Spór o plastikowy krzyż. Nauczycielka składa odwołanie. "Zrobił się cyrk"

gazeta.pl 2 godzin temu
"Ktoś powiesił krzyż nad klatką chomika, który jest naszym klasowym zwierzątkiem. W tej klasie nigdy wcześniej nie było żadnego krzyża" - tłumaczyła nauczycielka. Podkreśliła też, iż przedmiot był elementem halloweenowego przebrania. Na czas ustalenia okoliczności zdarzenia, kobietę zawieszono. Teraz złożyła odwołanie.
Na początku stycznia zrobiło się głośno o nauczycielce ze Szkoły Podstawowej z Oddziałami Integracyjnymi im. Bohaterów Westerplatte w Kielnie. Kobiecie zarzucono, iż na oczach uczniów zdjęła ze ściany krzyż i wyrzuciła go do kosza. Sprawa zwróciła również uwagę aktywistów oraz przedstawicieli świata polityki. Rodzice dzieci uczęszczających do tej szkoły przygotowali oficjalne zgłoszenie dotyczące podejrzenia popełnienia czynu zabronionego. Pismo zostało przekazane do Prokuratury Rejonowej w Wejherowie, władz szkoły, wójta gminy Szemud oraz do kuratorium oświaty.

REKLAMA







Zobacz wideo Ta szkoła jest warta 124 miliony. "Dajemy szanse każdemu, kto chce się u nas uczyć"



Później okazało się, iż wyrzucony krzyż był elementem stroju halloweenowego i nie miał nic wspólnego z religią. Ktoś miał powiesić go nad klatką dla chomika, więc nauczycielka zdecydowała się go stamtąd usunąć.
W czasie zajęć, gdy sięgałam do szafy po pomoce naukowe dla uczniów, zauważyłam, iż ktoś powiesił krzyż nad klatką chomika, który jest naszym klasowym zwierzątkiem. W tej klasie nigdy wcześniej nie było żadnego krzyża
- mówiła w rozmowie z TVN24.pl - Od początku było jasne, iż to nie jest przedmiot czci religijnej, tylko fragment halloweenowego przebrania. Zresztą, gdyby to był taki przedmiot, to tym bardziej nie było to dla niego adekwatnie miejsce - dodała. Zapewniła, iż jest osobą tolerancyjną i nigdy przez myśl by jej nie przeszło wyrzucenie prawdziwego krzyża.
7 stycznia wójt gminy Szemud, Ryszard Kalkowski poinformował, iż nauczycielka została zawieszona. Dyrektorka szkoły, w której doszło do zdarzenia - Joanna Kułaga poprosiła, by nie osądzać pedagożki, ponieważ trwa ustalanie, co się tak naprawdę wydarzyło.





Szkoła Podstawowa w KielnieFot. Martyna Niećko / Agencja Wyborcza.pl





Nauczycielka złożyła odwołanie
Jak poinformował PAP, kobieta postanowiła złożyć odwołanie. Chciałaby znów móc spokojnie wykonywać swoje obowiązki zawodowe.
Mam nadzieję, iż władze szkoły przychylą się do mojego odwołania i wrócę do dzieci
- powiedziała. Dodała też, iż w mediach nie wypowiada się żaden uczeń, który jest jej wychowankiem. - Media ciągle pokazują jedną rodzinę i jednego chłopca, a ja go w ogóle nie uczę. Dzieci, z którymi fotografowała się posłanka PiS, są przypadkowe. Ja ich w ogóle nie uczę. Uczniowie z mojej grupy nie występują w mediach - powiedziała.


Nauczycielka w rozmowie z PAP wyjaśniła, iż udało się ustalić, skąd pochodził zabawkowy krzyż. Młodsza siostra uczennicy z jej grupy była przebrana za straszydło na Halloween i miała plastikową zawieszkę w kształcie krzyża. Kobieta zapewniła, iż są choćby zdjęcia, które to potwierdzają. Nie ukrywa, iż nie spodziewała się takiego zamieszania w związku z tą sprawą.
Oficjalnie nic do mnie nie dotarło. Tylko nagle strajk, pikiety. Trudno powiedzieć, dlaczego dzieci powiesiły ten przedmiot na ścianie. Prawdopodobnie miała to być jakaś forma zabawy, żartu uczniowskiego
- wyjaśniła. Dodała, iż zrobił się "cyrk i wojna". Przez całą sytuację kobieta mierzy się z ogromnym hejtem, dodatkowo w sieci zostały ujawnione jej dane oraz zdjęcie.



Co myślisz o zaistniałej sytuacji? Czy jeżeli krzyż faktycznie był elementem stroju/zabawką, to powinien trafić do kosza? Zachęcamy do komentowania. Możesz też pisać: justyna.fiedoruk@grupagazeta.pl. Zapewniamy anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału