Tato, pamiętasz jeszcze Nadzieję Aleksandrownę Martynienko? Dziś już za późno, ale jutro przyjedź do…

polregion.pl 2 godzin temu

Tato, pamiętasz jeszcze Nadzieję Aleksandrownę Martynienko? Dziś już za późno, przyjedź jutro do mnie. Poznam cię z moim młodszym bratem oraz twoim synem. To wszystko, do zobaczenia.

Chłopiec spał tuż przy jej drzwiach. Irena zdziwiła się dlaczego dziecko śpi o tej porze w obcym korytarzu? Miała za sobą dziesięć lat pracy jako nauczycielka i nie potrafiła obojętnie przejść obok takiej sytuacji. Nachyliła się nad nim i delikatnie potrząsnęła jego chudym ramieniem:

Hej, młody człowieku, obudź się!

Co się dzieje? chłopiec z trudem podniósł głowę.

Kim jesteś? Dlaczego tutaj śpisz?

Ja nie spałem. Po prostu macie taki miękki wycieraczkę. Usiadłem i przymknęły mi się oczy, tak wyszło odpowiedział nieśmiało.

Irena od niedawna mieszkała w tej kamienicy w Warszawie. Kupiła kawalerkę po rozwodzie z mężem. Sąsiadów ledwie znała, ale od razu poznała, iż chłopiec nie należy do tego domu.

Miał może dziesięć, góra jedenaście lat, ubrany był w stare, choć czyste ubrania. Przestępował z nogi na nogę i podskakiwał, jakby coś go gnębiło.

Irena odgadła, o co chodzi:

No to biegnij, tylko szybko, spieszę się do pracy powiedziała, przepuszczając go do łazienki.

Popatrzył na nią z nieufnością swoimi niezwykłymi, jasnoniebieskimi oczami.

Bardzo rzadki kolor, pomyślała nagle. Podczas gdy chłopiec umył ręce, Irena gwałtownie przygotowała mu kanapkę z kiełbasą.

Proszę, zjedz coś.

Dziękuję! już stał w drzwiach. Uratowała mnie pani. Teraz spokojnie mogę poczekać.

Na kogo czekasz? dopytała Irena.

Na babcię Antoninę Pietrową. Mieszka tu niedaleko. Może pani zna?

Antoninę Pietrową trochę znam, ale dwa dni temu zabrali ją karetką do szpitala. Wracałam wtedy z pracy, widziałam jak ją wynosili.

Do którego szpitala? chłopiec zadrżał z niepokoju.

Wczoraj dyżurowała dwudziesta warszawska. Pewnie tam ją zawieźli.

Rozumiem. A pani jak się nazywa? wreszcie zapytał ratunkę chłopiec.

Irena Fedorowicz odpowiedziała, już w pośpiechu. W pracy bowiem natychmiast rzuciła się w wir szkolnych spraw, ale nie mogła przestać myśleć o spotkanym chłopcu.

Może to rozbudzony instynkt macierzyński? pomyślała z żalem Irena. Nigdy nie miała dzieci, dlatego i z mężem rozeszła się dość ze spokojem, odpuściła go innej kobiecie, tej, która urodziła mu córkę.

W przerwie zadzwoniła do szpitala; dowiedziała się, iż jej starsza sąsiadka przeszła udar. Rokowania nie były dobre bywa, mając już 78 lat.

Gdy po pracy wróciła, znów zobaczyła chłopca na korytarzu siedział na parapecie.

A ja na panią czekałem ucieszył się. Babci nie wypuszczą jeszcze długo, nie chcieli mnie choćby wpuścić.

Irena zapytała o imię.

Okazało się, iż to Fiedor. Tak się przedstawił nie Fiedzia, tylko Fiedor.

Nakarmionego i odświeżonego chłopca Irena postanowiła wypytać:

Uciekłeś z domu? Pewnie rodzice zmartwieni?

Nie mam rodziców. Mieszkam u ciotki.

To może ona się martwi?

Nie. Wiedziała, iż idę do babci. Nie wie, iż babcia jest w szpitalu. Nie chcę już tam wracać, mimo iż ciotka dobra i prawie nie pije, ale wujek codziennie zagląda do kieliszka i robi się zły. Mają już czworo dzieci, zaraz kolejne, i jeszcze ja. Straszono mnie, iż trafię do domu dziecka, a bardzo tego nie chcę. Nie jestem pani kłopotem? Mama mówiła, iż jestem nadpobudliwy, cały po tacie, taki sam jasnooki. Mamy nie ma już dwa lata.

Jak miała na imię twoja mama?

Nadzieja Aleksandrowną Martynienko. Była bardzo dobra i piękna. Pracowała jako sekretarka dyrektora w jednym z warszawskich zakładów chemicznych, nie pamiętam jak się nazywał.

A tata? Irena spoważniała.

Nie miałem taty. Nigdy nie miałem Fiedor posmutniał.

Irena nagle zrozumiała, dlaczego spotkanie z chłopcem o tak niezwykłych oczach tak nią wstrząsnęło. Oczy! Te oczy widziała tylko u jednej osoby: swojego ojca.

A jej ojciec był dyrektorem fabryki!

Z zaskoczenia aż zabrakło jej tchu. Romans dyrektora z sekretarką co może być bardziej banalnego? Wiedział o tym dziecku? Widział, kiedy znikała z pracy? Chciałby ją odnaleźć?

Nazwać chłopca jego imieniem, znaczy mocno kochała Irena była jedynaczką. Jako dziecko marzyła o rodzeństwie.

Skocz mi do sklepu po chleb, dobrze? Sklep jest po drugiej stronie ulicy Irena wyprawiła Fiedora.

Natychmiast zadzwoniła do ojca:

Tato, pamiętasz Nadzieję Aleksandrownę Martynienko? Dziś już późno, jutro przyjedź, zabiorę cię do siebie, poznasz swojego młodszego syna i mojego brata. To wszystko, do jutra! i odłożyła słuchawkę.

Pościeliłam ci na kanapie w salonie. Weź prysznic i połóż się, odpocznij powiedziała Fiedorowi, gdy wrócił.

Nie wiedziała jeszcze, co będzie dalej, ale wiedziała na pewno jedno: nie odda brata pod opiekę niezaradnych krewnych, a tym bardziej do domu dziecka!

Ojciec przyjechał wcześnie rano. Zwykle w soboty Irena długo spała, tej nocy jednak nie zmrużyła oka.

Ojca kochała. Zawsze był w przeciwieństwie do matki obecny w jej życiu, zaangażowany, wspierający. To on zachęcił ją, by studiowała pedagogikę, gdy matka krzyczała, iż tylko plebs i nieudacznicy wybierają taki zawód. Matka zresztą za plebs się nie uważała, choć pochodziła ze wsi. Ojciec pobłogosławił jej małżeństwo z wielkiej miłości, potem ocierał łzy po rozstaniu.

Ojciec wyglądał, jak zawsze: elegancki, niewzruszony, w wyprasowanych spodniach, wypolerowanych butach, pachnący drogimi perfumami.

Co ty wymyśliłaś, iż niby brata znalazłaś? Nie spałem całą noc, denerwowałem się zaczął już od progu.

Ciszej, mój gość jeszcze śpi wprowadziła go do kuchni. Siadaj, napewno jesteś głodny.

Przy śniadaniu wprowadziła go w całą sprawę.

Dziwne to wszystko podsumował ojciec. Owszem, była u mnie sekretarka Nadzieja Martynienko, młoda, zdolna, piękna, patrzyła na mnie zakochanymi oczami Byłem już w wieku, ale po męsku trudno było mi się oprzeć Przyznaję, nie oparłem się. Wiem, to nie w porządku, ale taka natura mężczyzn. Doceniałem jej zauroczenie mną, choć nie miałem zamiaru odchodzić od twojej matki.

Kiedyś Nadzieja zapytała mimochodem, czy nie chciałbym mieć syna. Powiedziałem, iż wystarczy mi córka, na syna za późno.

Wkrótce powiedziała, iż jej matka ciężko zachorowała i wyjechała, biorąc długi urlop, gdzieś na wieś. Tymczasowo zatrudniono inną sekretarkę. Po roku Nadzieja wróciła, wypiękniała jeszcze bardziej.

Zażartowałem wtedy wyszła pani za mąż, urodziła synka? Odpowiedziała, iż tak, ma męża, dobrego człowieka. Mieszkają w wynajętej kawalerce, nazwiska nie zmieniła.

Teraz to przecież wszyscy żyją jak po cywilnemu. Potem w naszych relacjach nie było już żadnej bliskości ona układała sobie życie ze swoim mężem, ja z twoją matką. Parę lat temu Nadzieja poważnie zachorowała i zmarła. Dowiedziałem się, podpisując wniosek o zapomogę dla rodziny. Wielka szkoda, taka młoda.

Nie rozumiem, dlaczego mi przypisujesz syna, córciu. Przecież ona miała męża zakończył opowieść.

W tej chwili obudził się gość. Grzecznie wszedł do kuchni i przywitał się, a ojciec nagle zbladł na jaw wyszło uderzające podobieństwo.

Poznajmy się zaproponował, wyciągając drżącą rękę. Fiedor Mikołaj Fedorowicz.

Fiedor Fiedorowicz Martynienko odpowiedział chłopiec, ufnie wkładając dłoń w jego silną rękę. Oboje równocześnie unieśli brwi ze zdziwienia.

Dziś chyba tylko Fiedorów u mnie w domu zaśmiała się Irena ze wzruszeniem.

Fiedor junior poszedł się umyć, a ojciec po chwili powiedział cicho:

Nic z tego nie rozumiem. Jakbym sam siebie z dzieciństwa zobaczył! Przecież ona miała męża!

To nieprawda, tato. Pojechała na wieś, żeby urodzić i wszystko ukryć przed tobą odparła Irena. Sprawdź w dziale kadr, kiedy była na urlopie macierzyńskim. Wymyśliła męża, żeby nie mieć do ciebie pretensji. Widać, iż mocno cię kochała. Fiedor zarzeka się, iż ojca nigdy nie miał. Rozumiesz? Nigdy!

Poczekaj powiedział ojciec Nadzieja była jedynaczką. Jej matka też już dawno nie żyje. Skąd więc ta ciotka i babcia?

Na to odpowiedział Fiedor, słyszał już rozmowę:

Mówią państwo o mojej mamie? Ciotka Walentyna nie jest naprawdę moją ciotką, tylko daleką krewną. Przyjechali do miasta, kiedy mama nie wstawała już z łóżka. A babcia Tonina to mama ciotki Wali. Po śmierci mamy zabrali mnie do siebie. Z wynajmowanego mieszkania musiałem się wyprowadzić. Rodzina wzięła mnie do siebie, dostają za mnie jakieś pieniądze. Wujek cały czas narzeka, iż za mało.

A pana, panie Fiedorze Mikołaju, pamiętam! Mama trzymała pańskie zdjęcie na toaletce później włożyła je do albumu. Myślałem, iż to jej ulubiony artysta. Pytałem: Kto to? Obiecała, iż jak dorosnę, mi opowie.

Irena nakarmiła Fiedora śniadaniem i wysłała go na poranny seans do kinoteatru niedaleko domu.

I co, tato, masz jeszcze wątpliwości? zapytała potem Irena.

Chyba nie, ale testy DNA i formalności sądowe nas czekają odparł ojciec.

Potem pojawiła się histeria, udawany kryzys zdrowotny i rzekomy zawał żony Fiedora Mikołaja Ludmiły Janiny. gwałtownie jednak ochłonęła i wyjechała nad morze. Chłopca zobaczyła dużo później.

Fiedor przypadł jej do gustu, ale nie chciała go wychowywać. Z wizytą tak, na stałe nie. Zdrowie nie pozwala. Pomoc domowa to nie opiekunka! oznajmiła.

Nikt jej nie namawiał. Fiedor Mikołaj spędzał z synem coraz więcej czasu, a każda chwila sprawiała mu prawdziwą radość. Zdumiewało go, jak wiele ich łączy: nie znosili kaszy manny i uwielbiali koty.

Lecz żona ojca była uczulona na koty, a Fiedor junior nigdy nie miał swojego mieszkania, by przygarnąć kociaka.

Obaj mieli identyczną wadę wymowy, delikatnie sepleniąc. I nie wspominając już o niezwykłym podobieństwie

Po długich formalnościach ojcostwo zostało uznane, co trwało niemal dwa miesiące. Fiedor Mikołaj wezwał syna do siebie:

Od dziś jesteś oficjalnie moim synem. Masz nowy dokument. Rozumiesz, zawsze byłeś moim synem, tylko nie wiedziałem, iż istniałeś. Wybacz mi, jeżeli możesz!

Nie musisz nazywać mnie tatą, jak chcesz mów. Wiedz tylko, iż nie jesteś już sam. Masz wsparcie i rodzinę jestem twoim ojcem. Irenę siostrę.

Ja od razu wiedziałem, iż jest pan moim tatą uśmiechnął się Fiedor. Gdy tylko pana zobaczyłem.

Dzieci są dziś tak błyskotliwe westchnął ojciec i przytulił syna.

Irena zauważyła łzy w oczach ojca, ale zaraz się opanował. Fiedor zamieszkał z Ireną, do Ludmiły Janiny chodził tylko w odwiedziny, a ojciec przyjeżdżał codziennie. Razem z Ireną wzięli kociaka.

Starszy pan rozdawał kocięta za darmo pod supermarketem Fiedor wybrał najsłabszego. Nazwali go Mruczek. W tej chwili Fiedor po raz pierwszy od dawna poczuł, iż jest naprawdę szczęśliwy.

PS:
Fiedor Mikołaj postawił biały marmurowy pomnik na grobie Nadziei.

Często z Fiedorem przywożą tam kwiaty.

Pewnego razu, kładąc świeże kwiaty, Fiedor powiedział:

Wiesz, tato, mama dzień przed śmiercią powiedziała, żeby za bardzo nie płakać. Nie zniknie na zawsze, po prostu przejdzie do innego świata i stamtąd będzie się mną opiekować. Powiedziała też, iż choćby stamtąd postara się mi pomagać. I teraz wiem, iż to ona sprawiła, iż odnalazła mnie Irena, a potem i ty! Jestem tego pewien! Wierzysz mi, tato?

Oczywiście, iż wierzę odpowiedział ojciec.

Idź do oryginalnego materiału