Synowa nie pozwala mi widywać wnuka, jeżeli nie przyniosę pieniędzy, a mój syn nic jej nie mówi

twojacena.pl 3 godzin temu

Mój syn nie jest rozwiedziony, mieszka ze swoją dziewczyną, ale nie ma absolutnie nic do powiedzenia. Za każdym razem, gdy przychodzę do nich do domu, synowa każe mi obiecać, ile pieniędzy przyniosę, bo inaczej nie pozwoli mi zobaczyć wnuka.

Pobrali się dwa lata temu. Od razu nie polubiłam tej młodej kobiety. Miała zazdrosne spojrzenie i łapczywe ręce. Ledwo zdążyła przyjąć nazwisko mojego syna, już zaczęła wymuszać, żebym mieszkanie podzieliła na pół i jedna część przeszła na nich, bo jak to jest, iż dorosły człowiek nie ma własnego mieszkania.

Pokłóciłam się z nią na tym tle, bo po pierwsze, mam jeszcze córkę, a po drugie, dlaczego miałabym się pozbyć mieszkania tylko dla wygody synowej? Dzieci otrzymały wychowanie, start w życiu, na resztę muszą sami zapracować, bo mnie i mężowi też nic nie spadło z nieba.

Córka moja jest wciąż niezamężna, pracuje i wzięła na siebie kredyt hipoteczny. Przez pewien czas mieszkała ze mną i wynajmowała swoje mieszkanie, żeby łatwiej spłacać raty, ale teraz mieszka już osobno. Syn zaś jest mięczakiem. On niczego dla siebie nie chce, na wszystko patrzy przez palce żony. Nie chciał mieszkać ze mną, bo ona też jest przecież obca, a ona uważa, iż to nie na miejscu, żeby dorosła kobieta wynajmowała mieszkanie.

Osobiście nie zależało mi na tym, by mieszkać z nimi razem w jednym mieszkaniu, ale rozważyłabym to, żeby mogli zaoszczędzić na wkład własny. Ale sprzedawać albo oddawać swojego mieszkania nie zamierzam. Gdy mnie zabraknie, dzieci dostaną po połowie, niech sobie radzą.

Powiedziałam to synowej wprost i nie owijałam w bawełnę. A ona na to, iż czy nie wstyd mi mieszkać samej w trzypokojowym mieszkaniu? To według niej w porządku? Prosiłam syna, żeby przemówił żonie do rozsądku, ale tylko coś tam mamrotał pod nosem.

Nie wiem, po kim mój syn się taki urodził. Ja jestem twarda, ojciec był twardy, moja siostra również, a mój syn wypisz-wymaluj meduza. Jak on w ogóle się ożenił, nie wiem. Myślę, iż synowa chciała się po prostu jak najszybciej ustatkować i wykorzystała okazję.

Od tamtej rozmowy o mieszkaniu, nie rozmawiałam z synową przez długi czas. Syn dzwonił czasem, ale nigdy nie przyszedł w odwiedziny, widać żona zabroniła. Dopiero przez telefon dowiedziałam się, iż zostanę babcią. To był wzruszający moment, pierwszy wnuczek. Chciałam się z nią pogodzić, kupiłam prezent, ciasto i poszłam z wizytą, ale ona od razu rzuciła, iż jej dziecko urodzi się na obcym mieszkaniu, jak jakiś włóczęga, i znów zaczęła temat mieszkania.

Z pojednania nic nie wyszło. Nie kłóciłam się z ciężarną, po prostu wyszłam. Uważam, iż głupota jest nieuleczalna. Nie widziałam jej aż do końca ciąży. Sama miałam problemy zdrowotne, biegałam po lekarzach nie dawałam już rady. choćby jak już urodziła, nie zadzwonili do mnie, dowiedziałam się tydzień później od syna, iż zostałam babcią.

Zaproponował, żebym przyszła zobaczyć dziecko, ale zaraz w rozmowę wtrąciła się synowa i powiedziała, żebym nie kłopotała się już z prezentami, tylko wyłożyła same pieniądze. Nie kłóciłam się pieniądze to pieniądze, w końcu rodzice wiedzą najlepiej. Wyjęłam oszczędności w końcu nie co dzień rodzi się wnuk. Przygotowałam się, poszłam w wyznaczonym terminie.

Synowa rzuciła okiem na kopertę przy drzwiach i wykrzywiła twarz. Najwyraźniej dziesięć tysięcy złotych to dla niej żadne pieniądze. Nic nie powiedziała, ale widziałam, jak była niezadowolona. Zobaczyłam wnuczka piękne dziecko, nosek cały po ojcu. Nie siedziałam długo, wróciłam do domu. Nie zaprosili mnie już potem ani razu. Sama się nie narzucałam dziecko w domu, młodzi muszą się przyzwyczaić. Ale po trzech miesiącach zorientowałam się, iż się nie odezwą, więc sama zadzwoniłam do syna i poprosiłam o wizytę.

Kupiłam coś dla wnuczka i ciasto na herbatę i poszłam. Synowa spotkała mnie w drzwiach. Przyjęła prezenty, ale spojrzała na mnie z niechęcią.

Szczerze mówiąc, liczyłam, iż już ostatnio wszyscy pojmą tę sytuację. Nie potrzebujemy podarków, tylko pieniędzy na dziecko.

Czyli co, teraz za każdym razem, gdy chcę zobaczyć wnuka, muszę przynosić kopertę?

A jak myślisz? Przez was mieszkanie wynajmujemy, a mój mąż sam pracuje. Niczego pani nie dała wnukowi, więc niech chociaż pieniądze się znajdą na utrzymanie.

Aż mnie zacisnęło w gardle z oburzenia. Syn słyszał te bzdury, ale nic nie powiedział, stał tylko z dzieckiem na rękach i mrugał oczami.

Odwróciłam się na pięcie i wyszłam. Nie będę się poniżać przed bezczelną babą. Nie zamierzam kupować sobie kontaktów z własnym wnukiem.

Od tamtej pory nie rozmawiamy ze sobą już prawie rok. Oni nie dzwonią, ja też nie. A tydzień temu syn w końcu zadzwonił, przypomniał, iż zbliżają się urodziny wnuka, mogę przyjść, o ile nie zapomnę o prezencie. Telefon od razu przejęła synowa i wymieniła kwotę prezentu równą mojej miesięcznej pensji.

Nie poszłam, bo zwyczajnie nie miałam takich pieniędzy. Muszę zaakceptować, iż nie mam już wnuka ani syna. Gdybym miała prawdziwego syna, nie pozwoliłby się szantażować własnym synkiem. Niech gotują się w swoim własnym sosie. Nie mam zamiaru płacić za zobaczenie swojego wnuka.

Teraz myślę, co zrobić z mieszkaniem, żeby choćby po mojej śmierci ani ten mój miękki syn, ani ta chciwa panna nie dostali z niego choćby kawałka.

Idź do oryginalnego materiału