Zamknąłem komputer i zacząłem się zbierać do wyjścia, kiedy do mojego gabinetu zapukała sekretarka.
Panie Andrzeju, przyszła do pana jakaś młoda kobieta. Mówi, iż w sprawie prywatnej.
Proszę ją wpuścić.
Do pokoju weszła niska, kręcona brunetka w kusej spódniczce.
Dzień dobry. Nazywam się Dobrosława. Chciałabym panu złożyć pewną propozycję.
Dzień dobry, Dobrosławo. Proszę mówić. Chyba się nie znamy
Z panem faktycznie nie, ale za to z pana żoną Martą i z pańskim mężem Grzegorzem bardzo dobrze. Proszę spojrzeć.
Dziewczyna rzuciła na stół kartkę. Wziąłem ją do ręki i przeczytałem: Dobrosława Nowak, ciąża 5-6 tydzień.
O co chodzi? Nie bardzo rozumiem. Po co mi to pani pokazuje?
Sprawa jest prosta. Jestem w ciąży z pańskim mężem.
Popatrzyłem na nią z niedowierzaniem. Co to za wieści?
I czego pani ode mnie chce? Gratulacji?
Nie. Chcę pieniędzy, jeżeli zależy panu na żonie. Albo mnie pan zapłaci, albo Grzegorz odchodzi do mnie. Wiem, iż pani Marta nie może mieć dzieci. Ja wszystko wiem o was.
Ile pani chce za swoje milczenie?
Tylko trzysta tysięcy złotych. Dla państwa to drobne. Za to szczęście w rodzinie bezcenne.
No, rzeczywiście wielka łaska… Proszę zostawić numer, skontaktuję się po namyśle.
Proszę nie zwlekać, czas mnie goni. Muszę zdążyć na zabieg, jeżeli się zdecyduję…
Dobrosława zapisała numer na karteczce i wyszła. Siedziałem chwilę zamyślony.
Panie Andrzeju, już pan wychodzi? Sprzątaczka czeka…
Złożyłem karteczkę, włożyłem do torby.
Tak, wychodzę. Do jutra, Agnieszko!
Wyszedłem z biura, wsiadłem do auta i całą drogę do domu analizowałem sytuację. Kim jest ta Dobrosława? Czy to możliwe, iż Grzesiek ją zdradził?
W domu wziąłem raz jeszcze kartkę do ręki. Trzeba wszystko przemyśleć, zaraz wróci żona…
Kochanie, już jestem! A co to tak pięknie pachnie?
Wejdź, to się przekonasz…
Grzegorz wszedł do kuchni zadowolony, pocierając ręce. Siedziałam w fotelu i patrzyłem prosto na niego.
Coś się stało? Patrzysz na mnie, jakby miało się coś zawalić…
Grzesiek, powiedz mi kim jest Dobrosława Nowak?
Pracuje w firmie Tomka, z którym mamy spółkę. A co?
Wiesz, iż twierdzi, iż jest z tobą w ciąży? Proszę, oto dowód.
Grzegorz wziął papier, spojrzał, zbledł.
To niemożliwe… Przysięgam ci, nic z nią nie miałem. Zupełnie nie wiem, o co chodzi.
Mówi, iż chce ode mnie trzysta tysięcy złotych w zamian za aborcję. Inaczej odejdziesz do niej. Takie groźby.
Zwariowała chyba… Ona sobie coś ubzdurała. Przecież oprócz ciebie nikogo nie chcę, wiesz o tym…
Okej. Sprawdzimy to. Idźmy jeść.
Następnego dnia zadzwoniłem na pozostawiony numer, zaprosiłem ją do biura. Przyszła po pół godziny.
Dobrosławo, Grzegorz nie może być ojcem tego dziecka. Wierzę mu. Nie dostaniesz pieniędzy. Rób, co chcesz.
Jest pan dziwny. Z takim zaufaniem do męża? Tak się pan ceni? Zerknął pan w lustro ostatnio? Czterdziestka na karku… zawsze będą młodsze i ładniejsze.
Masz coś jeszcze do powiedzenia?
Tak. Chcę wam to dziecko sprzedać. Możecie zrobić testy Grzesiek jest ojcem. A jeżeli nie, to zrobię aborcję. Tylko chcę trzysta tysięcy złotych.
Skoro twierdzisz, iż nic z Grześkiem nie miałaś, to jak to możliwe?
Powiem prawdę. Ponad miesiąc temu był firmowy wyjazd integracyjny. Grzesiek przypadł mi do gustu, a wam wiadomo, iż nie macie dzieci i nie możecie mieć. Chciałam to wykorzystać.
On jednak nie zwracał na mnie uwagi. Więc sięgnęłam po inne sposoby moja siostra pracuje w aptece, dała mi proszek. Dodałam mu do drinka, otumaniony poszedł za mną do pokoju, nic nie pamiętał rano.
Miałam wtedy dni płodne i jestem w ciąży. Grzegorz nie wie o niczym.
Mam choćby filmik.
Włączyła nagranie na telefonie. Grzesiek leżał bez ruchu na łóżku.
Aborcja to żaden problem, zdrowa jestem. Ale pieniędzy potrzebuję, to była szybka okazja. Nie sądzę, żebym zgłosiła to na policję przecież u pana stanowisko, niepotrzebny szum
Proszę to przemyśleć. Oddam dziecko za pieniądze. Trzysta tysięcy.
Byłem w szoku. Co tu w ogóle odpowiedzieć?
Dobrosława, ty powinnaś siedzieć za oszustwo!
Co robić, życie mnie zmusiło. Zostałam z długami po bogatym partnerze, który niespodziewanie zmarł. Proszę się zastanowić, zadzwonię za trzy dni.
Wyszła. Wypiłem szklankę wody, pamiętam, jak bolała mnie głowa.
Wieczorem opowiedziałem wszystko Marcie. Była kompletnie rozbita.
Mnie ktoś wykorzystał… Pójdę z tym do sądu…
Grzesiek, posłuchaj… Przeczytałam w internecie, iż można zrobić test DNA z krwi matki po siódmym tygodniu ciąży. Zróbmy test, potem się zobaczy. Przecież przez tyle lat marzyliśmy o dziecku, a tu choćby nieuczciwie, to twoje geny. Może to szansa?
Proszę cię, dość tych rozważań. Nie zamierzam płacić za takie rzeczy!
Grzegorz wyszedł wzburzony.
Przypomniała mi się sytuacja sprzed lat…
Poznaliśmy się na studiach. Zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia, pobraliśmy się, wynajmowaliśmy kawalerkę. Po studiach Marta otworzyła własną firmę, bo jej wujek dał jej pieniądze na start.
Biznes się rozkręcił, dług spłaciliśmy z nawiązką. Grzesiek otworzył własny sklep, ja rozwijałem własną działalność. Chcieliśmy mieć dzieci, ale nie wychodziło.
Pewnego wieczoru szliśmy wracając z kolacji wtedy napadła na nas grupa pijanych chłopaków. Jeden rzucił się z nożem na Grześka, a Marta go zasłoniła, została ranna. Cudem ją uratowano, ale nie mogła już mieć dzieci.
Byliśmy załamani. Grzegorz czuł się winny, robił co mógł, by ją pocieszać.
Marta czasem chodziła do kościoła, modliła się za bliskich, dawała jałmużnę.
Pewnego razu, gdy pod kościołem dała starszej kobiecie parę złotych, ta powiedziała:
Dziękuję, córeczko. Widzę, iż masz ciężar na sercu. Nie martw się, choć nie możesz mieć dzieci, Bóg cię zaskoczy…
Marta westchnęła, nie przywiązała wagi. A jednak…
Zgodziliśmy się na badania. Grzegorz i Dobrosława oddali krew, okazało się to rzeczywiście dziecko Grześka.
Widzicie, nie kłamałam! To co, kupujecie to dziecko? uśmiechnęła się kpiąco Dobrosława.
Słuchaj, jeżeli będziemy chcieli, znajdziemy surogatkę i zapłacimy jej dużo mniej. Ale skoro już się stało, zapłacimy ci sto pięćdziesiąt tysięcy złotych. Bierz albo zrezygnuj. I tak moglibyśmy cię zgłosić na policję bądź wdzięczna, iż tego nie zrobimy.
Co za targowanie… Ale niech będzie.
***
Grzesiek, dogadałem się. Będziemy mieli dziecko.
Po co ci to, Andrzej… choćby tej dziewczynie trzeba płacić…
Może właśnie tak miało być…
Dobrosława przez całą ciążę chodziła do lekarza, robiła wszystko, co trzeba. Urodził się zdrowy, silny chłopiec.
Dobrosława zrzekła się praw rodzicielskich, Grzesiek oficjalnie uznał syna. Cała papierkowa robota była za nami. Dobrosława zniknęła z naszego życia. Dla wszystkich znajomych powiedzieliśmy, iż pomogła nam surogatka.
Dziękuję ci, iż urodziłaś dziecko mojego męża powiedziała na do widzenia Marta.
Dziecko Staś zawitało do naszego domu.
Grzesiek, zobacz, jak bardzo jest do ciebie podobny…
No, może i widzisz to lepiej ode mnie Ale rzeczywiście, ładny chłopak jak ja za młodu…
Pamiętasz tę staruszkę pod kościołem? Przecież przewidziała to… Staś trafił do nas w niezwykły sposób.
Patrzę na Martę i Stasia, nie wiem, co nas jeszcze czeka ale w tamtym momencie byliśmy szczęśliwi.
Czasem los bywa bardzo przewrotny…
***
Kilka miesięcy później, oglądając wiadomości, usłyszeliśmy: w jednym z mieszkań w Warszawie znaleziono martwą Dobrosławę. Policja bada sprawę.
Dla mnie to była gorzka lekcja. Przekonałem się, iż życie potrafi zaskakiwać na różne sposoby, czasem daje szansę tam, gdzie już straciliśmy nadzieję. Dobrze jest słuchać własnego sumienia i ufać sercu, choćby gdy świat wokół kusi łatwym rozwiązaniem.








