Teraz będziecie mieli własne dziecko, więc czas, żeby ona wróciła do domu dziecka
Kiedy wreszcie mój syn doczeka się wnuka? zapytała z irytacją teściowa, Barbara Nowak, spoglądając na mnie znad stołu. Jej wzrok był chłodny, a zniecierpliwienie aż biło z głosu.
Pani sama dobrze wie, iż od trzech lat bezskutecznie staramy się o dziecko westchnęłam ciężko, z trudem zatrzymując łzy. Każde nasze spotkanie zaczyna się od tego samego pytania. Co mogę jeszcze zrobić? Przecież lekarze twierdzą, iż ani ja, ani Kuba nie mamy żadnych problemów.
No właśnie. Tyle lat jesteście małżeństwem, a dziecka przez cały czas brak prychnęła z pogardą. Pewnie przeszłaś bogatą młodość.
Pani Barbaro, co to za insynuacje? nie wytrzymałam, zamykając gwałtownie laptopa. Pracy i tak dziś nie będzie. Czy ja pani kiedyś dałam powód do takich słów? I proszę zmienić ton!
A co mi zrobisz? udawała zdziwienie. Poskarżysz się Kubie? Nie boisz się, iż stanie po stronie matki? W końcu to ja go wychowałam.
Odpowiedziałam milcząc, zamykając z trzaskiem drzwi. Oczywiście nie zamierzałam mówić o tym Kubie. Nie chodziło choćby o to, iż opowiedziałby się po stronie matki, po prostu nie chciałam mu tym dokładać.
***
Relacje z teściową od początku nie układały się najlepiej. Nie odpowiadało jej we mnie adekwatnie wszystko wygląd, sposób bycia, gotowanie, ubrania… Lista była długa i otwarta. Pani Barbara od samego początku sprzeciwiała się naszemu związkowi, próbując wpływać na Kubę. Na szczęście umiał postawić na swoim.
Wzięliśmy ślub. Teściowa przez chwilę wydawała się nieco spokojniejsza, głównie dlatego, iż zamieszkaliśmy w mieszkaniu na drugim końcu Warszawy, z dala od jej mieszkania na Pradze.
Jednak nie upłynęło pół roku, gdy znalazła nowy powód do szemrania brak dziecka.
Na początku próbowałam żartować: jesteśmy młodzi, chcemy się jeszcze nacieszyć sobą, zrobić karierę. Ale ona za każdym razem powtarzała, iż najlepiej urodzić szybko, i iż dzieci powinno być więcej niż jedno.
Pod presją narastającego ciśnienia zaczęłam się starać, choć nie ukrywam, iż stres był coraz większy. Przeszłam przez mnóstwo badań, łykałam lekarstwa, jednak bez efektu.
Jeden z lekarzy sugerował, iż problem może tkwić w moim stanie psychicznym. Pani Barbara tylko się z tego śmiała i doradziła zmianę specjalisty.
***
Po kolejnym nieudanym spotkaniu z teściową bezwiednie przewijałam feed na Facebooku, próbując się czymś zająć. Zdjęcia dzieci ściskały serce bardzo chciałam zostać matką. Ale nie dla niej, nie po to, by spełnić oczekiwania, tylko dla siebie.
Zatrzymałam się na poście kobiety opisującej pracę w domu dziecka. Tyle dzieciaków, które nie mają rodziców Przez chwilę się zawahałam. Czy mogłabym pokochać obce dziecko jak własne? W głowie pojawił mi się obraz uśmiechniętej dziewczynki, wyciągającej do mnie rączki. Zdecydowana, zabrałam się do szukania informacji.
Formalności mnóstwo papiery, badania, biurokracja Ale chęć bycia matką była silniejsza niż obawy.
Pozostało przekonać Kubę. Bałam się, jak przyjmie mój pomysł, ale zgodził się szybciej, niż się spodziewałam. Zasugerował nawet, byśmy wybrali maluszka z domów niemowląt. I na tym stanęło.
Po pewnym czasie nasza rodzina powiększyła się o małą, pięciomiesięczną Antoninę. Pokochaliśmy ją od pierwszego spotkania, jedyną przeciwniczką była oczywiście Barbara Nowak. Ale jej zdanie nikogo już nie interesowało Kuba zagroził, iż się wyprowadzimy daleko, jak tylko zacznie znowu robić awantury. Musiała się pogodzić z sytuacją i na pokaz przed innymi udawać zachwyconą babcię.
Minęło siedem lat. Tosia skończyła pierwszą klasę, była uwielbiana przez koleżanki i kolegów, serdeczna i sumienna. Z dumą patrzyłam na moją córeczkę.
Latem pojechaliśmy nad Bałtyk. Ciepły piasek, słońce, szum fal… Czego chcieć więcej do szczęścia? Zwłaszcza, iż teściowa została w Warszawie i nie mogła psuć mi humoru.
Pod koniec urlopu zaczęłam się gorzej czuć. Nie wspominałam nikomu, nie chciałam ich martwić. Po powrocie do domu jednak od razu poszłam do lekarza.
Kuba zauważył, iż źle się czuję, i nalegał, byśmy wrócili wcześniej, obiecując, iż zimą pojedziemy jeszcze raz na ferie. Nie miałam sił się sprzeciwiać.
Wyniki badań były dla nas szokujące, ale bardzo radosne: będziemy mieli kolejne dziecko. Tosia cieszyła się najbardziej już widziała siebie jako starszą siostrę.
Barbara Nowak dowiedziała się o mojej ciąży dopiero kilka miesięcy później, gdy już ciężko było to ukryć. Wykorzystała moment, gdy byłam sama w domu i przyszła w odwiedziny.
Nie będę pytać, dlaczego nie powiedzieliście wcześniej oznajmiła od progu, mierząc wzrokiem mój brzuch. Mam jedno pytanie.
Jakie? poczułam, jak ciemnieje mi w oczach.
Kiedy oddacie Antoninę z powrotem do domu dziecka powiedziała całkiem poważnie. Teraz będziecie mieć własne dziecko, przybranej już nie potrzebujecie.
Przez chwilę nie dowierzałam własnym uszom. Jak można tak mówić? Jak można porzucić dziecko, które stało się częścią naszej rodziny?
Pani żartuje?
Skąd! wzruszyła ramionami. Więc kiedy?
Proszę stąd wyjść wyszeptałam, hamując złość. I niech się pani więcej tu nie pojawia.
Odprowadziłam ją do drzwi, nie oglądając się za siebie. Zadzwonić do Kuby? Chciałam, ale miał dzisiaj bardzo ważne spotkanie. Nie chciałam mu przerywać Ale rozmowa będzie konieczna.
***
Wściekła kobieta od razu pojechała do pracy do syna. Zignorowała sekretarkę i wbiegła do jego gabinetu.
Twoja żona wywaliła mnie za drzwi jak jakąś intruzkę!
Cześć, mamo westchnął Kuba. Co jej powiedziałaś, iż aż tak zareagowała?
Tylko spytałam, kiedy oddacie tę dziewczynkę do domu dziecka usiadła, patrząc na niego oskarżycielsko. W końcu będziecie mieć swoje, jemu trzeba będzie więcej uwagi i pieniędzy.
Jak możesz w ogóle takie rzeczy mówić?! Kuba aż złamał długopis w ręku. Tosia jest moją córką i nigdzie jej nie oddamy, niezależnie od tego, co myślisz.
Skąd niby? Przecież to przybrana, już duża, zrozumie, jak jej wyjaśnisz.
Nie waż się jej niczego sugerować rzucił złamanym długopisem, uderzając pięścią w biurko. Rozumiesz?
Ciekawe, jak mnie powstrzymasz? uśmiechnęła się złośliwie, wychodząc z gabinetu. Ona nie pasuje do naszej rodziny i nie powinno jej tu być.
Kuba długo patrzył na zamykające się drzwi. Sekretarka przeprosiła, iż nie powstrzymała mamy, ale on choćby jej nie odpowiedział. Musiał podjąć decyzję.
Wybrał numer na telefonie…
***
Wychodziłam wolno z Tosią i naszym rocznym synkiem, patrząc jak energicznie kręci się wokół dzieciaka. Jak na starszą siostrę, brała swoją rolę bardzo poważnie.
Na jednej z ławek w parku siedziały dwie kobiety, obmawiając swoje synowe. Moje myśli niechcący powędrowały do teściowej.
Po tamtej fatalnej wizycie już jej nie widziałam. W ciągu tygodnia Kuba spakował nas i przeprowadził kilkaset kilometrów, do Trójmiasta wiedział, iż to jedyny sposób, aby nie zniszczyć Tosi życia. Z matką było pewne, iż rozpowie wszystkim, iż nasza córka jest adoptowana.
Teraz prowadzimy spokojne, szczęśliwe życie. Mamy naszą Antosię, małego Adasia, a niedługo pojawi się kolejna pociecha.
Kuba czasem dzwoni do ojca. Od niego wie, iż Barbara nie odpuszcza teraz zganiała się na świeżo poślubionej córce. Kuba jej współczuł, ale wyglądało na to, iż siostra nie ma nic przeciwko.
Każdy układa sobie życie, jak chce. Patrząc dziś na moją rodzinę czuję szczęście, o jakim zawsze marzyłam. I każdemu tego życzę.





