Syn nie gotów zostać ojcem
Rozwiązła! Niewdzięczna świnia! wrzeszczała matka na córkę Martę ile sił w gardle. Zaokrąglony brzuszek córki wcale nie hamował matczynej złości. Wręcz przeciwnie, tylko ją potęgował. Wyjdź z domu i choćby się nie pokazuj! Żebym cię tu więcej nie zobaczyła!
Mama naprawdę wyrzuciła Martę z domu. Nie pierwszy raz kazała jej iść na ulicę za różne przewinienia. Ale gdy dowiedziała się, iż córka jest w ciąży, powiedziała, iż nie chce jej już oglądać, no chyba, iż wszystko się załatwi.
Rozpłakana, z małą walizką rzeczy, Marta udała się do ukochanego, pogubionego chłopaka. Okazało się, iż Filip nie przyznał się własnym rodzicom, iż jest ojcem dziecka Marty. Matka Filipa od razu zapytała Martę, czy nie jest za późno coś z tym zrobić. Było oczywiście już za późno brzuszek był bardzo widoczny. Marta była w szoku, gotowa na wszystko, byleby ktoś jej pomógł. Jeszcze miesiąc temu stanowczo odrzucała pomysł matki, dziś jednak rozrywały ją rozpacz i strach o przyszłość.
Mój syn nie jest gotowy, żeby zostać ojcem stwierdziła stanowczo matka Filipa. Jest młody, a ty zmarnujesz mu życie. Oczywiście, w miarę możliwości pomożemy, ale na razie poprosiłam znajomą, żeby załatwiła ci miejsce w ośrodku dla takich jak ty niepotrzebnych nikomu ciężarnych.
W ośrodku przydzielono Marcie mały pokoik. Wreszcie mogła odetchnąć, uspokoić się i odpocząć. Nikt jej nie krytykował, psycholog pomagał jej przygotować się fizycznie i psychicznie do porodu. Gdy wreszcie najważniejszy moment nastąpił i złożono jej w ramiona mały kocyk z noworodkiem, Marta najpierw wpadła w panikę ze strachu. Ale gdy ochłonęła, zaczęła przyglądać się swemu maleństwu, poznawać to cudowne, jeszcze nieznane dziecko własną córeczkę.
Zbliżały się święta Bożego Narodzenia, ale zamiast dobrej nowiny, Marcie oznajmiono musisz sobie znaleźć nowe schronienie, na twoje miejsce już czeka ktoś inny.
Z miesięczną córką Ewą na rękach Marta siedziała w małym pokoju i nie wiedziała, co dalej skąd wziąć pieniądze, dokąd pójść na noc. Serce mamy Marty pozostało zamknięte, nie chciała choćby spojrzeć na wnuczkę, wykreśliła je obie ze swojego życia.
No popatrz, maleńka, jaki smutny mamy dziś wieczór wigilijny szepnęła cicho do córeczki. Bo przecież zawsze kochała te święta. Od dziecka biegała po Warszawie z innymi dzieciakami od mieszkania do mieszkania, śpiewając kolędy. Znała wszystkie teksty na pamięć, a zawsze udało się coś zarobić, bo odwiedzała wiele ulic. Tak bardzo pragnęła poczuć znów tę atmosferę iść od drzwi do drzwi, śpiewać kolędy, choć na chwilę poczuć radość. A czemu nie? pomyślała młoda mama. Moja Ewa jest spokojna, otulę ją, przypnę do siebie, pochodzę z kolędą. A kto mi nie otworzy, trudno, nie ich strata.
Następnego dnia wybrała cichą, willową dzielnicę na obrzeżach miasta. Tak jak przeczuwała, ludzie niechętnie otwierali drzwi samotnej kolędniczce z dzieckiem wszyscy zgodnie oczekiwali mężczyzn. Mimo to, tam gdzie wpuszczono ją do środka, Marta z całego serca śpiewała kolędy. Gospodarze byli hojni czasem dawali jej parę złotych, czasem coś do jedzenia. A najbardziej wzruszały się osoby starsze, widząc noworodka w jej ramionach. Widzieli, iż do takiej kolędy pcha ją nie szczęście losu, ale bieda.
Chodzenie od domu do domu było bardzo męczące. Jeszcze tylko tamta willa, i już wracam. Chyba mieszkają tam bogaci ludzie, może będzie dobra niespodzianka pomyślała. W kieszeni miała już uzbieraną niezłą sumkę, co trochę ją uspokoiło.
Czy mogę zakolędować? powiedziała, gdy właściciel domu zaprosił ją do środka. Ale zaraz zaskoczyło ją zachowanie gospodarza. Gdy tylko ją zobaczył, utkwili wzrok w jej twarzy, potem spojrzał na dziecko, zbladł, lekko się zachwiał i ciężko opadł na kanapę.
Kinga? zapytał cichym głosem.
Co? Nie, mam na imię Marta Musiał mnie pan z kimś pomylić.
Marta? Jesteś jak żywa kopia mojej żony wyszeptał. I to dziecko. Dziewczynka?
Tak.
Ja miałem córeczkę Ale obie zginęły w wypadku samochodowym. A kilka dni temu śniło mi się, iż żona i córka wracają I nagle wy przychodzicie Czy to możliwe?
Ja nie wiem, co powiedzieć
Proszę, wejdźcie, nie krępuj się. Opowiedz mi swoją historię, bardzo proszę
Na początku Marta obawiała się tego mężczyzny, za bardzo przeżywał swoje emocje. Ale gwałtownie uznała, iż nie ma dokąd pójść. Weszła do obszernego salonu, w którym samotny gospodarz mieszkał od lat. Od razu zwróciła uwagę na zdjęcie kobiety z dzieckiem na ścianie i rzeczywiście, była do niej bardzo podobna
Marta zaczęła opowiadać swoją historię. Mówiła i nie mogła przestać opisywała szczegóły swojego życia, każdą bolesną drobnostkę. W końcu znalazł się ktoś, kto naprawdę chciał jej wysłuchać. Mężczyzna słuchał w milczeniu, spijał słowa z jej ust, a od czasu do czasu patrzył na śpiącą Ewę, która jakby uśmiechała się przez sen, czując, iż trafiła do domu, który za chwilę stanie się jej domem
Dziś zapisałem te wydarzenia, bo to dla mnie ważna lekcja. Zrozumiałem, iż czasem pomoc i zrozumienie znajdziemy tam, gdzie się tego najmniej spodziewamy, a każdy człowiek zasługuje na drugą szansę i trochę życzliwości.






