Tajemnicza wiadomość męża – czyli sobotni poranek Oli, nieporozumienie z zamienionymi telefonami i bolesna prawda, która… wcale nie była tym, czym się wydawała – współczesna warszawska opowieść o małżeńskim zaufaniu i sile przyjaźni

newskey24.com 13 godzin temu

Tajemnicza korespondencja męża

Dzień u Magdy i Szymona zaczął się od kompletnego chaosu. Zaspała para nie usłyszała budzika, więc wszyscy biegali po mieszkaniu na warszawskim Ursynowie próbując jednocześnie przygotować się do pracy, ubrać kilkuletniego Antka do przedszkola i znaleźć zgubione rzeczy.

Kochanie! Odbierzesz dziś Antka z przedszkola? wołała Magda z sypialni, jednocześnie naciągając spodnie i wrzucając zapasowe ubranie synka do plecaka.

Jasne! odpowiedział Szymon, zaglądając do przedpokoju. Ale gdzie są moje klucze?

Nie widziałam! rzuciła poirytowana Magda, przekopując się przez torebkę w poszukiwaniu telefonu. Wreszcie, znajdując aparat, ruszyła szybkim krokiem do syna, który w tym czasie spokojnie bawił się resorakami, nie zwracając uwagi na rodzicielski pośpiech.

Do przedszkola na Mokotowie Magda i Antek dojechali niemalże w tempie wyścigowym. Magda próbowała rozpiąć kurtkę synka, ale zamek zaciął się w najgorszym możliwym momencie. Zniecierpliwiona spojrzała na Antka i zobaczyła, iż jego oczy napełniają się łzami.

Mamo, ja nie chcę dzisiaj do przedszkola wyszeptał Antek, marszcząc czoło i kuląc małe piąstki.

Synku, już pośpiesz się, kochanie. Musimy lecieć próbowała zachować spokój, choć głos już jej drżał lekko. Uklękła, pogłaskała go po głowie i mówiła cicho: Czeka cię fajny dzień, spotkasz kolegów, pobawisz się

Ale Antek twardo stał na swoim, łzy płynęły coraz bardziej. W szatni pojawiła się przedszkolanka z serdecznym uśmiechem.

Proszę się nie martwić, pani Magdo powiedziała cicho, ujmując chłopca za rękę. Zaraz się rozkręci, dzieciaki już na niego czekają.

Magda z ulgą przekroczyła progi przedszkola, choć serce biło jej jak młot.

O matko, ale jestem spóźniona wymamrotała pod nosem, zerkając na zegarek. gwałtownie ruszyła w stronę parkingu, chcąc zadzwonić do klientki i uprzedzić o opóźnieniu. Sięgnęła do torebki, by wyjąć telefon, ale zamiast własnego, miała w dłoni niemal identyczny model Szymona. Znowu pomyliły im się etui. I znowu te same PINy

No pięknie westchnęła, już lekko rozzłoszczona. W głowie układała plan, jakby tu zdobyć numer do klientki. Chyba musiałaby najpierw zadzwonić do siebie, prosić Szymona

Wtedy telefon nagle zawibrował. Magda zerknęła na ekran. Przeczytała wiadomość:

Darek: I co, udało się z tą dziewczyną z siłki? Dała ci numer?

Zamarła. Przewijała oczami tę wiadomość raz po raz. W końcu otworzyła konwersację i czytała dalej.

Darek: No i jak, masz chody?

Szymon: Mam! Wbiłem się. Umówiliśmy się na ten weekend. U mnie.

Dłoń Magdy zadrżała. Przypomniała sobie, iż akurat w ten weekend miała jechać z Antkiem do mamy i tam nocować.

Boże wyszeptała, ściskając telefon. Po co mi to było wiedzieć Te cholerne takie same etui

Ogromnym wysiłkiem Magda powstrzymywała się, żeby nie wybuchnąć i nie wydać się Szymonowi. Każdy gest, każde spojrzenie wymagały nadludzkiej kontroli. Do soboty były jeszcze trzy dni minuty ciągnęły się w nieskończoność. Próbowała przekonać siebie, iż może coś pokręciła, iż to nie tak Ale w głowie dźwięczały te słowa: Ten weekend. U mnie.

Szymon zachowywał się jak zwykle: troskliwy, czuły, pomocny. Kolacje robili razem, Szymon wieczorami usypiał Antka, zagadywał o jej dzień. Magda patrzyła mu w oczy i czuła, iż szuka odpowiedzi na niewypowiedziane pytania. Żadnego śladu winy. To przerażało ją jeszcze bardziej.

W środę wieczorem wspólnie oglądali komedię. Szymon objął ją jak dawniej, a Magda musiała zacisnąć usta, żeby nie rozpłakać się na jego ramieniu. W tym uścisku czuła się naga i bezradna, jakby ziemia pod nią miała się zaraz rozstąpić.

Piątkowy wieczór. Antek w łóżku, w mieszkaniu cicho. Magda zamyślona chlapała dłonią wodę przy zlewie. Szymon podszedł, objął w pasie i szepnął:

Jesteś dziś jakaś smutna. Stało się coś?

Magda zamarła, dreszcze ją przeszły od karku aż po stopy.

Nie, po prostu jestem trochę zmęczona wymusiła uśmiech, odwracając się do męża.

Rozumiem Szymon pocałował ją w czubek głowy i odszedł.

Tej nocy Magda długo nie mogła zasnąć. Kiedy w końcu Szymon zasnął, wyślizgnęła się spod kołdry i cicho zamknęła się w łazience. Puściła wodę i usiadła na brzegu wanny. Wtedy dopadło ją wszystko naraz.

Czemu? wyszeptała przez łzy. Dlaczego mi to zrobiłeś

Te same pytania w kółko. Żadnej odpowiedzi. Rozbita, przerażona, nie wiedziała, co z tym zrobić.

Co mam teraz zrobić? Mówić mu, czy po prostu odejść? Myśli miotały się jak szalone, naprzemiennie z rozpaczą, złością i żalem.

Jedno było pewne rano znów musiała udawać. Jutro wszystko się wyjaśni.

W sobotni ranek Magda odwiozła Antka do mamy, mieszkającej na Tarchominie. Wszystko robiła jak automat, każda czynność była trudna, ciało ważyło tonę. Mama od razu zauważyła, iż z córką coś jest nie tak.

Madziu, ty nie wyglądasz najlepiej. Coś się stało?

Magda wykrzywiła twarz w uśmiechu.

Wszystko dobrze, mamo. Po prostu chcę zaskoczyć Szymona, zrobić mu niespodziankę. gwałtownie pocałowała Antka i wyszła, nie oglądając się.

Przez cały powrót do domu Magda niemal trzęsła się od napięcia. A jeżeli on jednak tylko idzie na piwo z Darkiem? Co, jeżeli ona wcale nie przyjdzie? Może coś źle zrozumiała?

Równocześnie chciała go przyłapać, patrzeć prosto w oczy w momencie zdrady a w głębi serca marzyła, by wszystko okazało się tylko nieporozumieniem. By wrócić do starego, szczęśliwego życia z Szymonem i Antkiem.

Pod domem długo siedziała w aucie na parkingu, dłońmi ściskając kierownicę. Przed oczami przewijały się obrazy: ich rodzinne spacery w Łazienkach, wieczory przy Netfliksie, rodzinne święta. Wszystko wydawało się takie kruche

W końcu wzięła głęboki oddech, weszła do klatki i powoli, z trzęsącą się ręką wsadziła klucz do zamka. Przekręciła. W mieszkaniu panował półmrok, tylko nikłe światło z kuchni rozświetlało przestrzeń. Usłyszała przytłumione szepty, śmiech, jakiś kobiecy głos.

To się dzieje Wszystko stało się naprawdę przemknęło jej przez myśl. Zakręciło jej się w głowie.

Szła powoli, jak przez mgłę. Każdy krok wydawał się wysiłkiem ponad siły. Sercem waliło, jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi.

Szymon? wyszeptała, jej własny głos wydawał jej się obcy, metaliczny.

Podeszła bliżej do kuchni.

Szymon?!

Nikt nie odpowiedział. Magda stanęła w drzwiach. Przy stole siedzieli: nie Szymon, ale Darek najlepszy kumpel Szymona wraz z uśmiechniętą dziewczyną. Magda zamarła; Darek wytrzeszczył na nią oczy, wstał jak oparzony.

Magda! To nie to, co myślisz zaczął machać rękami. Naprawdę, to tylko dziewczyna, którą poznałem No wiesz, nie będę przecież brał jej do matki Magda, wybacz!

Magda jakby nie słyszała, stała, patrząc tępo, łzy zaczęły płynąć jej po policzkach. W pewnej chwili zarejestrowała, iż się uśmiecha z rozpaczy.

Rozumiem, Darku wyszeptała. Ja już pójdę.

Wyszła, czując, jak chłodne powietrze smaga jej twarz. Drżącymi palcami wybrała numer Szymona.

Halo? usłyszała jego głos. Próbowała sklecić myśli, ale ze ściśniętego gardła wydobyły się tylko łkane słowa:

Kocham cię Tak bardzo

Słychać było płacz i nerwowy, szalony śmiech. Wszystko co czuła: strach, podejrzenia, napięcie nagle wystrzeliło z niej bez ostrzeżenia.

Byłam w domu Tam był Darek wyszeptała.

Aha Przepraszam, nie denerwuj się, proszę cię. Jestem teraz w biurze. Przyjedź, dobrze? Nie gniewaj się, kochanie Wiesz, jaki Darek jest. Spotkamy się?

Już jadę

Magda rzuciła się do samochodu, chcąc już tylko przytulić Szymona.

W krakowskim biurowcu, w sali konferencyjnej, siedzieli razem na podłodze. Przed nimi butelka czerwonego wina za kilkadziesiąt złotych, Magda oparta o ramię męża, zaciskająca dłoń na kieliszku.

Przepraszam, nie chciałam podglądać twoich wiadomości. Nigdy wcześniej tego nie robiłam szepnęła przez łzy.

To ja przepraszam, iż w to się zamotałem odparł ściszonym głosem Szymon. Powinienem był od razu ci powiedzieć.

Dlaczego on cię o to poprosił?

Bo jestem jego przyjacielem. Dzień przed tym Darek kompromitował się przed tą dziewczyną.

Co się stało?

Przypadkiem rozlał na nią energetyka, zniszczył jej biały garnitur, zafarbował na niebiesko i potem już nie wiedział, jak się odezwać. Oczywiście znowu się zachował jak dzieciak. Pomóż mi, Szymon, nie dam rady!.

Zaczął żartobliwie naśladować przyjaciela, a Magda wybuchnęła śmiechem przez łzy.

To mój najlepszy kumpel od podstawówki. Żal mi go. Wziąłem jej numer, pomogłem mu, wszystko podkoloryzowałem, dorzuciłem żarcików i proszę bardzo.

Ale czemu do naszego mieszkania ją przyprowadził? Przecież mógł do hotelu

Pamiętasz, czemu ciągle mieszka z mamą?

Bo żałuje na wynajem I żeby mama robiła mu kotlety i prała skarpetki

No właśnie odparł z przekąsem Szymon.

Ale z niego dusigrosz! parsknęła Magda.

Przyjaźnimy się od dwudziestu lat powiedział Szymon. Chyba tylko przede mną nie wstydzi się być takim leniem.

Cóż Jesteś dobrym przyjacielem, Szymonie! mrugnęła Magda.

Po chwili spojrzała z niepokojem.

A o ile oni dalej tam są? Przecież nie będziemy spać w twoim biurze Jeszcze nie chcę wracać do domu Niech sobie posprzątają.

Szymon pocałował ją w czoło.

Nie jestem taki sknera jak Darek. Zasłużyliśmy na romantyczny wieczór.

Serio?! Chodźmy do hotelu?

Przytaknął. Wziął ją na barana, Magda śmiała się i próbowała wyswobodzić, on trzymał mocno.

Obiecuję dostarczę cię na miejsce w jednym kawałku!

Magda śmiała się tak, jakby kilka godzin wcześniej nie przeżyła końca swojego małżeństwa.

Idź do oryginalnego materiału