Szantaż, zdrada i nieoczekiwany dar losu: Jak żądania ciężarnej kochanki męża zmieniły życie biznesw…

twojacena.pl 19 godzin temu

Zamknęłam laptopa i powoli szykowałam się do wyjścia z biura. Wtem moja asystentka weszła lekko zdenerwowana do pokoju.

Pani Wiktorio, przyszła do pani jakaś dziewczyna. Powiedziała, iż to sprawa osobista.
Wpuść ją, niech wejdzie.

Do mojego gabinetu weszła drobna, kudłata dziewczyna w krótkiej spódnicy. Zastanawiałam się, kim może być.

Dzień dobry, nazywam się Jagoda. Chciałabym zaproponować pani układ.
Dzień dobry, Jagodo. interesująca jestem, jakiego rodzaju układ? Nie kojarzę cię…
Ze mną nie, ale z pani mężem Bartkiem jestem dobrze zaznajomiona. Proszę.
Podeszła do biurka, rzuciła kartkę. Spojrzałam na wynik ciążowy test z pieczątką:
Jagoda Nowacka, ciąża 5-6 tygodni.

Co to ma być? Nie rozumiem… Czemu mi to pokazujesz?
Przecież wszystko jasne. Jestem w ciąży z pani mężem.

Poczułam dziwne ukłucie w żołądku. Co tu się właśnie wydarzyło…?

I co, mam ci pogratulować?
Nie. Chcę pieniędzy. jeżeli pani zależy na mężu…
Za co pieniądze, jeżeli można wiedzieć?
Wykonam aborcję i zniknę z życia Bartka. On jeszcze nie wie o ciąży najpierw przyszłam do pani. Jak pani odmówi, on odejdzie do mnie, bo pani przecież jest bezpłodna. Wiem wszystko o was. Jaka jest pani decyzja?

Nie mogłam logicznie myśleć. Chaos w głowie.

Ile żądasz za milczenie?
Tylko sześćset tysięcy złotych. Grosze dla pani. W zamian mąż zostaje w domu, doczekacie razem emerytury…

Jakaż hojność! No dobrze, zostaw numer telefonu. Skontaktuję się, jak się zdecyduję.
Ale długo nie zwlekaj, czas ucieka, abym zdążyła z aborcją…

Zapisała numer na kartce i wolnym krokiem wyszła.

Pani Wiktorio, już pani wychodzi? Techniczna chciała porozmawiać…
Poskładałam kartkę i schowałam do torebki.
Tak, już zmykam. Do jutra, Aneto!

Gdy usiadłam w samochodzie, nie mogłam uspokoić myśli. Kim ta Jagoda jest? Czy Bartek faktycznie…?

W domu raz jeszcze przejrzałam kartkę. Muszę wszystko przemyśleć zaraz wróci mąż…

Kochanie, już jestem! Ale tu pięknie pachnie, co przygotowałaś?
Przyjdź, zaraz zobaczysz…

Bartek wszedł do kuchni z uśmiechem, pocierając ręce.

Czemu patrzysz na mnie takim wzrokiem…? Przestraszyłaś mnie.
Bartek, powiesz mi, kim jest Jagoda Nowacka?
To pracownica firmy, z którą czasem współpracuję. A czemu pytasz?
Bo jest z tobą w ciąży. Tu masz dowód.

Wziął kartkę, rzucił okiem.

To niemożliwe… Przecież z nią nic nie miałem. Skąd taka rewelacja?
Twierdzi, iż chce ode mnie pieniądze za ciszę i aborcję. W przeciwnym razie odejdziesz do niej, bo ona może mieć dzieci, a ja nie.
Przysięgam na swoją czapkę z daszkiem nic nie wiem o żadnej ciąży! Co za absurd!
Też mi się to wydaje podejrzane. Wiesz, umiem oceniać ludzi. Ona chce wyłudzić pieniądze.
Jestem gotowy na wszelkie testy nie boję się. Potrzebuję tylko ciebie… Nikt inny się nie liczy.
Dobrze, rozumiem. Zjedzmy kolację.

Następnego dnia zadzwoniłam do Jagody i umówiłyśmy się w moim biurze. Przyszła w pół godziny.

Słuchaj, Jagodo. Bartek nie może być ojcem twojego dziecka. Wierzę mu. Łatwy zarobek ci się nie uda. Idź, zrób co chcesz.
interesujące z pani kobieta…. Tak bardzo mu pani ufa? Pewna siebie, interesujące czy w lustro pani zagląda. Czterdziestka na karku, a są młodsze i ładniejsze.
Chcesz coś jeszcze dodać?
Tak… Może zamiast aborcji, kupicie to dziecko ode mnie? Może pani zrobić badania, ojcem na pewno jest Bartek. Jestem stuprocentowo pewna.
Twierdzisz, iż nic was nie łączyło? Jak to możliwe?
Powiem prawdę. Półtora miesiąca temu na imprezie firmowej poznałam Bartka.
Wiedziałam, z plotek, iż pani nie może mieć dzieci, choćby z pomocą surogatki. No i potrzebujecie swojego potomka… Wymarzona okazja na zarobek. Próbowałam go uwieść, ale ignorował mnie zupełnie. Zwykle faceci lecą do mnie jak pszczoły do miodu.
Młoda, atrakcyjna, pełna energii. Zdecydowałam się więc postawić na inne rozwiązanie. Moja siostra jest farmaceutką, dała mi specjalny proszek na utratę pamięci, człowiek nie wie, co robi. Dolałam Bartkowi do drinka, potem zaprosiłam go do siebie. Był zupełnie nieświadomy. I wtedy miałam owulację, zaszłam w ciążę. Bartek niczego nie pamięta, ale ja mam pewność. Mam zresztą nagranie.

Położyła telefon na stole i puściła filmik, na którym Bartek leżał półprzytomny na łóżku.

Aborcja? Żaden problem, mam końskie zdrowie. Ale uwielbiam łatwe pieniądze. Nie zgłosicie mnie na policję, pani ma zbyt wysoką pozycję nie opłaca się skandal. Myślałam, iż się pani zgodzi, ale trudno. Mogę urodzić i oddać dziecko. Będę dbać o siebie, chodzić do lekarza. Za te sześćset tysięcy złotych dziecko będzie wasze.
Oczy wyszły mi z orbity. Do czego ten świat doszedł?!

Jagodo, nie mam słów. Jesteś oszustką i miejsce dla ciebie jest w więzieniu.
Każdy robi, co może. Długi mnie gonią. Bogatego sponsora znalazłam, a on padł nagle. Więc szukam szansy. Niech pani pomyśli, oddzwonię za trzy dni.

Wysunęła się z gabinetu. Musiałam się napić wody głowa mi pękała. Wiedziałam, iż czeka mnie trudna rozmowa z Bartkiem.

Wieczorem opowiedziałam wszystko mężowi. Był przerażony.

Zostaliśmy oszukani… Pociągnę ją do sądu!
Bartek, świat jest okrutny. Ale pomyśl z innej strony: można zrobić test DNA z krwi matki po siódmym tygodniu ciąży.
Najpierw sprawdźmy, czy to w ogóle twoje dziecko. Zawsze chcieliśmy mieć swoje. Dom dziecka nas nie przekonywał. jeżeli okaże się twoim potomkiem już jest, gotowy do życia. Może to dziwny sposób, ale może los daje nam szansę…
Jeszcze tej oszustki chcesz bronić? Nie chcę z nią nic wspólnego! Nie będę płacić!
Bartek wybiegł z pokoju wściekły.

Z pamięci wróciłam dziesięć lat wstecz…

Z Bartkiem studiowaliśmy na jednej uczelni. Miłość od pierwszego wejrzenia. Byliśmy nierozłączni.
Pobraliśmy się i wynajęliśmy małe mieszkanie. Po studiach błyskawicznie zaczęłam robić karierę, a z pomocą wujka otworzyłam własną firmę. Kiedy firma zaczęła przynosić zyski, oddałam wujkowi dług z nawiązką. Bartek otworzył sklep, ja prowadziłam firmę. Życie układało się świetnie, ale nie mogliśmy mieć dzieci.

Pewnego wieczoru wracaliśmy z restauracji. Pogoda była idealna na spacer. Napadła nas banda podpitych chłopaków, jeden pchnął mnie nożem, gdy zasłoniłam Bartka. Cudem przeżyłam. Lekarze musieli usunąć macicę i jajniki. Pogodziłam się, iż nigdy nie będę matką…

Bartek troskliwie się mną opiekował, miał poczucie winy, iż to przez niego. Często wstępowałam do kościoła, stawiałam świeczkę, modliłam się o zdrowie rodziny, dawałam jałmużnę. Raz podeszła do mnie stara kobieta przy kościele.

Dziękuję, córko. Widzę w tobie smutek, nie martw się.
Wszystko dobrze, babciu, poza tym, iż nie będę miała dzieci… Tego chyba nigdy nie pogodzę.
Ja też nie mam dzieci. Ale pani będzie miała dziecko. Przyjdzie do pani w bardzo niezwykły sposób…

Westchnęłam wtedy z rezygnacją. Przecież skąd ta staruszka mogła coś wiedzieć…

Pogodziłam się z losem, rzuciłam się w pracę. Z Bartkiem byliśmy coraz bardziej zżyci. I nagle, taka sytuacja…

Namówiłam Bartka i Jagodę na testy. W dziewiątym tygodniu ciąży zrobiono badania krwi test DNA potwierdził ojcostwo.

Widzicie? Nie kłamałam. Sprawa jasna. Teraz jesteście gotowi zapłacić? spytała Jagoda z kpiącym uśmiechem.
Powiem tak: znalezienie surogatki, która urodzi dziecko Bartka, kosztowałoby mniej. Ale skoro już los tak chciał zapłacimy. Dajesz nam dziecko, a my tobie trzysta tysięcy złotych. Zrobimy to legalnie wszystkie dokumenty.

Mówiłam o sześciuset! Co to za negocjacje?!
Teraz my rozdajemy karty. jeżeli chcesz, to przyjmij warunki, jak nie, nie dostaniesz ani złotówki. I tak powinnaś się cieszyć, iż nie siedzimy już na policji z zeznaniami.
***
Bartek, wszystko ustalone. Będziemy mieli dziecko.
Wiktoria, czy naprawdę musimy tyle płacić tej dziewczynie…?
Może to nasza jedyna szansa… Los sam nas wybrał?

Jagoda dbała o siebie przez całą ciążę. Po dziewięciu miesiącach urodził się zdrowy chłopiec. Zrzekła się dziecka. Bartek odebrał syna, wszystko było podpisane, sfinalizowane. Jagoda zniknęła zaraz po otrzymaniu pieniędzy. Znajomym mówiliśmy, iż dziecko urodziła surogatka.

Dziękuję ci, iż urodziłaś mojego męża… powiedziałam Jagodzie na pożegnanie.
Chłopiec, Michałek, został z nami.

Bartek, zobacz, jak bardzo jest do ciebie podobny…
Myślisz? Na dzieciach się nie znam… Ale rzeczywiście, taki sam przystojniak!

Pamiętasz tę kobietę spod kościoła, którą ci kiedyś opisałam? Przewidziała to wszystko. Nasze dziecko przyszło do nas w zadziwiający sposób…
Patrzyliśmy przez łzy euforii na naszego synka. Co nas czeka, nie wiedzieliśmy ale byliśmy szczęśliwi teraz.

Los czasem spełnia marzenia na zupełnie nieprzewidywalne sposoby…

***
Kilka miesięcy później widziałam w Wiadomościach, iż Jagoda została znaleziona martwa w swoim mieszkaniu. Trwało śledztwo. Zagrała va banque i przegrała…

Idź do oryginalnego materiału