Teraz będziecie mieli własne dziecko, a ją czas oddać z powrotem do domu dziecka

newsempire24.com 1 miesiąc temu

Kiedy w końcu mój syn doczeka się potomka? Wiesława Nowak z irytacją spojrzała na siedzącą przy stole synową.

Doskonale pani wie, iż od trzech lat próbujemy mieć dziecko westchnęła ciężko Magdalena, dla której każda wizyta teściowej zaczynała się od tego samego pytania. Co mogła zrobić? Lekarze twierdzili, iż zarówno u niej, jak i u Piotra, nie ma żadnych problemów.

No właśnie. Jesteście małżeństwem tyle czasu, a dziecka ani widu, ani słychu kobieta skrzywiła się pogardliwie. Pewnie miałaś bardzo hulaszczą młodość.

Pani Wiesławo, czy może pani przestać z tymi insynuacjami? nie wytrzymała Magdalena, zatrzaskując laptopa. O pracy na dziś mogła zapomnieć. Dawałam pani powód? I proszę przestać mówić do mnie w taki sposób!

A bo co? teściowa udała zdziwienie. Pożalisz się Piotrowi? Nie boisz się, iż stanie po mojej stronie? Jestem w końcu jego matką.

Odpowiedzią było trzask zamykanych drzwi. Oczywiście Magdalena nie miała zamiaru nic mówić mężowi. Nie dlatego, iż stanąłby po stronie matki nie chciała go po prostu martwić.

**************************************************

Relacje Magdaleny z teściową od początku układały się fatalnie. Wiesławie nie podobało się w niej dosłownie wszystko: zbyt zwyczajna uroda, nieodpowiednie ubrania, obiad nigdy dość dobry Lista zarzutów zdawała się nie mieć końca. Nowakowa stanowczo sprzeciwiała się ich związkowi, naciskała na syna. Na szczęście Piotr twardo obstawał przy swoim.

Wzięli ślub, co trochę uspokoiło Wiesławę. Duże znaczenie miał fakt, iż młodzi przeprowadzili się na własne mieszkanie po drugiej stronie Krakowa.

Nie minęło jednak pół roku, a znalazł się nowy powód do krytyki brak dziecka.

Najpierw Magdalena żartowała, iż są jeszcze młodzi i chcą się nacieszyć sobą, poza tym kariera też jest ważna. Na co Wiesława odpowiadała, iż dzieci trzeba rodzić jak najwcześniej, najlepiej od razu całą gromadkę.

W końcu Magdalena ugięła się pod naciskiem apodyktycznej teściowej i tu zaczął się problem. Przez trzy długie lata przechodziła badania, zażywała tabletki, ale wszystko na nic.

Jeden z lekarzy zasugerował, iż może to kwestia stresu, na co matka Piotra jedynie parsknęła śmiechem i doradziła zmianę lekarza.

******************************************

Po kolejnym nieprzyjemnym spotkaniu z teściową Magdalena bezwiednie przewijała Facebooka. Zdjęcia dzieci ściskały jej serce tak bardzo chciała być mamą. Nie po to, by zadowolić wiecznie krytykującą matkę męża, tylko dla siebie.

Nagle jej uwagę przykuł wpis kobiety pracującej w domu dziecka. Na świecie tyle dzieci, które nie mają nikogo

Magdalena na chwilę się zawahała. Czy potrafiłaby przyjąć cudze dziecko jak swoje? Przed oczami miała uśmiechniętego malucha z wyciągniętymi rączkami. Zdecydowanie dosunęła klawiaturę i zaczęła szukać informacji.

Miała do załatwienia mnóstwo formalności, badań i urzędowych papierów, ale pragnienie posiadania dziecka było silniejsze niż strach przed biurokracją.

Trzeba było jeszcze uzyskać zgodę Piotra. Magdalena martwiła się, jak zareaguje, ale ku jej zdziwieniu, mąż bez wahania się zgodził. Poprosił tylko, aby wzięli najmniejszego malucha, najlepiej z domu niemowląt. Tak też postanowili.

Jakiś czas później ich maleńka rodzina powiększyła się o małą Jagódkę, pięciomiesięczną dziewczynkę. Oboje zakochali się w niej od pierwszego spojrzenia. Jedyną osobą, która stanowczo protestowała, była Wiesława Nowak, ale nikt choćby nie wziął jej zdania pod uwagę. Piotr zagroził choćby wyprowadzką do Gdańska, jeżeli nie przestanie urządzać histerii. Trzeba było się pogodzić i na zewnątrz grać rolę kochającej babci.

Minęło siedem lat. Jagódka skończyła pierwszą klasę, miała mnóstwo przyjaciół, była wesoła i empatyczna. Magdalena nie mogła się nią nacieszyć.

Latem ruszyli razem nad Bałtyk. Ciepłe słońce, miękki piasek, szum morza Czego więcej potrzeba do szczęścia? Zwłaszcza iż teściowa była daleko i nie mogła nikomu popsuć nastroju.

Pod koniec urlopu Magdalena poczuła się gorzej. Nie mówiła nic rodzinie, nie chciała nikogo martwić. Jednak po powrocie do Krakowa natychmiast poszła do lekarza.

Mimo starań, Piotr gwałtownie zauważył, iż żona źle się czuje. Nalegał na powrót do domu, obiecując ferie zimowe nad morzem. Nie miała wyboru, musiała się zgodzić.

Wyniki badań okazały się gigantycznym zaskoczeniem, a jednocześnie ogromną euforią spodziewali się dziecka. Najbardziej cieszyła się Jagódka, która już wyobrażała sobie siebie w roli starszej siostry.

O ciąży dowiedziała się Wiesława dopiero po dwóch miesiącach, gdy brzuszek Magdaleny stał się widoczny. Gdy złapała moment, gdy była sama w mieszkaniu synowej, z miejsca przeszła do rzeczy.

Nie będę pytać, czemu wcześniej nie powiedziałaś zaczęła, przeszywając ją wzrokiem. Mam do ciebie inne pytanie.

Jakie? Magdalena poczuła ścisk w żołądku.

Kiedy oddacie Jagódkę z powrotem do domu dziecka? zapytała całkiem poważnie. Teraz będziecie mieli własne dziecko. Przybrana powinna wrócić tam, skąd ją wzięliście.

Magdalenę zamurowało. Jak można coś takiego powiedzieć o dziecku, które stało się częścią rodziny?

Chyba żartuje pani?

Ależ skąd. Teściowa spojrzała na nią zimno. Kiedy ją odstawicie?

Wynocha stąd wysyczała Magdalena, ledwo powstrzymując się, by nie rzucić się z pięściami. I nigdy więcej się tu nie pojawiaj.

Wypchnęła zaskoczoną kobietę za próg, walcząc sama ze sobą, żeby się opanować. Zadzwonić do Piotra? Miał ważne spotkanie, nie chciała mu przeszkadzać Ale rozmowy uniknąć się nie da.

*********************************************

Wściekła kobieta prosto z mieszkania syna ruszyła do jego biura, zignorowała sekretarkę i weszła do środka.

Twoja żona dosłownie wyrzuciła mnie z mieszkania, jakbym była jakąś obcą!

Dzień dobry, mamo odpowiedział z westchnieniem Piotr. Co takiego powiedziałaś, iż moja cierpliwa żona tak się zachowała?

Tylko spytałam, kiedy oddacie tę dziewuchę do domu dziecka usiadła naprzeciwko niego, oburzona. W końcu będziecie mieć własne dziecko. Ono będzie potrzebowało uwagi i pieniędzy.

Co to za okropny pomysł?! Piotr, zdenerwowany, ścisnął długopis i złamał go na pół. Nie zamierzamy oddać Jagódki. To moja córka, czy ci się to podoba, czy nie.

Z jakiej racji? Jest tylko przybrana. I już wystarczająco duża, zrozumie, jak jej wytłumaczycie.

Nie waż się jej nic mówić rzucił odrzuconym przez siebie długopisem i uderzył pięścią w stół. Rozumiałaś mnie?

A niby jak mnie powstrzymasz? prychnęła, wychodząc z gabinetu. Ta dziewczyna nie należy do waszej rodziny. I zrobię wszystko, by tak się stało.

Piotr długo patrzył w zamknięte drzwi. Sekretarka, przepraszając, włożyła głowę do biura, ale w ogóle nie zwrócił na nią uwagi. Pogrążył się w myślach.

Podjąwszy decyzję, sięgnął po telefon…

****************************************

Magdalena wolno spacerowała po parku, z uśmiechem obserwując, jak Jagódka krząta się wkoło rocznego braciszka. Rolę starszej siostry traktowała poważnie.

Na jednej z ławek siedziały dwie kobiety, żywo narzekając na swoje synowe. Myśli Magdaleny wróciły do teściowej.

Od tamtego kłótliwego spotkania minęło sporo czasu nie widzieli się więcej. Piotr w ciągu tygodnia przeprowadził rodzinę z Krakowa do Szczecina, bo tylko to gwarantowało Jagódce spokój. Teściowa była zdolna rozpowiedzieć wszystkim, iż dziewczynka jest adoptowana.

Dziś mieli święty spokój: wesołą jagódkę-córeczkę, ujmującego synka, a lada chwila pojawi się kolejne dziecko.

Piotr czasem dzwonił do ojca. Dowiedział się od niego, iż matka nie odpuszcza teraz przerzuciła całą uwagę na dopiero co poślubioną córkę. Piotr szczerze współczuł siostrze, ale ta zdawała się znosić matczyne zainteresowanie bez buntu.

No cóż, oni mają własne szczęście, a on swoje. Spoglądając dziś na rodzinę, Piotr czuł, iż jest naprawdę szczęśliwy. Tego samego życzyłby każdemu.

Idź do oryginalnego materiału