Synowa znosiła teściową latami – zobacz, do czego to doprowadziło w polskiej rodzinie

newskey24.com 19 godzin temu

Bliźnięta?! wyrwało się pani Halinie.

Starała się ukryć rozczarowanie, ale szło jej to kiepsko. Kinga dobrze wiedziała, iż od teściowej nie ma się co spodziewać żadnej szczerości. Pani Halina nigdy jej nie polubiła, zawsze powtarzała, iż jej syn, Tomek, zasługuje na lepszą dziewczynę. Chociaż wszyscy znajomi mówili, iż to właśnie Kinga jest dla Tomka za dobra: sympatyczna, wykształcona, z głową na karku, po studiach ekonomicznych, z pracą w sieci prywatnych klinik. Pochodziła co prawda z małego miasta, gdzie jej tata kierował zakładem, a mama wykładała na miejscowej uczelni. Więc na pewno nie była, jak mówiła pani Halina, zwykłą dziewczyną znikąd.

No ale gratuluję! Wielkie szczęście! Podwójne! mamrotała teściowa pod nosem.

Ale żeby w tej euforii uczestniczyć, to ani myślała. Kinga czuła się coraz gorzej w ciąży, a lekarze ostrzegali jej przed przedwczesnym porodem. Leżała więc w szpitalu na podtrzymaniu. Tomek wpadał do niej prawie codziennie, a jego mama, która mieszkała dwa przystanki dalej, nie odwiedziła jej ani razu.

Do szpitala na powitanie wnuczek też nie przyszła. Tomek namawiał, prosił, ale pierwsze sześć tygodni po porodzie pani Halina zarzekała się, iż nie może.

Nie wypada! A jak przywlokę jakiegoś wirusa? Poczekam, aż wzmocnią się dziewczynki, to wtedy poznam się z nimi jako babcia.

Gdy małe miały trzy miesiące, Kinga natknęła się na teściową pod sklepem. Ta uśmiechnęła się kwaśno i niemal przez zęby rzuciła:

I jak tam dziewczyny?

Kinga odpowiedziała z szerokim, szczerym uśmiechem:

Spacerujemy! Wózek wielki, ale co zrobić, dzieci muszą oddychać świeżym powietrzem.

Teściowa chciała już odejść, ale nagle podeszła do nich jej znajoma.

Halinka! Cześć! Ojejku, to twoje wnuczki?

Tak, Grażynko… Cały mój skarb!

Kinga znała panią Grażynę, delikatnie się przywitała.

Od razu dwie! Kinga, jak ty dałaś radę?! Taka filigranowa!

Kinga to bohaterka! potwierdziła teściowa.

Kinga była w szoku, słysząc to z ust teściowej, jeszcze chwilę wcześniej ta uciekłaby od wnuczek, a teraz grała rolę babci-ideału.

Grażyna z Haliną plotkowały dobre dziesięć minut… Kinga słyszała kawałki rozmowy: iż bliźniaki to szczęście, iż świetnie daje sobie radę, ale Halinka oczywiście bardzo pomaga… O swoim życiu dowiedziała się tyle nowego, iż nie potrafiła się już choćby odezwać. W końcu Grażyna przypomniała sobie, gdzie adekwatnie szła…

No to lecę! Muszę jeszcze zdążyć do banku! Trzymajcie się, dziewczyny!

Teściowa poczekała chwilę, aż koleżanka zniknie i wtedy jej uśmiech zniknął. Lakonicznie pożegnała Kingę i odeszła.

Wieczorem Kinga opowiedziała Tomkowi całą sytuację, a on tylko wzruszył ramionami:

Kinia, to moja matka. Czego się spodziewasz? Z nami też się nie cackała. Bajki rozpowiada, iż niby mi pomagała zadania domowe robić pół nocy, a tak naprawdę siadała do seriali i choćby nie wiedziała, czy ktoś do szkoły chodzi. Z Leną, niby to całymi godzinami na spacerach, a w rzeczywistości ja prowadzałem ją po osiedlu, a mama się w tym czasie czesała i malowała… Nie przejmuj się, serio.

Kinga te historie już znała na pamięć. Ale zawsze ją zdumiewało, gdy sama doświadczała takich akcji.

***

Lata mijały, a relacje z panią Haliną nie zmieniały się ani o jotę. Aż w końcu trafiło się nieszczęście podczas wychodzenia z taksówki teściowa skręciła sobie nogę tak mocno, iż skończyło się złamaniem.

Zamieszkam teraz u was! oświadczyła Kingze i Tomkowi.

Oboje spojrzeli na siebie, od razu widząc oczami wyobraźni, co ich czeka. Ale odmówić nie potrafili.

W domu zrobiło się, lekko mówiąc, nieciekawie. Musieli przeprowadzić się do pokoiku dziecięcego, a ich sypialnię zajęła pani Halina. De facto stała się ich trzecim dzieckiem trzeba było jej gotować, sprzątać, pomagać się myć, donosić zakupy.

Bliźniaczki miały wtedy dwa i pół roku. Kinga próbowała wrócić choć na pół etatu do pracy, więc dziewczynki chodziły do przedszkola. Każdego ranka ona i Tomek siłowali się ze swoimi krzyczącymi i protestującymi córeczkami, wyciągając je z rozgrzanych kołder do ogromnego świata dorosłych.

Pewnego ranka, tuż przed wyjściem, telefon Tomka dzwoni:

Mamo? Po co dzwonisz? Przecież jesteś w pokoju obok!

Nie mogę wstać, mam złamaną nogę…

Mamo, masz kulę…

Daj spokój, Tomek! Ja muszę tylko powiedzieć jedno i do tego nie muszę wstawać!

No dobrze, szybciej…

Nie podoba mi się, jak szalejecie rano! Hałasujecie, drzwi trzaskają, dzieci wrzeszczą człowiek nie może spać!

Tomek prawie puścił z nerwów. Publicznie otworzył drzwi do sypialni i zawołał:

To może ty zajmij się dziećmi, żeby się wyspać?! Co, jak ci taki hałas nie odpowiada?!

Pani Halina zamilkła. Po kilku dniach spakowała się i wróciła do siebie, nie czekając choćby na ściągnięcie gipsu. Tomek miał to w nosie, ale Kinga zżerały wyrzuty sumienia. Przykro jej było, iż mąż musi kłócić się z matką, ale co tu adekwatnie mogła zrobić?

***

W piątki Kinga zwykle pracowała tylko do południa. Wracała po dziewczynki do przedszkola, zahaczały razem o piekarnię po jakieś pyszności, robiły kino domowe na dywanie z poduchami taka ich mała tradycja. I tym razem zabrały się za szykowanie pokoju, projektor już wystartował, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi.

Otwiera, a tam na progu stoi pani Halina, trzymając za rękę wnuka od swojej córki małego Szymka.

Pani Halino, wszystko w porządku?

Lena podrzuciła mi Szymka na chwilę, ale pilnie muszę załatwić sprawy! Posiedzisz z nim te półtorej godziny? Proszę cię!

Kinga trochę zaskoczona, ale Szymek był spokojnym chłopcem, kilka młodszym od bliźniaczek, więc przykucnęła i uśmiechnęła się do niego:

Szymek, zostaniesz trochę z nami?

Kiwnął nieśmiało głową. Kiedy Kinga podniosła wzrok, teściowa już pędziła do windy.

Kiedy mam was oczekiwać?

Najwyżej dwie godzinki!

Nie pożegnała się choćby ani z wnuczkiem, ani z Kingą, tylko zniknęła.

***

Tomek wrócił z pracy o siódmej. Zobaczył Szymka przy stole, pochłaniającego kotleta i pyta:

Hej, Szymon! Co tam, kuzynie? A gdzie Lena?

Chłopiec uśmiechnął się, a Kinga westchnęła ciężko.

Twoja mama go przyprowadziła. Wyjść miała na chwilę… Wychodzi na to, iż już prawie pięć godzin temu…

Lena wie?

Kinga przełknęła ślinę.

Nie pisałam do niej. Nie chciałam teściowej wplątywać w nieprzyjemności. Lena przecież jej sama powierzyła dziecko.

Tomek aż poczerwieniał.

Kinia, za dobra jesteś… Ale to jest chore! Mama nie powiedziała, gdzie poszła?

Nic…

Tomek wyciągnął telefon, zadzwonił do Leny. Ustalili, iż zaraz po Szymka przyjedzie.

***

Była prawie dwudziesta. Dzieci bawiły się w pokoju, a troje dorosłych Kinga, Tomek i Lena siedzieli w kuchni.

Słuchajcie, serio będziemy jeszcze mamę czekać? Dzieci już na oczy nie patrzą!

Kinia, jeden dzień zasną później. Trzeba z mamą pogadać.

Jak Tomek skończył zdanie, rozległ się dzwonek do drzwi. Kinga poszła otworzyć.

No dobrze! Zabieram Szymka! powiedziała zaraz pani Halina, niemal rozkazując.

Kinga przełknęła ślinę. Wtedy zza jej pleców wyjrzały Lena i Tomek.

Mamo, a twoje sumienie w porządku?!

Jak wy się odzywacie do matki?!

Nie ściemniaj, mamo! Szymka zostawiłam tobie, nie Kindze… Co ci przyszło do głowy?

Teściowa parsknęła śmiechem.

A nie wszystko jedno, Leno? Przecież ona ma swoje bliźniaki, świetnie sobie radzi z dziećmi. A mnie czas goni!

Tomek wysunął się na środek:

Mamo, jakie ty masz sprawy? I co to za podejście? choćby nie spytałaś! Mogłaś chociaż zapytać, czy Kinia może.

Dajcie spokój, o co pytać.

Kiedy Tomek dopytał:

Gdzie byłaś?

Leny ogarnął nerwowy chichot.

A pewnie mama była u fryzjera rano miała dłuższe włosy. Zdążyła jeszcze na paznokcie wpaść, bo rano lakier był czerwony, a teraz różowy…

Teściowa się zmieszała i już nic nie odpowiedziała.

Naprawdę ci nie głupio? powtórzył Tomek.

Milczała, patrząc spode łba na dzieci.

Raz na ruski rok ktoś cię prosi o pomoc, a ty zwalasz brata mojego syna na własną żonę?! Może jej też się fryzjer należy? Może by też paznokcie chciała zrobić?!

Wtedy pani Halina aż poczerwieniała z oburzenia i już chciała wszystkich ustawić do pionu.

Daj spokój, Tomek! Jakie fryzjerstwo?! Jakie paznokcie?! Kinga to przecież dziewczyna z Koźlic wiecznie taka była i taka zostanie!

Przez chwilę zapadła cisza. Po chwili rozległo się gromkie:

Wynocha! Tomek złapał matkę pod ramię, zaprowadził do drzwi, zamknął za nią i wziął głęboki oddech. Kiedy spojrzał na Kingę, zobaczył łzy na jej policzkach, więc razem z Leną rzucili się ją pocieszać.

Bolało, było przykro. Ale z drugiej strony Kinga widziała już dawno, iż choćby własnych dzieci ta kobieta za bardzo nie szanowała. Była po prostu osobą, której nigdy nie będzie się w stanie dogodzić, choćby nie wiem jak się starać.

Od tej pory ich kontakty z panią Haliną niemal się urwały. Tomek z Leną czasem pomagali w różnych awariach, ale generalnie teściowa przestała wtrącać się w ich życie. Co najwyżej długo jeszcze była obrażona, zanim zaczęło jej znowu zależeć, żeby być przy dzieciach. Ale do wnuczek i Szymka i tak się nie garnęła.

Tylko raz Kinga zauważyła u niej na Messengerze zdjęcia całej trójki dzieciaków z podpisem: Z okazji Dnia Babci dla wszystkich, którzy wychowują wnuki! Kinga mogła się tylko gorzko uśmiechnąć, ale wieczorem Tomek z Leną tak dorzucili matce, iż choć nie powinna się śmiać, trudno było się powstrzymać.

Idź do oryginalnego materiału