Tato, poznaj moją przyszłą żonę i swoją synową, Wiktorię! błyszczał szczęściem Bartek.
Kto?! zapytał zdumiony profesor, doktor nauk Roman Filimonowicz. jeżeli to żart, to niezbyt udany!
Mężczyzna z niesmakiem przyglądał się paznokciom na mocnych palcach synowej. Od razu pomyślał, iż ta dziewczyna chyba nie wie, co to woda i mydło. Jak inaczej wytłumaczyć ten brud za paznokciami?
Matko Boska! Jak dobrze, iż moja Lala nie dożyła do takiej hańby! Przecież zawsze staraliśmy się wychować Bartka w najlepszych manierach przebiegło mu przez myśl.
To żadna żart! powiedział stanowczo Bartek. Wiktoria zamieszka z nami, a za trzy miesiące bierzemy ślub. jeżeli nie chcesz uczestniczyć w mojej uroczystości, poradzę sobie bez ciebie!
Dzień dobry! uśmiechnęła się Wiktoria i pewnym krokiem ruszyła do kuchni. Przywiozłam pierogi, konfiturę z malin, suszone borowiki wyliczała produkty, które wyciągała ze swojej zużytej torby.
Roman Filimonowicz aż złapał się za serce, zobaczywszy, jak Wiktoria rozlała konfiturę na śnieżnobiałą, własnoręcznie haftowaną serwetę.
Bartek! Opamiętaj się! jeżeli robisz to na złość, przestań To okrutne! Skąd wytrzasnąłeś tę nieokrzesaną wieśniarę? Nie pozwolę jej mieszkać w moim domu! wołał profesor z rozpaczą.
Kocham Wiktorię. Moja żona ma prawo żyć w moim mieszkaniu! zakpił Bartek.
Roman Filimonowicz pojął, iż syn się z nim znęca. Nie wdając się w dalszą dyskusję, poszedł do swojego pokoju.
Ostatnio ich relacje bardzo się zmieniły. Po śmierci matki Bartek stał się zbuntowany. Porzucił studia, postępował niegrzecznie wobec ojca i prowadził lekkie życie.
Roman Filimonowicz miał nadzieję, iż syn się zmieni. Że znowu będzie rozsądny i dobry. Ale z każdym dniem Bartek oddalał się coraz bardziej. A dziś wprowadził do domu tę dziewczynę ze wsi. Przecież wiedział, iż ojciec nigdy nie zaakceptuje jego wyboru
Po krótkim czasie Bartek i Wiktoria wzięli ślub. Roman Filimonowicz nie pojawił się na uroczystości, nie chciał przyjąć niewygodnej synowej. Bolało go, iż miejsce Lali, wspaniałej gospodyni, żony i matki, zajęła ta nieukończona dziewczyna, która choćby dwóch słów nie potrafiła złożyć.
Wiktoria, jakby nie widząc niechęci teścia, starała się we wszystkim mu przypodobać, ale tylko się pogarszało. Profesor nie widział w niej żadnej zalety, tylko jej brak wychowania i wiejskie maniery
Bartek, po krótkim epizodzie bycia wzorowym mężem, znów zaczął pić i balować. Ojciec słyszał często kłótnie młodych, ciesząc się w głębi ducha, iż Wiktoria w końcu odejdzie z jego domu.
Panie Romanie! wbiegła kiedyś synowa zapłakana. Bartek chce rozwodu, wyrzuca mnie na ulicę, a ja jestem w ciąży!
Po pierwsze, czemu na ulicę? Przecież masz gdzie wracać Jedź do siebie, do swojej wsi. A to, iż jesteś w ciąży, nie daje ci prawa mieszkać tu po rozwodzie. Wybacz, ale nie będę się wtrącał w wasz konflikt powiedział mężczyzna, w duszy ciesząc się, iż w końcu pozbędzie się natrętnej synowej.
Wiktoria zapłakana poszła pakować rzeczy, nie rozumiejąc, czemu teść ją znienawidził od pierwszego spotkania. Dlaczego Bartek potraktował ją jak psa i wyrzucił na bruk? Cóż, jest ze wsi Ale przecież też ma uczucia
***
Minęło osiem lat Roman Filimonowicz mieszkał w domu spokojnej starości. Starszy pan wyraźnie podupadł na zdrowiu. Oczywiście, Bartek gwałtownie zorganizował mu tam miejsce, żeby nie musieć się nim zajmować.
Staruszek już się pogodził ze swoim losem, wiedząc, iż nie ma innego wyjścia. Przez całe życie uczył ludzi miłości, szacunku i troski. Do dziś dostaje listy wdzięczności od byłych uczniów Ale własnego syna nie potrafił wychować na człowieka
Roman, masz gości powiedział współlokator wracający ze spaceru.
Kto? Bartek? wymknęło się starszemu panu, chociaż wiedział, iż to nierealne. Syn nigdy by go nie odwiedził, za bardzo go nienawidził
Nie wiem, pielęgniarka mi tylko powiedziała, żebym cię zawołał. No, rusz się! uśmiechnął się kolega.
Roman wziął laskę i powoli ruszył z dusznego pokoiku. Schodząc po schodach, zobaczył ją z oddali i od razu poznał, mimo upływu lat.
Witaj, Wiktorio powiedział cicho, spuszczając wzrok. Chyba przez cały czas czuł wyrzuty sumienia wobec tej szczerej, dobrej dziewczyny, której nie wsparł osiem lat temu
Pan Roman?! zdziwiła się kobieta o rumianych policzkach. Ależ się pan zmienił Choruje pan?
Trochę uśmiechnął się smutno. Co cię tu sprowadza? Skąd wiedziałaś, gdzie jestem?
Powiedział Bartek. Wie pan, on nie chce mieć kontaktu z naszym synem. A chłopak wciąż pyta, czy może odwiedzić tatę albo dziadka Jaś nie jest winien temu, iż go nie uznajecie. Brakuje mu kontaktu z rodziną. Zostaliśmy z nim sami mówiła łamiącym się głosem. Przepraszam, iż w ogóle tutaj przyszłam.
Zaczekaj! poprosił staruszek. Ile lat ma już Jasiek? Pamiętam, ostatnio wysłałaś zdjęcie, miał ledwie trzy latka.
Jest tu, przy wejściu. Zawołać go? zapytała niepewnie Wiktoria.
Jasne, córciu, wołaj! ucieszył się Roman Filimonowicz.
Do holu wszedł rudawy chłopiec, cała kopia Bartka. Jasiek niepewnie podszedł do dziadka, którego nigdy nie widział.
Cześć synku! Ale z ciebie już kawaler rozpłakał się staruszek, obejmując wnuka.
Rozmawiali długo, spacerując po jesiennych alejkach wokół domu opieki. Wiktoria opowiadała o trudnym życiu, o śmierci mamy i o codziennej walce, żeby utrzymać dzieci i gospodarstwo.
Przepraszam cię, Wiktorio! Bardzo cię skrzywdziłem. Przez całe życie uważałem się za mądrego, wykształconego człowieka, ale dopiero teraz rozumiem, iż liczy się szczerość i serce odezwał się staruszek.
Panie Romanie, mam do pana propozycję uśmiechnęła się Wiktoria, nieco zawstydzona. Proszę do nas przyjechać! Pan jest samotny, my z Jasiem też Tak bardzo potrzebujemy bliskiej osoby obok.
Dziadku, jedź z nami! Będziemy razem chodzić na ryby i do lasu na grzyby U nas na wsi jest przepięknie i miejsca w domu wystarczy dla wszystkich! prosił Jasiek, trzymając dziadka za rękę.
Jedźmy! rozpromienił się Roman Filimonowicz. Dużo zawaliłem w życiu Bartka, ale może chociaż tobie dam coś, czego nie dałem jemu. Nigdy nie byłem na wsi. Mam nadzieję, iż mi się spodoba!
Na pewno, będzie panu dobrze! zaśmiał się Jasiek.




