! A przy tym lekceważę własnego, biologicznego syna!
Nikt nikogo nie lekceważy! wymamrotał Krzysztof. Daję wszystkim czas! Ale nasz Kacperek ma ojca, który jest zawsze przy nim, a moja siostra wychowuje syna z mamą, nie z facetem! Dwie kobiety to nie to, co potrzebuje chłopiec w dwunastu lat!
Czy powinnam okazać chłodny dystans, kiedy dwie kobiety łamią psychikę mojemu siostrzeńcowi? Czy w ten sposób zostanie prawdziwym mężczyzną?
Krzysztof, mam przywołać naszą matkę, żebyś zainteresował się Kacperkiem? wykrzyknęła Urszula.
Odpocznijcie! ryknął Krzysztof. Potrzebowałem tylko twojej matki!
A Kacperek? drążyła Urszula.
Oczywiście zostanie ze mną! Nie masz mu nic do zaoferowania! uśmiechnął się złośliwie. Myślałaś, iż z alimentami zbuduję ci bajkowe życie? Nie dostaniesz tego! Będziesz sama płacić! Najpierw wreszcie znajdź pracę, żeby nie siedziała w domu!
Urszula musiała przyjąć tę obelgę, bo Krzysztof miał rację. Nie miała nic. Ambicje zgasły w trakcie małżeństwa, dyplomu już nie było. Po urlopie macierzyńskim nie wróciła do uczelni. Krzysztof kontynuował pakowanie się w absolutnej ciszy.
Czy wszystkie te zabawki kupiłeś Romkowi? przerwała ciszę Urszula. Myślałam, iż Kacperek też dostanie coś
Ma już wystarczająco, odrzekł Krzysztof, a Romkowi już tylko na wujka liczyć się ma!
Rodzice, zarówno mój, jak i jego, nic nie znaczą. Litość do siostrzeńca! Zginie z nimi!
Urszula nie wiedziała, co powiedzieć, więc po prostu podeszła, by pomóc mężowi. Nagle z kartki od konstrukcji odpadła zakładka. Urszula podniosła ją instynktownie, otworzyła i przeczytała tekst.
Oczy jej się rozbłysły, a kartka spadła na podłogę.
Krzysztof, co to znaczy kochanemu synkowi?
Kto ci wpycha nos w nie swoje sprawy? wykrzyknął Krzysztof i odepchnął Urszulę. Zawsze wtrącasz się! Odwal się!
Odwalę wyszeptała Urszula. Ale co to znaczy?
Boże, czy można być taki sztywny? zawołał Krzysztof. Normalna kobieta już setkę razy się domyśli!
A ty, z głowy w chmurach, przysięgam!
Urszula miała wszystkie szanse stać się drugą żoną Krzysztofa, ale los miał ją przeznaczyć na pierwszą. Problem polegał na tym, iż dziewczyna, której przeznaczono zaszczyt pierwszej żony, nie chciała tego tytułu.
Mieszkała z Krzysztofem w wynajmowanym mieszkaniu niecały rok, po czym zniknęła w nieznanym kierunku. Rodzice nie wiedzieli, a może nie chcieli przyznać, dokąd podziała się Wiktoria. Żaden znajomy nie potrafił sobie wyobrazić, gdzie jest.
Krzysztof nie rozpłakał się długo. W zasadzie choćby nie płakał. Jak mówi przysłowie: Co się nie zdarzyło, nie boli. Żył dalej, czerpiąc z tego niewypowiedzianą przyjemność.
Rok później Wiktoria pojawiła się z dzieckiem na rękach. Wieść rozeszła się po znajomych. Nie ukrywała, iż urodziła dziecko z Krzysztofem. Natychmiast zaczęły się plotki, iż teraz Wiktoria przyciśnie go do ściany, wymusi alimenty, a może choćby go poślubi!
Jednak nie tak było. Wiktoria przyszła, by oddać ojcu dziecko do wychowania, a sama zniknąć w nieznane. Gdyby wręczyła Krzysztofowi paczkę, nie wiadomo, jak skończyłaby się ta historia. Krzysztof spokojnie mógłby oddać dziecko do domu dziecka, mówiąc, iż znalazł je na ulicy. Los Romka byłby wtedy przesądzony.
Wiktoria jednak była sprytniejsza. Przyniosła koszyk z maluchem pod próg mieszkania, w którym mieszkała matka i siostra Krzysztofa, i dołożyła łzy pismem: chce go wychować, ale nie ma pieniędzy, sił ani możliwości. Dodatkowo cierpiała na depresję poporodową i rzadką chorobę, wymagającą leczenia do końca życia. Poprosiła, by nie zostawić dziecka czyli siostrzeńca i wnuka samemu.
Krzysztofa wezwano, by wyjaśnić sytuację.
Skąd mam wiedzieć? wzruszył ramionami. Może wędrowała po mieście, przyniosła wam go, a wy w to uwierzyliście? Zrobimy test, potem zobaczymy!
Test wykazał, iż to syn Krzysztofa. Wtedy rozpoczęła się długa rozmowa.
Co mam zrobić z tym dzieckiem? Jak mam je wychować? Przecież dopiero zaczynam biznes! narzekał Krzysztof. Mam umowy, negocjacje, transakcje! A do tego muszę sam wszystko ogarniać, bo nie mam pieniędzy na cały etat!
Co proponujesz? zapytała Anatolia, żona Krzysztofa. Oddać własne dziecko do domu dziecka?
To, iż jest naszym, wiemy tylko my. I Wiktoria. A Wiktoria już chyba nie wróci do miasta! wzruszył ramionami Krzysztof.
Krzysztof, ale my o tym wiemy! nalegała Anatolia. Jak będziemy żyć, gdy nasz własny człowiek trafi do domu dziecka?
Przeżyję zmrużył oczy Krzysztof. Życzę wam tego samego!
Nie masz sumienia! powiedziała siostra Lena. Oddać własne dziecko do domu dziecka?
A co cię to obchodzi? wściekł się Krzysztof. Sam nie przyklej koniowi ogon, a potem się wstydź!
Nie oddałabym swojego dziecka! odpowiedziała Lena. Nigdy!
Miała dwadzieścia lat, już zaczynała związek, zaszła w ciążę, a potem nieszczęśliwie upadła. Do tego doprowadził ją uraz do bezpłodności, więc dzieci stały się dla niej bolesnym tematem.
To kiepska sprawa! pokręciła głową Anatolia. jeżeli oddasz dziecko do domu dziecka, zemszczą ci się z góry! Nie zostanie ci nic ani biznesu, ani szczęścia, ani życia!
Dość! uderzył pięścią w stół Krzysztof. Skoro wszyscy jesteśmy tacy prawdomówni i sprawiedliwi, rozwiązujemy to tak: Lena zapisze dziecko na siebie, ja znajdę pieniądze, wszystko załatwimy. Będziecie go razem wychowywać, a ja, jako dobry wujek, pomogę i będę uczestniczyć w wychowaniu!
Co to znaczy pomagać? nie zrozumiała Lena.
Żywić! wykrzyknął Krzysztof. Czy rozumiesz?
A co, jeżeli wyjdziesz za mąż? dopytała Anatolia.
Co by się zmieniło? wzruszył ramionami Krzysztof. Będę dalej wspierał siostrę z siostrzeńcem! Wszystko będzie w porządku!
Krzysztof nie mógł odmówić, bo pieniądze zawsze przelewał uczciwie. Trzy lata nie pojawiał się w domu. Gdy matka lub siostra pytały, odpowiadał, iż zajmuje się nie tylko biznesem, ale i układaniem życia prywatnego. Wszystko zbiegło się na weselu, co zostawiło pewien cień, ale Krzysztof rozwinął w uszach wszystkie potrzebne informacje.
Matka i siostra zajmowały się wychowaniem siostrzeńca, a Urszula w nauce i ciąży. Po narodzinach syna Kostka, Krzysztof zaczął się zmieniać. Zauważył, jak jego mały chłopiec rośnie, ale krzyki go denerwowały. Przypomniał sobie Romka.
On już coś wykrzyknął!
Zaczął jeździć do siostry z matką, by lepiej kontaktować się z siostrzeńcem. Ojcowskie uczucia, wywołane narodzinami Kostka, przenosił na Romka, bo tam było odbicie. Kostek jednak wciąż pozostawał na uboczu.
Tak trwało osiem lat. Nie znaczy to, iż Kostek był całkowicie pozbawiony ojcowskiej uwagi. Dostawało się jej, choć Krzysztof uważał, iż to wystarczy. Do Romka przyciągał się bardziej. Cztery lata to ogromny okres i duża różnica. Co można robić z chłopcem w dwunastu lat, nie pasuje, bo jest za wcześnie; dla ośmiolatka już za późno. Z Romkiem Krzysztof już przeszedł wszystko, co trzeba było zrobić z Kostkiem, więc Kostek stał się nieciekawy.
Urszula widziała, jak ich syn cofa się na drugi plan, ustępując przed siostrzeńcem. Złość, zazdrość, irytacja i oburzenie mieszały się w niej, ale nie mogła nic zrobić. Zależna była od męża pod względem materialnym. Kiedy myślała o pracy, oferty były niskopłatne, niskokwalifikacyjne. A przecież była żoną biznesmena, przyzwyczajoną do wygody.
Nie mogę pracować jako sprzątaczka czy zmywaczka!
Jedynym, co mogła zrobić Urszula, były kilka szorstkich uwag, mając nadzieję, iż mąż przypomni sobie o ich synu, albo choćby poświęci mu tyle samo uwagi, co siostrzeńcowi.
***
Czy to twój syn? zapytała zaskoczona Urszula. Twój własny? Dlaczego wychowuje go twoja siostra?
Tak, Urszula, Romek jest moim synem! Lena nie jest jego matką, ale wychowuje go jak własnego! A Romek już wie, iż nie jest jej biologicznym! wykrzyknął Krzysztof. Czego jeszcze ode mnie chcesz?
Myślisz, iż jest mi lekko? Takie wahania w obie strony!
Urszula przetarła czoło, położyła rękę pod usta, wzięła głęboki oddech, wyrażając dezorientację i przytłoczenie.
Krzysztof, a może weźmiemy go do nas? zasugerowała spokojnie. Niech bracia mieszkają razem! Postaram się być matką Romka. jeżeli mnie nie przyjmie, przynajmniej ojciec będzie zawsze obok, a ty nie będziesz rozdzielał się między synami.
Czy jesteś gotowa przyjąć moje dziecko? zapytał nieufnie Krzysztof.
Dlaczego nie? wzruszyła ramionami Urszula. Jestem gotowa go adoptować!
Urszula trochę podginała. Nie była pewna, czy poradzi sobie z przyjęciem obcego dziecka, ale pomyślała, iż gdy obaj synowie Krzysztofa będą razem, ojciec poświęci im więcej czasu. A ona zatroszczy się, by wszyscy dostali równą miłość i uwagę.
Krzysztof rozmyślał tydzień, po czym podjął decyzję. Zabrał Romka, oficjalnie uznał go za swojego syna, a Urszula go adoptowała, jak obiecała.
Dbaj o nią! podpowiadała Anatolia. To święta kobieta! Inna by cię po prostu wygnęła! A ona zrozumiała, wybaczyła i przyjęła!
Patrząc na żonę po tym czynie, Krzysztof zobaczył w niej nowy blask prawdziwą miłość i wdzięczność. Romek przyjął Urszulę. Nie od razu nazywał ją mamą, ale po roku już tak robił. I tak powstała zwykła, szczęśliwa rodzina.













