Szwagierka korzystała z luksusowych wakacji, gdy my tkwiliśmy w remoncie starego domu, a teraz chce u nas wygodnie zamieszkać – choć wcześniej odrzuciła wspólne inwestycje i zostawiła swoją połowę w ruinie!

twojacena.pl 7 godzin temu

Szwagierka spędziła całe wakacje na Mazurach, w komfortowym pensjonacie, kiedy my z żoną tapetowaliśmy ściany i kładliśmy nowe kafle. Teraz ma pretensje, iż chce mieszkać wygodnie, choć wcześniej nie chciała dołożyć się do remontu.

Zaproponowaliśmy z żoną, żebyśmy wspólnie zainwestowali w remont rodzinnego domu, ale Joanna stwierdziła, iż nie zamierza w to się pakować. Teraz, gdy jej część domu to praktycznie ruina i nie nadaje się do wygodnego życia, zgłasza się do nas z prośbą o wspólne mieszkanie. No cóż, sama sobie to zgotowała.

Dom należał do babci mojego ojca, a potem przypadł mojej żonie i jej siostrze po podziale spadku. Zabytek wymagał generalnego remontu, ale dla nas, młodego małżeństwa z Warszawy, była to szansa na własne cztery kąty. Budynek miał osobne wejścia dla dwóch rodzin oraz wspólne podwórko i gospodarcze budynki. Obie części były tej samej wielkości.

Sprawy spadkowe odbyły się w spokoju. Moja teściowa, kobieta przyzwyczajona do miejskiego życia, od razu powiedziała, iż dom ją nie interesuje. Stwierdziła, iż dzieci mają decydować, co dalej.

Z moim szwagrem zrobiliśmy pierwszy krok: udało się odłożyć trochę złotówek i wymieniliśmy dach i wzmocniliśmy fundamenty. Mieliśmy w planach dalszy remont, ale Joanna zaczęła urządzać awantury. Uznała, iż nie zamierza inwestować w ten zagrzybiony dom. Jej mąż się nie odzywał, jak zwykle unikał konfliktów.

Z żoną marzyliśmy o przeprowadzce na wieś, trzydzieści kilometrów od centrum, ale mamy samochód i z dojazdami nie byłoby problemu. Po latach życia w ciasnej kawalerce docenialiśmy każdą dodatkową przestrzeń, a budowa nowego domu nie wchodziła w grę ceny materiałów i robocizny w złotówkach przyprawiały o zawrót głowy.

Dla Joanny dom był jedynie letnim miejscem na grillowanie i leniuchowanie, nigdy nie traktowała go poważnie. Powiedziała nam, żebyśmy na nią nie liczyli przy remoncie.

W ciągu czterech lat z pomocą kredytu odnowiliśmy naszą część: położyliśmy ogrzewanie podłogowe, zrobiliśmy łazienkę, wymieniliśmy elektrykę i okna, dobudowaliśmy oszkloną werandę. Była to praca na okrągło, ale z każdym dniem dom stawał się coraz bardziej nasz.

Joanna w tym czasie relaksowała się na urlopach, nie zaglądając choćby na wieś. Skupiona była na sobie: spa, fitness, znajomi z Warszawy. Aż tu nagle urodził się jej syn i wszystko stanęło na głowie. Budżet się skurczył, urlop macierzyński przyniósł mniej pieniędzy i wakacje przestały być możliwe.

Przypomniała sobie o wiejskim domu świeże powietrze, dużo miejsca, idealnie dla dziecka. My już wprowadziliśmy się na stałe i wynajęliśmy mieszkanie w mieście. Jej części domu przez lata nikt nie ruszał grzyb, wilgoć, stare piece. Nie wiem, jak chciała tam przesiedzieć choćby tydzień bez ogrzewania, ale przyjechała z dzieckiem i walizką na miesiąc. W końcu poprosiła, by zamieszkać z nami na chwilę! Musiałem się zgodzić, choć wiedziałem, czym to pachnie.

Jej synek żywe srebro, wszędzie go pełno. Joanna też nieustannie coś robiła, hałas, bałagan, zupełna ignorancja dla innych. Pracuję zdalnie, więc już po tygodniu głowa mi pękała. Sytuację uratowała przyjaciółka, która akurat wyjeżdżała mogłem popilnować jej mieszkania i mieć chwilę ciszy.

Wracałem do siebie dopiero po prawie miesiącu: tydzień u przyjaciółki, a potem mama zachorowała i musiałem się nią zająć. O Joannie kompletnie zapomniałem byłem przekonany, iż już się wyniosła.

Zdziwiłem się porządnie, kiedy zastałem ją dalej u nas, rozgoszczoną tak, jakby była u siebie. Zapytałem grzecznie, kiedy zamierza wracać.

A niby dokąd pójdę? Tutaj jest mi wygodnie z dzieckiem rzuciła Joanna.
Jutro zawożę cię do Warszawy oznajmiłem.
A ja nie chcę do Warszawy.
Przez cały ten czas choćby nie spróbowałaś posprzątać swojego domu; tu nie jest sanatorium.
Jakim prawem mnie wyrzucasz? To też mój dom!
Za ścianą masz swoją połowę, idź tam.

Próbowała nastawić moją żonę przeciwko mnie, ale ona wiedziała, iż Joanna przesadziła. Obrażona, wyjechała. Po kilku godzinach zadzwoniła teściowa:
Nie miałeś prawa jej wyrzucać, to jej własność!
Może mieszkać w swojej części domu, to jej wybór odpowiedziała moja żona.
Z dzieckiem miałaby siedzieć bez ogrzewania i łazienki?! Powinieneś był pomóc siostrze!

Zdenerwowałem się i wytłumaczyłem teściowej całą historię iż kiedyś proponowaliśmy wspólny remont, a Joanna nie chciała choćby słyszeć. Teraz niech nie ma do nas żalu!

Zapowiedziałem Joannie, iż może swój udział sprzedać dogadamy się, ale cena, którą zażądała, pozwoliłaby kupić nowy dom pod Warszawą. To nie jest rozwiązanie dla nas.

Od tej pory atmosfera się pogorszyła. Teściowa się obraża, Joanna bywa nie do zniesienia, na ich wizyty czekamy jak na deszcz bomb: hałas, bałagan, szkody na podwórku, złośliwe komentarze.

Postanowiliśmy postawić wysoki płot i na dobre oddzielić nasz teren. Teraz nie będzie już kompromisów taki wybór podjęła Joanna.

Idź do oryginalnego materiału