Spełnione marzenie po dwunastu latach oczekiwania – wzruszająca historia Viktorii, która odkrywa podwójne szczęście macierzyństwa: spotkanie z Kirkiem przy płocie domu dziecka prowadzi do adopcji, a nieoczekiwana wiadomość o własnej ciąży przynosi Polinie pełnię rodzinnej radości

newskey24.com 11 godzin temu

Ten dzień był naprawdę wyjątkowy dla Małgorzaty. Tak długo czekała na taką chwilę, aż trudno było jej uwierzyć, iż to się naprawdę dzieje. Jej twarz promieniała euforią po dwunastu latach starań, marzeń, łez i rozmów z lekarzami, w końcu dowiedziała się, iż będzie miała dziecko! Dla kobiety nie ma wiadomości piękniejszej każda mama to potwierdzi.

Małgorzata była jak w siódmym niebie, bez przerwy dotykała brzucha, delikatnie się uśmiechając i szeptała coś ciepłego do swoje maleństwa, które miało dopiero dwa i pół miesiąca.

Z Pawłem poznała się już na studiach w Krakowie, razem studiowali na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem wspólny dyplom, a po trzech miesiącach od obrony kameralny ślub w kościele św. Floriana. Z początku wszystko układało się pięknie, byli naprawdę szczęśliwi. Ale po pół roku od ślubu Małgorzata zaczęła się martwić. Paweł próbował ją pocieszać, powtarzał, iż jeszcze wszystko przed nami, na pewno będziemy mieć dzieci, trzeba tylko cierpliwości.

Kiedy minęły kolejne dwa lata, Małgorzata zaczynała tracić nadzieję. Na konsultacjach lekarskich nie wykryto żadnych poważnych problemów. Paweł wyciągał ją na spacery do parku Jordana, dbał o nią, próbował poprawiać humor, ale Małgorzacie było coraz ciężej na sercu. Tak minęło dwanaście lat ich dom niby był szczęśliwy, ale czegoś w nim brakowało.

Któregoś lipcowego popołudnia, kiedy Paweł był w pracy, Małgorzata wyszła na spacer, przechadzając się powoli ulicami Podgórza, pogrążona w zamyśleniu, nie zwracając uwagi na to, co dzieje się wokół. Nagle usłyszała blisko siebie cichy głosik:
Może ty jesteś moją mamą?

Stanęła jak wryta, aż poczuła dreszcze. Podniosła głowę i zobaczyła chłopca, może trzyletniego, który stał za płotem Domu Dziecka, mocno zaciskając rączki na metalowych prętach i patrząc jej prosto w oczy.

Zamarła, próbując zrozumieć, co się dzieje. W końcu powoli podeszła do chłopca. W oddali dostrzegła inne dzieci, biegające po podwórku. Patrzyła na chłopca, niepewna, co powiedzieć. Czuła, iż właśnie to spotkanie może zmienić jej życie. Po chwili zapytała:
Nie pamiętasz swojej mamy? Jaka była?
Nie, nigdy jej nie widziałem. Ale czekam tutaj, bo może akurat przechodzi i mnie rozpozna.
Tak myślisz? zapytała Małgorzata, czując, iż rodzi się w niej nadzieja.
Jak się nazywasz?
Ja? Kuba.

Małgorzata poczuła impuls, by działać. Wiedziała, iż zrobi wszystko, by stać się dla niego mamą. Może to los skierował ją akurat tego dnia pod bramę domu dziecka.

Wiesz, miałam kiedyś synka, ale straciłam go mówiła cicho Też miał na imię Kuba, szukam go do dziś. Może to ty?
Twarz chłopca rozjaśniła się, zaczął się śmiać, wołając:
Tak! To jesteś ty! Mamo, poznaję cię! To ty!

Wyciągnął rączki przez kratę, a Małgorzata objęła go mocno, mocniej niż kiedykolwiek.
Chodźmy od razu do dyrektorki, powiemy, iż się odnaleźliśmy! Zabiorę cię do domu!
Hurra! krzyknął Kuba.

Weszli razem do budynku, nie kryjąc wzruszenia.
W końcu nasz Kuba będzie miał mamę! cieszyła się opiekunka, szczerze im kibicując.

Potem ruszyła cała procedura: dokumenty, wizyty komisji, mnóstwo czekania. Małgorzacie czas płynął jak we śnie. Kuba wszystko rozumiał, był pewny, iż jego mama już go nie opuści. W tym czasie Małgorzata przygotowała Pawła na nowy rozdział w życiu. Razem urządzili przytulny pokój dziecięcy, kupili meble, zabawki, wszystko, co potrzebne. Paweł choćby przez chwilę nie protestował widząc szczęście w oczach żony.

Aż wreszcie nadszedł ten istotny dzień! Kuba był już ich synkiem, prowadzili go za rączkę przez próg nowego domu, promienni ze szczęścia. Cisza, która trwała tu przez dwanaście lat, ustąpiła stukotowi małych stópek i radosnemu: Tato, patrz!. Małgorzata rozkwitła oddała Kubie całą nagromadzoną miłość. Paweł został dla niego najlepszym ojcem.

Czas mijał, Kuba rósł i cieszył rodziców każdego dnia. Pewnego pogodnego ranka Małgorzata poczuła się gorzej. Paweł od razu się zaniepokoił poszli razem do lekarza. Tam usłyszeli wiadomość o której choćby już nie marzyli Małgorzata spodziewa się dziecka! Tego szczęścia nie da się opisać słowami.

Cała trójka czekała z niecierpliwością na powiększenie rodziny. I w końcu stało się urodziła się zdrowa dziewczynka, której dali imię Dagmara. Teraz ich rodzina była w komplecie.

Małgorzata była przekonana, iż cud narodzin Dagmary wydarzył się właśnie dlatego, iż nie przeszła obojętnie obok płaczącego chłopca za płotem. Dobro wraca, a szczęście przychodzi do tych, którzy otwierają serce na miłość bez względu na wszystko.

Idź do oryginalnego materiału