No wiesz co, muszę Ci coś opowiedzieć bo aż mnie trzęsie, jak sobie przypomnę! Wyobraź sobie, siedzimy z Martą przy kuchennym stole, a teściowa, pani Halina, wpada z tekstem:
No i kiedy wreszcie mój syn doczeka się wnuka? od razu zaczęła, krzywo patrząc na Martę.
Przecież sama pani wie, iż od trzech lat się staramy Marta wzdycha ciężko, bo wiesz, to już nasza rutyna, każde rodzinne spotkanie zaczyna się tak samo. Co ona ma zrobić, lekarze mówią, iż ani u niej, ani u Tomka nie widzą problemów.
Właśnie. Tyle lat po ślubie, a wnuka jak nie było, tak nie ma teściowa tylko z przekąsem się uśmiecha. Pewnie miałaś burzliwą młodość, co?
Pani Halino, może wystarczy tych insynuacji? Marta już nie wytrzymała i zamknęła laptopa. Koniec pracy na dziś. Daję pani powody? I w ogóle proszę tak do mnie nie mówić!
A co zrobisz? teściowa tylko prychnęła i zerknęła z udawanym zdziwieniem. Poskarżysz się Tomkowi? Nie boisz się, iż stanie po mojej stronie? W końcu jakby nie patrzeć jestem jego matką.
Marta nie zamierzała się kłócić trzask drzwi wystarczył za całą odpowiedź. I oczywiście Tomkowi nic nie mówiła, nie dlatego, iż bała się jego reakcji, po prostu nie chciała go martwić.
********************************
Powiem Ci, iż ich relacje z zaczętą-matką od początku były na nożu. Pani Halinie nie pasowało dosłownie wszystko: za zwyczajna uroda, źle się ubiera, gotuje nie po jej myśli Można by wymieniać bez końca. Do ślubu była wręcz przeciwna, ale Tomek potrafił postawić na swoim.
Zrobili kameralne wesele i zaraz potem wynieśli się do własnego mieszkania na drugim końcu Poznania. Wszyscy mieli od siebie trochę spokoju.
Niestety, po paru miesiącach teściowa znalazła sobie nową przyczynę czepialstwa: brak dzieci.
Na początku Marta żartowała, iż chcą się jeszcze sobą nacieszyć, skupić na pracy, a wtedy pani Halina od razu dzieci to powinniście mieć jak najszybciej, najlepiej przynajmniej dwoje.
Pod naciskiem teściowej Marta zaczęła próbować badania, leki, wszystko, co możliwe. Trzy lata starań i nic. Jakiś lekarz choćby zasugerował, iż może to kwestia psychiki, na co pani Halina tylko roześmiała się i poradziła zmienić lekarza.
********************************
Po kolejnej kłótni Marta przewijała fejsa, żeby się trochę odstresować, aż nagle trafiła na post kobiety pracującej w domu dziecka. I się w niej coś poruszyło. A może może adopcja? Skoro są dzieci, które marzą o rodzinie
Pomyślała chwilę: czy zdołałaby pokochać takie dziecko jak swoje? Ale przed oczami cały czas widziała tę rozpromienioną buźkę z wyciągniętymi rączkami. Zaczęła więc szukać informacji, przeglądać fora, blogi. Tak, kupa papierów, zaświadczeń i badań, ale jej determinacja była większa niż lęk przed biurokracją.
Najważniejsze było przekonać Tomka chociaż zupełnie niepotrzebnie się tym stresowała, bo Tomek od razu powiedział bierzemy malutkie, prosto z interwencji. I tak się umówili.
Po kilku miesiącach w ich życiu pojawiła się malutka Anielka, pięciomiesięczna, z ogromnymi oczami. Pokochali ją od pierwszej minuty. Oczywiście teściowa robiła wielkie sceny, ale Tomek jasno powiedział, iż jak się nie opanuje, to pakują manatki i wyjeżdżają do Gdańska. Musiała się ugryźć w język, a przed sąsiadkami udawała, iż za wnuczką szaleje.
Mijały lata. Anielka poszła do pierwszej klasy, zaprzyjaźniła się z połową klasy, była serdeczna, życzliwa, wrażliwa. Marta była z niej mega dumna.
W zeszłe lato całą rodziną pojechali nad Bałtyk. Cud słońce, szum fal, ciepły piasek pełnia szczęścia. Zwłaszcza iż teściowa daleko, więc nikt nie psuje humoru.
Pod koniec urlopu Marta zaczęła się dziwnie czuć, ale nie chciała robić zamieszania, nikomu nie mówiła. Po powrocie do domu od razu poszła do lekarza.
Tomek, jak to on, od razu się domyślił, iż coś jej jest, i kazał wracać wcześniej z wakacji, obiecując, iż drugi wyjazd nad morze odbędą w święta. Marta nie miała wyjścia.
Wyniki badań były powiem Ci szczerze szokiem, ale takim z tych radosnych. No, Marta była w ciąży! Najbardziej uradowana była Anielka, która od razu zaczęła snuć plany, jak będzie się opiekować bratem.
Oczywiście pani Halina dowiedziała się dopiero, jak brzuszek był wyraźny, bo u nas takich rzeczy się długo nie trzyma w tajemnicy. Wstrzeliła się w moment, gdy Marta akurat sama była w domu i przyszła ze swoim genialnym pomysłem.
Nie będę choćby pytać, czemu wcześniej nie powiedzieliście ledwo przekroczyła próg, zaczęła się przyglądać brzuszkowi. Mam do ciebie inne pytanie
Jakie? Marta przeczuwając coś niedobrego, zmarszczyła brwi.
Kiedy oddacie Anielkę z powrotem do domu dziecka zupełnie poważnie. Teraz będziecie mieli własne, to po co wam cudze?
Marta dosłownie zaniemówiła. Jak można mówić takie rzeczy o dziecku, o osobie, bez której ich rodzina już nie istnieje?
Pani sobie żartuje?
Jak najbardziej poważnie. teściowa uniosła się dumą. No to jak? Kiedy?
Proszę stąd wyjść Marta aż się trzęsła ze złości, ledwo powstrzymując się, żeby nie rzucić się z pięściami. I niech pani więcej tu nie zagląda.
Wyprowadziła ją za drzwi i próbowała się uspokoić. Dzwonić do Tomka? Miał ważne zebranie, szkoda go wytrącać z rytmu Ale trzeba będzie z nim to przedyskutować.
**********************************
Pani Halina wkurzona poleciała prosto do biura Tomka. Bez pytania wpadła do gabinetu.
Twoja żona właśnie mnie wyrzuciła jak jakąś menelkę!
Cześć, mamo westchnął Tomek. Co takiego jej powiedziałaś, iż aż tak ją obeszło?
Zapytałam tylko, kiedy oddajecie tą dziewuchę do domu dziecka rozsiadła się w fotelu, patrząc obrażona. W końcu będzie własny potomek, trzeba mu poświęcić czas i pieniądze
Jak ty możesz w ogóle tak mówić?! Tomek aż złamał długopis w palcach. Nigdy w życiu nie oddamy Ani. To moja córka, czy ci się to podoba, czy nie.
Z jakiej racji? Przecież to tylko przybłęda. Jest już duża, wytłumaczycie jej, zrozumie
choćby nie próbuj! rzucił długopisem i walnął pięścią w biurko. Zrozumiałaś mnie?
A niby jak mnie powstrzymasz? wzruszyła ramionami i wyszła. Ta dziewczyna nie pasuje do naszej rodziny. Zrobię wszystko, żeby to zmienić.
Tomek siedział przez chwilę w milczeniu. Sekretarka weszła cicho, przepraszając, iż ją przepuściła, ale choćby jej nie odpowiedział. Myślał już tylko o jednym: co dalej.
W końcu sięgnął po telefon
**********************************
Marta szła wolno przez park, patrząc z dumą jak Anielka bawi się z rocznym braciszkiem. Nowa rola starszej siostry bardzo jej pasowała.
Na ławce dwie kobiety plotkowały o synowych, więc Marta, chcąc nie chcąc, pomyślała o teściowej.
Po tamtej wizycie kontakt się urwał. W tydzień Tomek spakował rodzinę i wywieźli się pod Kraków. To była jedyna szansa, żeby uchronić Anielkę przed ujawnieniem tajemnicy adopcji przez teściową.
Teraz żyją spokojnie. Córka, synek, a w drodze już kolejny maluch.
Tomek czasem dzwoni do ojca. Dowiaduje się, iż matka nie odpuszcza, tylko teraz męczy świeżo poślubioną siostrę Tomka. Mówiąc szczerze, Tomek trochę jej współczuje, ale każda rodzina ma swoje życie.
A oni są teraz naprawdę szczęśliwi. I tego wszystkim życzę żeby żyć po swojemu, bez toksycznych ludzi dookoła.













