– Składam pozew o rozwód – oznajmiła Agnieszka.
Andrzej w tym czasie z zapartym tchem oglądał mecz piłki nożnej i… nie zareagował na słowa żony.
Agnieszka podeszła i wyłączyła telewizor.
– Co ty robisz?! Zwariowałaś?! – krzyknął Andrzej, po czym lekko się opamiętał, zrobił wysiłek i powiedział pojednawczo:
– Przepraszam. Po prostu to bardzo istotny moment.
– Jestem pewna, iż nie ważniejszy niż to, co powiedziałam.
– A co powiedziałaś? – zaniepokoił się mąż, zdając sobie sprawę, iż jak zawsze przegapił słowa żony.
– Składam pozew o rozwód.
Andrzej zrobił wielkie oczy:
– Jak to “o rozwód”? Dlaczego? Myślałem, iż wszystko między nami jest dobrze.
– Tobie się tak wydawało.
– Poczekaj… Wczoraj byliśmy w teatrze, przedwczoraj przyniosłem kwiaty, w zeszłym tygodniu poszliśmy do kina. Wszystko tak, jak lubisz…
– Tak, ale to wszystko było po raz pierwszy od siedmiu lat małżeństwa. I choćby wiem, dlaczego.
– Dlaczego?!
– Bo oddałam dzieci do przedszkola, znalazłam pracę, zaczęłam chodzić na siłownię, do salonu piękności, zmieniłam styl, znalazłam nowych przyjaciół.
– Co to ma z tym wspólnego?
– A to, iż nagle zobaczyłeś, iż jestem interesująca dla innych, iż mężczyźni zwracają na mnie uwagę, iż nie potrzebuję cię jak dawniej.
– Co za bzdury…
– Nie, Andrzeju, to nie są bzdury. Inaczej byś się nie przestraszył, nie zaczął kręcić wokół mnie, dogadzać, nie dawałbyś kwiatów. Nie mówiąc już o kinie i teatrze. To z twojej strony prawdziwy wyczyn!
– Starałem się… Chciałem sprawić ci przyjemność… Poczekaj, wciąż nie rozumiem: to dlatego chcesz rozwodu?
– Tak. Nie chcę tak dłużej żyć. Teraz udajesz kochającego męża, ale gdzie byłeś, kiedy byłam w ciąży, kiedy rodziłam dzieci, gdy nie spałam po nocach? Nigdy mi w niczym nie pomogłeś! Istniałeś w naszym życiu symbolicznie. Przychodziłeś, jadłeś, spałeś. Mogę policzyć, ile razy brałeś dzieci na ręce!
– Przecież pracowałem! – oburzył się Andrzej – żeby was utrzymać!
– Pracowałeś, nie zaprzeczam. Ale nie tylko nas utrzymywałeś – siebie też. Miałeś wolne, ale wolałeś spędzać je z kolegami.
– Mam prawo!
– Ja weekendów nie miałam – kontynuowała Agnieszka, ignorując komentarz męża – choć dzieci… są także twoje. Tylko ciebie to interesowało na końcu. Słyszę twoje słowa: dałem ci pieniądze, czego jeszcze chcesz? A ja chciałam… Chciałam, żeby obok był ktoś bliski i niezawodny. Żeby wspierał. I nie tylko materialnie, ale i emocjonalnie. Żeby w końcu się zatroszczył.
Ale nie to cię interesowało. Żyłeś swoim życiem, w którym nie było mnie ani naszych dzieci…
– Nie wyolbrzymiaj.
– Nie wyolbrzymiam. Wiesz chociaż, do jakiego przedszkola chodzą? My do niego dojeżdżamy czterdzieści minut. Rano! Tramwajem! A ty do pracy jedziesz sam autem jak panisko. I wychodzisz w dwadzieścia minut. Ale nigdy nie zaproponowałeś, żeby zawieźć dzieci do przedszkola.
– Nie prosiłaś – burknął Andrzej.
– Dlaczego miałabym prosić? Są rzeczy, o które kochającego męża i ojca się nie prosi. To powinna być oczywistość. Ale nie w twoim przypadku, bo o miłości nie ma mowy. Nigdy nie było…
– Robisz ze mnie jakiegoś potwora…
– Nie, Andrzeju, nie jesteś potworem. Ty po prostu jesteś już dla mnie obcym człowiekiem. Stałeś się obcy… A może zawsze nim byłeś.
– To dzieciom co powiesz? Jak to wytłumaczysz?
– Ojej, nie żartuj – roześmiała się Agnieszka – one dopiero co zaczęły cię poznawać na ulicy! Z tym na pewno nie będę miała problemu.
Andrzej nie znalazł odpowiedzi. Po części Agnieszka miała rację, ale i jego można było zrozumieć: jest mężczyzną, ona – kobietą i powinna znać swoje miejsce, zajmować się domem i dziećmi. Ojciec Andrzeja zawsze tak mówił. I mama się zgadzała. A Agnieszka jest niezadowolona…
– I jak zamierzasz żyć z dwójką dzieci za jedną pensję? – zaatakował Andrzej – co do mnie – to nie dam ani grosza!
– Dasz – spokojnie odpowiedziała Agnieszka – alimentów nikt nie zlikwidował. A majątek, który zdobyliśmy przez siedem lat podzielimy w sądzie. Chociaż nie ma tam wiele do podziału, ale jednak. Lodówka, jakby nie patrzeć, nam z dziećmi bardziej potrzebna. A, znając ciebie, jestem pewna, iż to właśnie o nią będziesz się spierał, by mnie dotknąć. Dlatego wszystko – tylko przez sąd. Na szczęście nie mamy mieszkania. Swoją drogą, możesz tu zostać. A nam z dziećmi wynajmę inne (wypowiadając te słowa, Agnieszka zrobiła małą przerwę, w głębi duszy licząc: Andrzej się sprzeciwi, powie, iż to on wynajmie inne mieszkanie, iż żona i dzieci mogą mieszkać, gdzie są przyzwyczajeni… Ale Andrzej nic takiego nie powiedział), – …już znalazłam odpowiednie nieopodal przedszkola.
– No to w drogę! – Andrzej nie mógł już słuchać Agnieszki spokojnie, – myślisz, iż jesteś ważna? Wszystko sobie obmyśliłaś?! A o niczym nie zapomniałaś?! A samochód? Jemu ci nie oddam!
– I nie proszę – uśmiechnęła się Agnieszka – nie jest mi potrzebny.
– Skąd się taka hojna zrobiłaś?! – Andrzej nie mógł się już powstrzymać, – samochód nie jest potrzebny! Pewnie jeździsz już innym?! No, przyznaj: jak długo mam nad głową rogi?! Jakaś za bardzo się ośmieliłaś!
– Nie zaskoczyłeś mnie – Agnieszka była zupełnie spokojna – wiedziałam, iż coś takiego usłyszę.
– No zrozum w końcu! – Andrzej podszedł do żony, złapał ją za ramiona, zaczął nią potrząsać – komu jesteś potrzebna z dwójką dzieci?! A może… zapomnijmy o wszystkim, co tu nagadałaś? Będziemy żyć razem, jak dawniej. Obiecuję, poprawię się, słowo honoru!
– Jak dawniej? Nie ma mowy – odpowiedziała Agnieszka stanowczo – to niemożliwe.
– Ale dlaczego?! – Andrzej z już nie krzyczał, on wrzeszczał.
– Bo ja cię już nie kocham…
Andrzej był zdezorientowany, wewnętrznie spanikował i nagle, jakby poczuł, iż dalsza rozmowa nie ma sensu, zgodził się:
– Skoro tak – składaj pozew o rozwód.
Rozwiedli się sześć miesięcy później. Wszystko potoczyło się zgodnie z planem Agnieszki.
Teraz mieszkają z dziećmi blisko przedszkola i rano w dni robocze jest dla niej znacznie spokojniejsze.
A w weekendy – jest zupełnie wolną kobietą! A wszystko dlatego, iż były mąż zabiera dzieci do siebie! Chodzi z nimi po mieście, spędza z nimi czas w domu, bawi się z nimi. choćby sam gotuje!
I kto zrozumie tych mężczyzn?
Gdy są żonaci – ani żona, ani dzieci nie są potrzebni. Traktują to jak coś oczywistego.
Gdy się rozwiodą – znajdują czas dla dzieci i stają się niemal najlepszymi ojcami na świecie…