Teraz żyjesz jak królowa! Poznałaś zamożnego mężczyznę za granicą i teraz opływasz w luksusy!

polregion.pl 5 godzin temu

Rodziców znałam jedynie z opowieści i kilku starych zdjęć wsuniętych w rodzinny album. Mama odeszła przy moim porodzie, a ojciec nie mogąc pogodzić się ze stratą ukochanej całkowicie się ode mnie odwrócił, zrzekając się praw do mnie. To dziadek, Jan Kwiatkowski, odebrał mnie ze szpitala i stał się moim najwierniejszym opiekunem.
Dziadek nie mógł pozwolić sobie na rezygnację z pracy w bibliotece, dlatego wynajął panią Alinę, kobietę o serdecznym sercu i anielskiej cierpliwości, która zajmowała się mną do jego powrotu. Z czasem, gdy poszłam do przedszkola Leśna Polana na obrzeżach Krakowa, dziadkowi zaczęło być trochę łatwiej. Lata gwałtownie mijały, a nasza relacja tylko się umacniała nie pamiętam, byśmy kiedykolwiek się pokłócili, choćby gdy byłam zbuntowaną nastolatką, spragnioną własnych racji. Łączyło nas zrozumienie i kompromis. Wiele razy myślałam, co by się ze mną stało, gdyby nie dziadek ta myśl wywoływała ciarki na plecach.
Odczuwałam wobec niego ogromną wdzięczność. Pomagałam mu w domu, pilnie się uczyłam, a on cieszył się, iż jego wnuczka Jagoda Kwiatkowska bierze udział w olimpiadach naukowych i turniejach sportowych. Dziadek był ze mnie dumny, a ja starałam się nigdy go nie zawieść.
To on też pomógł mi kiedyś znaleźć drogę zawodową. Od dzieciństwa fascynowała mnie biologia, ale nie byłam pewna, co wybrać. Dziadek umówił mnie na rozmowę ze swoim przyjacielem, profesorem Adamem Zawadzkim cenionym neurochirurgiem. Dzięki tej rozmowie zrozumiałam, iż właśnie ta ścieżka choć wymagająca jest moim powołaniem.
Studia minęły mi na ciężkiej pracy. Staż odbywałam na oddziale neurochirurgicznym renomowanego Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Nie wszystko szło gładko: bywały chwile zwątpienia, nieprzespane noce i zmęczenie. Mimo to ukończyłam specjalizację z neurochirurgii.
Finalnie, po odebraniu dyplomu, odezwał się do mnie dyrektor prywatnej kliniki Zdrowie w Warszawie i zaproponował mi etat. Oczywiście nie wahałam się ani chwili. Ruszyły intensywne dyżury, setki operacji i mogę śmiało powiedzieć, iż żadna nie zakończyła się niepowodzeniem. Po roku zaczęłam prowadzić wykłady i szkolenia, bo choćby doświadczeni lekarze chcieli czerpać z moich rozwiązań. Po kilku latach moje nazwisko było znane nie tylko w Polsce, ale i za granicą, więc nie zdziwiło mnie już, gdy otrzymałam propozycję pracy w jednej z najlepszych klinik w Chicago. Razem z dziadkiem podjęliśmy decyzję, by spróbować swoich sił w Ameryce.
Po przeprowadzce dziadek nie wytrzymał długo za oceanem sercem i duszą zawsze pozostawał w Małopolsce. Tęsknił za ojczyzną i w końcu wrócił do swojego mieszkania na krakowskim Kazimierzu. Ja też wróciłabym razem z nim, gdyby nie spotkanie z Pawłem młodym chirurgiem, którego poznałam podczas własnego wykładu. Najpierw zostaliśmy przyjaciółmi, potem nasze relacje stały się bliskie. Zaczęliśmy mieszkać razem i plany ślubne pojawiły się bardzo szybko. Chciałam, aby ceremonia odbyła się w Polsce, a dziadek poprowadził mnie do ołtarza.
Namawiałam dziadka na powrót, ale on stanowczo odmówił mówił, iż przeżył już swoje i chce spędzić ostatnie lata w ojczystym kraju, spoglądając na Wisłę z ulubionej ławeczki w Plantach. Szanowałam jego decyzję. Pewnego dnia, gdy Paweł i ja spędzaliśmy czas z dziadkiem, rozgrywając długą partię Czarnych Historii, zadzwonił telefon z nieznanego numeru. To był mój ojciec. Zaczął od gratulacji z okazji ślubu, ale nie chciałam słuchać zwodniczych frazesów i zapytałam wprost, o co mu chodzi. Odpowiedział cynicznie:
Chcę pieniędzy, Jago! Żyjesz teraz jak księżniczka, wyjechałaś zagranicę, masz bogatego męża, więc możesz sypnąć groszem dla swojego ojca, co ci szkodzi?
Nie chcąc brnąć w to dalej, bez wahania się rozłączyłam i zablokowałam numer. Nie mogłam zrozumieć, jakim prawem ktoś, kto mnie porzucił, śmie nazywać się rodziną.
Dla mnie rodzina to nie kwestia więzów krwi, a więzów serca. Mam dwie bliskie mi osoby, dla których zrobiłabym wszystko: mojego dziadka i Pawła. Ojciec pozostał obcym człowiekiem. Zrozumiałam, iż prawdziwa bliskość wynika z troski, obecności i wsparcia w trudnych chwilach a nie z pustych słów czy wspólnych genów. W życiu najważniejsze są więzi, które budujemy sami, sercem, a nie te, które narzuca nam los.

Idź do oryginalnego materiału