Studium Coachingu i Mentoringu MLC – opinia

ccinnovation.pl 1 tydzień temu


Andrzej Szeworski PhD
Menedżer z ponad 30 letnim doświadczeniem w zarządach największych firm z polskiego rynku kapitałowego, napisał swoją refleksję o udziale organizowanego przez nas w Studium Coachingu i Mentoringu MLC w Szkole Coachingu i Pracy z Grupami MLC.

A niżej przeczytacie o tym dlaczego poleca Studium Coachingu i Mentoringu MLC menedżerom, zwłaszcza tym, którzy nie mają czasu już na nic, a zwłaszcza na dodatkowe studiowanie.

„To się w głowie nie mieści! (co widać na poniższym zdjęciu)
Napisać, iż miło mi poinformować, iż zdobyłem nową kompetencję zawodową, to tak jakby nic nie napisać!

Po zasłużonym odejściu na „zasłużoną”, garściami, przez ponad dwa lata, czerpałem z uroków nieróbstwa i próżniactwa, aż zacząłem ryć po dnie. Mentalnie dołączyłem do ruchu DEI, zacząłem psioczyć na ageizm, obwiniając go o wszystkie moje silversowe nieszczęścia. Aż w końcu wstałem z klęczek i po raz kolejny wziąłem sprawy w swoje ręce, tym razem już z siódmym krzyżykiem na karku (ya feel me, bro? ). I w efekcie, mając za sobą ponad 30 lat kariery w zarządach firm z polskiego rynku kapitałowego, skończyłem Studium Coachingu i Mentoringu MLC.

Zrobiłem to z powodów „misyjnych”, myśląc o dalszym wykorzystaniu mojego doświadczenie w profesjonalnym coachingu, wspierającym zwłaszcza ludzi młodych na początku ich kariery zawodowej, ale nie tylko zawodowej. (Ale spoko, menedżerów z doświadczeniem nie odprawię z kwitkiem, misja to misja).

Dla mnie pół roku studiowania, po prawie pół wieku przerwy, było pasjonujące, otrzymałem porcję wiedzy z zakresu psychologii i technik coachingowych i mentoringowych z najlepszego źródła – zespołu Prof. UW dr hab. Mirosława Huflejt-Łukasik, prekursorki profesjonalnego coachingu w Polsce.

W trakcie Studium nie mogłem uciec od porównań, co bym kiedyś jako menedżer zrobił, gdybym miał wiedzę zdobytą teraz na Studium, czy coś bym zrobił inaczej, co zrobiłem źle itd. Bilans wyszedł dla mnie pozytywnie, ale nie zmienia to faktu, iż gdybym tę wiedzę posiadał wtedy, na pewno lepiej bym się komunikował z ludźmi, lepiej bym ich rozumiał, szybciej bym rozpoznawał, czego mogę od każdego oczekiwać, łatwiej bym rozpoznawał ich potencjał i ograniczenia, skuteczniej bym motywował i rozdzielał zadania, rzadziej rozczarowywał się ich wynikami, szybciej podejmował decyzje. A sam jako menedżer osiągnął bym większą samoświadomość i pewno widział, jak skuteczniej zarządzać i prowadzić ludzi za sobą. Byłoby efektywniej i mniej stresowo.

Ale to jest przeszłość i nie warto tam pozostawać na długo. Jestem już po 10 coachingach i mentor coachingach. Nie macie pojęcie jakie to trudne dla menedżera, który jak rozmawia z pracownikiem to słucha swoich myśli, a nie tego co mówi pracownik (pewno choćby nie jesteście tego świadomi), i od razu znajduje rozwiązania lub je sugeruje. Jako mentor powinien słuchać pracownika, a myśleć o tym jak “pacing, pacing , lead”, a w mojej wersji: podążać, podążać, prowadzić i otwierać, otwierać i otwierać kolejne pokoje, szafy, pudła, puzderka, sejfy, szuflady, strychy i piwnice, które rozmówca ma porozrzucane w swojej głowie, tylko nie ma pojęcia o ich istnieniu, ani nie umie ich otworzyć, a tam kryją się jego pomysły i rozwiązania, których siła i skuteczność tkwi w tym, iż są jego.”

Idź do oryginalnego materiału