Łukasz, usiądź chociaż na dwie godziny z Michałem mówi Jadwiga, patrząc na męża z niezadowoleniem. Muszę iść do lekarza.
Nie mogę wstaje gwałtownie z kanapy. Spotykam się z kumplami. Zaraz wychodzę.
Łukasz, naprawdę. Boli mnie głowa, plecy nie dają spokoju. Po porodzie tyle wszystkiego się wzięło, że
Jadwiga, mam powtórzyć? rzuca z irytacją na żonę. Nie mogę. Przesuń wizytę. Już się umówiłem.
Łukasz zaciąga kurtkę, sprawdza kieszenie.
Nie mogę przełożyć. Termin jest za trzy tygodnie. odpowiada.
To poczekaj jeszcze trzy tygodnie wzrusza ramionami, jakby to była drobnostka. Nic ci się nie stanie.
Drzwi trzaskają. Z pokoju dziecięcego dochodzi cichy płacz Michał właśnie się obudził. Jadwiga wzdycha i wyciąga telefon, dzwoni do przychodni, słuchając charakterystycznej wesołej melodii, którą zastąpiły standardowe dzwonki. W końcu dociera jej kolej.
Dzień dobry, chcę odwołać wizytę na dziś mówi.
Upada na sofę. Zdrowie po porodzie zamieniło się w loterię. Plecy napinają się tak, iż nie można się wyprostować, a głowa pęka, jakby ktoś walił młotkiem od wewnątrz. Lekarze kręcą głowami, mówią, iż trzeba zrobić badania, a na badania trzeba czas. Ktoś musi zaopiekować się dzieckiem.
Łukasza to nie obchodzi. Ostatnie dwa lata to dla niego inny świat.
Podczas ciąży Łukasz dosłownie nosił Jadwigę w ramionach. Dźwigał ciężkie torby, gotował, masował stopy przed snem, mawiał, iż jest najpiękniejsza i iż jest najszczęśliwszy. Jadwiga wierzyła każde słowo. Myślała, iż ma szczęście z mężem.
Aż urodził się Michał. I wszystko runęło w gruzy.
Krzyki, niekończące się pieluszki, bezsenne noce rozerwały maskę Łukasza, pod którą krył się zupełnie inny człowiek. Krzyczał na Jadwigę, gdy nie zdążyła posprzątać mieszkania. Krzyczał na Michała, gdy płakał w nocy. Rzucał rzeczy, trzaskał drzwiami, odchodził do znajomych i wracał po północy.
Patrz na siebie! wykrzykuje, palcem wskazując żonę. Czy w ogóle patrzysz w lustro? Gdzie podziała się moja piękna żona? Krowa w szpilkach!
Jadwiga widzi ciemne kręgi pod oczami, rozwiane włosy, starą koszulkę w plamach po jedzeniu dla dziecka. Nadprogramowe kilogramy, które nie chcą zniknąć, mimo iż je ledwie dwa razy dziennie. A kiedy ma czas dla siebie, gdy Michał ma gorączkę, krzyczy, boli ząb, boleje brzuszek?
Myślisz tylko o dziecku, on to twoje całe niebo rzuca Łukasz, zaciągając buty. Czy w ogóle cię potrzebuję?
Jadwiga milczy, nie wie co odpowiedzieć. Tak, myśli o Michału. Jak nie myśleć o synu? To jej własne dziecko!
Jadwiga jest zmęczona. Doszła do punktu, w którym chce po prostu położyć się i nie wstawać. Jest uwięziona w czterech ścianach z płaczącym dzieckiem i mężem, który uważa się za ofiarę tej rodziny.
Praca w przyszłości nie istnieje. Firma, w której pracowała, zamknęła się. Właściciel uciekł z długami, biuro zamknięto, pracowników zwolniono. Jadwiga jest na urlopie macierzyńskim, więc nie odczuła tego mocno. Michałowi niedługo skończą się trzy lata. Jadwiga wie, iż musi szukać nowej pracy, a to będzie trudne. Trzy lata przerwy w CV, małe dziecko pracodawcy tego nie lubią.
Marzyła jednak o tym. Chciała zabrać Michała do przedszkola, wyjść z domu, wsiąść do metra, dojechać do biura. Porozmawiać z ludźmi, nie tylko z maleństwem, które interesują się tylko bajkami. Chciała żyć nie tylko domem i synem. Chciała przypomnieć sobie, kim była kiedyś.
Trzecią urodzinę Michała Jadwiga organizuje sama. Chłopiec biega po mieszkaniu w nowym kombinezonie, radosny i różowawy.
A Łukasza nie ma.
Jadwiga, a gdzie Łukasz? pyta matka Łukasza, Stanisława, rozglądając się, jakby spod zasłony miał wyjść syn.
Nie wiem, odpowiada Jadwiga, wymuszając uśmiech. Pewnie się spóźnia.
Jak się spóźnia? pyta ojciec Łukasza, Jerzy, marszcząc brwi. To przecież urodziny syna!
Jadwiga wzrusza ramionami. Dzwoniła do Łukasza dziesięć razy, pisała wiadomości. Nie było odpowiedzi.
Goście wymieniają spojrzenia, ale nic nie mówią na głos. Matka Jadwigi, Weronika, ściska jej rękę pod stołem cicha pomoc, która nic nie zmieniła.
Impreza przebiega napięta. Michał jest szczęśliwy, a reszta udaje, iż wszystko w porządku.
Jadwiga kroi tort, nalewa herbatę, uśmiecha się do gości. Wewnątrz coś powoli się łamie, rozkrusza się na drobne kawałki, których nie da się już poskładać.
Goście odchodzą bliżej nocy. Michał zasypia od razu, nie czekając choćby na przewinięcie. Jadwiga kładzie go do łóżeczka, poprawia kołderkę i wraca do salonu, gdzie panuje chaos: brudne naczynia, kawałki papieru, spłaszczone balony.
Zaczyna sprzątać mechanicznie, nie myśląc o niczym. Zbiera talerze, wkłada je do zlewu, wyciera stół.
Dźwięk kluczy w zamku sprawia, iż zamiera. Patrzy na zegar północ. Wygląda w korytarz.
Łukasz stoi w drzwiach, kołysząc się. Oczy czerwone, koszula pomarszczona, a w powietrzu unoszą się tanie perfumy, słodkie, kobiece. Na policzku jasny ślad po szmince.
Widzi Jadwigę i zastygł.
Jadwiga, to nie to, co myślisz głos męża chrzęści się w chrypkę. Zalałem się whisky. Trafił mnie demon… Raz Nie powtórzę, przysięgam!
Jadwiga powoli wydycha. Wewnątrz zimno, jakby lód wlewał się jej w żyły.
Gdzie byłeś? szepcze.
Ja spotkałem się z kumplami. Weszliśmy do baru, były dziewczyny i jedna
W dniu urodzin syna przerywa. Byłeś z jakąś dziewczyną, kiedy nasz chłopiec ma trzy lata!
Jadwiga, wybacz! Łukasz podchodzi. Nie chciałem! Po prostu tak wyszło!
Po prostu tak wyszło? drży głos Jadwigi. Jesteś zdrajcą. Oszustem. Ufałam ci na tysiąc procent. Mamy rodzinę. Mamy dziecko! Myślałam, iż nie zginiesz tak nisko!
To twoja wina! wybucha Łukasz. Popatrz na siebie! Wokół tyle pięknych dziewczyn, a ja wracam do domu i widzę ciebie! Oczywiście, iż się rozglądam! Jestem młody! Chcę miłości!
Jadwiga odwraca się i idzie do pokoju dziecka. Łukasz woła, ale ona nie odwraca się. Zamyka drzwi, kładzie się na wąskim łóżku obok Michała i patrzy w ciemność.
Rano pakują rzeczy: własne i syna. Łukasz próbuje ją zatrzymać, łapie za rękę, gada o przebaczeniu i drugiej szansie. Jadwiga nie poddaje się. Dzwoni po taksówkę, wkłada walizki i jedzie do matki.
Pierwsze tygodnie są ciężkie. Michał nie rozumie, dlaczego mieszkają u babci, płacze, woła tatę. Jadwiga tuli go, całuje w czubek głowy i szepcze, iż wszystko będzie dobrze, choć sama w to nie wierzy.
Stopniowo życie się układa. Weronika pomaga z Michałem, siedzi z nim, gdy Jadwiga szuka pracy. Po miesiącu znajduje nie wielka firma, ale stałe wynagrodzenie w złotych i przyzwoitego szefa. Składa pozew o rozwód. Łukasz nie sprzeciwia się, tylko domaga się kontaktu z synem. Jadwiga zgadza się. Michał kocha ojca.
Kilka miesięcy później wynajmuje kawalerkę. Małe mieszkanie, ale własne. Jadwiga urzą ją skromnie, to ich z Michałem przystań.
Łukasz zaczyna zaglądać w gościnę. Najpierw rzadko, potem częściej. Pomaga naprawić kran, złożyć meble, wyjść na spacer z Michałem. Jadwiga pozwala. Nie dla siebie, a dla syna. Michał cieszy się z ojca, śmieje, skacze na szyję. Jadwiga nie może tego zabrać.
Po pół roku od rozwodu Łukasz żeni się. Jadwiga dowiaduje się przypadkowo widzi go z nową żoną w galerii handlowej. Piękna, szczupła, zadbana, długie włosy, makijaż, krótkie sukienki.
Łukasz jednak przez cały czas przychodzi. Częściej niż wcześniej. I przy każdym spotkaniu chwali nową żonę.
Ania jest bardzo gospodynią mówi. Zawsze czysto, gotuje, wygląda jak modelka.
Jadwiga kiwa głową, choć w środku kipie wściekłość. choćby po rozwodzie Łukasz potrafi ją dotknąć.
Wtedy przychodzi jej do głowy plan. Postanawia się zemścić. Mało, podstępnie, ale sprawiedliwie.
Zaczyna dzwonić do Łukasza. Często i o niczym.
Łukasz, Michał chce pobiegać, możesz przyjechać?
Łukasz, w kuchni cieknie kran, pomożesz?
Łukasz, Michał tęskni, kiedy przyjedziesz?
Łukasz przyjeżdża za każdym razem. Okazuje się, iż wystarczy, iż zabierze syna, żeby ten go polubił. Spędzają razem spacery, rozmowy, herbatę. Rozmowy Jadwigi i Łukasza przedłużają się godzinami. Opowiada o przedszkolu, śmieje się, zadaje pytania. Łukasz odpowiada chętnie, jakby brakowało mu takiej bliskości.
W tle pojawia się rozdrażniony głos Anii:
Łukasz, znów z nią rozmawiasz? Przestań już!
Łukasz odrzuca to, ale Jadwiga słyszy złość w jej głosie i czuje się lżejsza.
Kilka kolejnych miesięcy mija. Pewnego wieczoru Łukasz przychodzi nieoczekiwanie. Jadwiga otwiera drzwi i widzi jego zmęczoną twarz.
Rozwodzimy się mówi, wchodząc.
Kogo? zamyka drzwi i oprzeć się przy niej.
Ania odjechała. Nie wytrzymała.
Czego nie wytrzymała? pyta.
Naszej relacji. patrzy na nią Łukasz. Naszego więzi.
Jadwiga uśmiecha się cynicznie.
Jaka więź, Łukasz?
Jadwiga, wiesz o co chodzi. Spędzamy razem tyle czasu. Myślałem, iż że
Że znów będziemy razem? krzyżuje ręce na piersi. Nie, Łukasz. Mam nowego chłopaka. I jestem szczęśliwa.
Łukasz zamarł, twarz się zmieniła.
Co? Z kim? wykrzykuje.
Nie ma znaczenia, z kim. Ważne, iż nie z tobą.
Jadwiga, ale ja myślałem
Myślałeś, iż będę czekać? śmieje się. Serio?
To więc będziesz płacić alimenty jakiegoś obcego? jego głos podnosi się. Oszukałaś mnie! Przychodziłem, pomagałem, a ty
Nic nie obiecywałam odpowiada spokojnie. Ty sam przychodziłeś. Jak pies. Próbowłeś znów wtopić się w rodzinę. Ale nie potrzebuję cię. Nie mam choćby siły, by utrzymać twoje alimenty, nie wspominając o zdrowym człowieku.
Ty Ty
Co? podchodzi do drzwi i je otwiera. Idź, Łukasz. Nie wracaj bez zapowiedzi.
Nie jesteś kobietą! chwyta kurtkę i rusza w stronę wyjścia. Mała, mściwa wąż!
Może i tak wzrusza ramionami Jadwiga. Ale sam to w mnie stworzyłeś.
Drzwi trzaskają. Jadwiga opiera się o nie, zamyka oczy. Wewnątrz nie ma euforii ani ulgi. Tylko pustka.
Czuje, iż postąpiła źle, ale Łukasz już ją zniszczył roztrzaskał jej godność, wiarę, miłość. Odpłaciła tą samą monetą.
Idzie do pokoju Michała. Chłopiec śpi, ramiona rozłożone. Siada obok, gładzi go po głowie.
Ten rozdział życia zamyka się na zawsze. Tak, przez cały czas będzie widywać Łukasza, bo Michał kocha ojca, a Jadwiga nie zamierza blokować ich kontaktu. Teraz może patrzeć na byłego z triumfem, wspominając, jak się zemściła.
