Pamiętam jeszcze, jak Helena wyszła za mąż bardzo młodo. Gdy miała zaledwie dwadzieścia trzy lata, urodziła syna, ale nie wykazywała wielkiej chęci, by się nim opiekować. Najczęściej zostawiała chłopca pod opieką swojej matki, od czasu do czasu przesyłając jej trochę złotych, aby się nim zajmowała, podczas gdy Helena sama wiodła beztroskie życie z mężem. Po dwóch latach zmienne koleje losu sprawiły, iż musieli zabrać syna z powrotem do domu, ale Helena wcale nie potrafiła się do niego zbliżyć traktowała go bardzo obco, a kontakt z nim ograniczała do minimum. Posłała chłopca do żłobka, tylko po to, by nie musieć się nim zajmować, a potem do przedszkola, gdzie mierzył się z wyśmiewaniem ze strony rówieśników i miał trudności w nauce.
Rodzice chłopca nie angażowali się ani w jego wychowanie, ani w edukację. Gdy nauczyciele ze szkoły próbowali ich włączyć do współpracy, mąż Heleny reagował gniewem, a choćby przemocą. Po ukończeniu szkoły chłopak został skierowany do pracy w fabryce, gdzie po pewnym czasie poznał przyszłą żonę. Jako młode małżeństwo, otrzymali mieszkanie od zakładu. Helena nie okazywała jednak większego zainteresowania wnukami czasem tylko przysyłała im pieniądze na święta lub urodziny.
Kiedy Helena osiągnęła wiek emerytalny, zapragnęła uczcić to hucznie. Zwróciła się do syna z prośbą o pomoc, nakazując mu, aby wykorzystał pieniądze, które przesyłała, na kupno jedzenia i prezentów dla wnuków. Syn wraz z żoną postanowili wysłać dzieci do rodziny na wieś, by uniknąć zamieszania, i sumiennie przygotowali się do uroczystości. Helena zjawiła się na miejscu, została powitana przez syna i synową, a zaproszeni goście bawili się radośnie przy dźwiękach muzyki przez całą noc.
Kiedy biesiada dobiegła końca i goście się rozeszli, Helena oznajmiła synowi, iż wyjeżdża wcześniej i nie zostanie na powrót wnuków, którzy mieli wrócić od drugiej babci. Pozostawiła im jedynie skrawek tortu, by podzielili się między sobą. Syn poczuł się głęboko urażony jej obojętnością.
Po tygodniu Helena zadzwoniła znów do syna, mówiąc, iż musi udać się do szpitala na operację i prosiła, by przywiózł jej kilka rzeczy. Syn jednak odpowiedział chłodno, tłumacząc, iż właśnie z żoną wyjeżdżają na wakacje, o których Helena doskonale wiedziała od dłuższego czasu. Zasugerował, by zadzwoniła do swojego męża.
W końcu do Heleny dotarło, iż świat nie kręci się wokół niej, a jej syn wreszcie stanął w obronie własnych potrzeb i swojej rodziny, stawiając ich priorytety ponad życzenia matki.










