Spotkanie po latach z przyjaciółką z dzieciństwa, która zdecydowała się nie mieć dzieci – jej wybór …

polregion.pl 11 godzin temu

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć o jednym spotkaniu, które miałam ostatnio. Przyjechała do mnie koleżanka z podstawówki Basia, pamiętam ją jeszcze z czasów, kiedy razem zbierałyśmy kasztany w parku w Radomiu. Wyobraź sobie, iż chociaż obie mamy już po sześćdziesiątce, Basia przez cały czas nie ma dzieci i wcale tego nie żałuje! Od zawsze była trochę duszą na swoim jak tylko skończyłyśmy studia na Uniwersytecie Warszawskim, od razu spakowała walizki i wyjechała z Radomia. Przez jakiś czas wymieniałyśmy się listami, ale wiesz jak to bywa później kontakt się urwał, pochłonęło nas życie.

Niedawno usłyszałam od wspólnych znajomych, iż Basia cały czas podróżuje: tu Kraków, tam Gdańsk, a kiedy nie zwiedzała kraju, to ciągle zmieniała partnerów jak rękawiczki. Przy pięćdziesiątce miała już trzeciego męża, a i z nim się rozstała bo ona to typowa Zosia-samosia, nie usiedzi przy jednym człowieku długo. I żadnych dzieci, ani jednego. Zastanawiałam się zawsze: dlaczego? Przecież większość kobiet w naszym wieku ma już dzieci, a choćby wnuki, no i jest do kogo zadzwonić, pogadać, nie czuć się samotnie.

No i ta Basia przyjechała, żeby sprzedać mieszkanie, które jeszcze miała po rodzicach. W Radomiu już dawno nie mieszkała, ale coś tam zostało i trzeba było się tego pozbyć. Spotkałyśmy się więc w kawiarni, przy dobrej kawie, i zaczęłyśmy gadać jak za starych czasów. Ja opowiadałam o moich dzieciach, wnuczkach, codziennych sprawach, ona swoje historie z życia podróżniczki. No i w końcu nie wytrzymałam i pytam:

Basia, powiedz mi szczerze, czemu tak się stało, iż nie masz dzieci? Przecież zawsze się mówi, iż dziecko to inwestycja na starość, ktoś ci poda herbatę, potrzyma za rękę

A ona zaczęła się śmiać. Tak prosto w moją stronę. I mówi:

Jaka herbata, kochana? Twoje dzieci naprawdę ci coś przyniosą, kiedy będziesz stara? Dzieci mają swoje życie, czasem choćby nie zadzwonią na święta. Lepiej oszczędzać złotówki i zatrudnić dobrą opiekunkę, niż męczyć dzieci i wpychać się w ich życie.

Mówi dalej:
Nie chciałam dzieci, bo nie mam na to ochoty, nie lubię niańczyć, poświęcać siebie, wiecznie się o kogoś martwić i liczyć się z każdym groszem dla czyjegoś dobra. Chciałam po prostu żyć swoim życiem. Podróżować, pracować, poznawać ludzi, korzystać z życia. Moi mężowie odchodzili, bo nie chciałam dzieci ale nie żałuję. To był mój wybór.

I teraz też żyję dla siebie. Nie muszę się martwić wnukami ani dzielić swojej emerytury na wszystkie strony, żeby pomagać dzieciom, które nie radzą sobie same.

Basia spojrzała na mnie i mówi: Wiesz co, nie żałuję niczego. Czasem mi się wydaje, iż mam lżej niż ci, którzy mają pełen dom dzieciaków, a siedzą teraz sami i narzekają, iż dzieci wyjechały do Norwegii albo Anglii, i choćby na Wigilię nie przyjadą.

Powiem Ci, iż jak tak słuchałam Basi, to zaczęłam się zastanawiać. Ma trochę racji. Po co rodzić dzieci i zamartwiać się całe życie, jeżeli w środku czułabym, iż to nie moja droga? Każdy powinien decydować sam za siebie. I tyle.

Idź do oryginalnego materiału