Spędziłam dwa lata za granicą, a po powrocie dowiedziałam się, iż mój syn przeżył niespodziankę. Moja córka, Zuzanna, poślubiła obywatela innego kraju. Przez dwa lata mieszkałam u nich w Krakowie, opiekowałam się wnuczkiem i prowadziłam domowy porządek.
Zuzanna i jej mąż, Tomasz, pracowali w tej samej firmie i wracali do domu dopiero wieczorem. Liczyłam na to, iż tak będzie zawsze, ale rzeczywistość potrafi zaskoczyć. Pewnego dnia powiedzieli mi, iż nie potrzebują już mojej pomocy i mają mnie opuścić z mieszkania. Miesiąc później znów siedziałam w swoim własnym mieszkaniu w Warszawie, choć i tam nie czułam się mile widziana. Kiedy jeszcze mieszkałam z córką, mój syn Michał rozstał się z pierwszą żoną, opuścił jej mieszkanie i wprowadził się do mnie.
Przywiózł ze sobą drugą żonę, Kasię, która już była w ciąży. Nie zapytał mnie o zgodę. Co mam zrobić? Wyrzucić syna i ciężarną dziewczynę? Nie, ale jak mam pomieścić troje, a niedługo czworo, w jednopokojowym mieszkaniu? Nie mam ani syn, ani ja pieniędzy, by wynająć nowe lokum. Zadzwoniłam do Zuzanny i wyjaśniłam sytuację, mając nadzieję, iż zrozumie i pozwoli mi znów zamieszkać pod jednym dachem. Nie spełniło się to mają inne spojrzenie na sprawy.
Zachowanie Michała jest zrozumiałe. Nie spodziewał się mojego powrotu. Teraz śpię na sofie w kuchni, a w ciągu dnia wychodzę z domu, robię zakupy, odwiedzam znajomych. Syn i jego żona dogadują się bez kłótni, ale moja synowa ignoruje mnie.
Widać wyraźnie, iż nie lubi mnie w tym mieszkaniu. Nigdy nie pomyślałam, iż w wieku sześćdziesięciu lat będę zbędna i ktoś inny przejmie opiekę nad domem. Michał myśli tylko o swojej ciężarnej żonie i nie zastanawia się nad problemem mieszkaniowym.
Szukam pracy na pół etatu i chciałabym samodzielnie mieszkać w własnym mieszkaniu. Rodzice mojej synowej mieszkają na wsi. Czy powinnam zasugerować im przeprowadzkę pod mój dach? Czy Michał znajdzie tam pracę? Wątpię. Nie wiem, co zrobić
