Teściowa naszego syna zabrała go od nas – odkąd się ożenił, nie chce nas odwiedzać, bo cały czas jes…

polregion.pl 2 godzin temu

Teściowa naszego syna zabrała go od nas.

Odkąd nasz syn się ożenił, przestał nas odwiedzać. Teraz ciągle siedzi u teściowej. No, po prostu NA OKRĄGŁO potrzebuje pomocy, wszystko jest nagłe i pilne. Do dziś nie mam pojęcia, jak ona przeżyła te wszystkie lata, zanim jej córka wyszła za naszego syna.

Od ponad dwóch lat syn jest żonaty. Po ślubie młodzi zamieszkali na swoim przecież kupiliśmy synowi mieszkanie, jak tylko dostał się na studia do Krakowa. Wychowywaliśmy go zawsze z troską i zrozumieniem. Jeszcze zanim wziął ślub, mieszkał sam, bo miał bliżej na uczelnię i do pracy.

Nie powiem, nie miałam nic do synowej po prostu wydawała mi się zbyt niedojrzała jak na życie rodzinne, choć różnica wieku między nią a naszym synem to tylko dwa lata. Ale ona często zachowywała się jak rozkapryszona nastolatka. Nasz syn to taki złoty chłopak i nie raz myślałam, co on będzie miał z życia z takim dzieciakiem.

Jak poznałam ją i jej mamę, wszystko stało się jasne. Chociaż teściowa jest w moim wieku, zachowuje się jak dziecko. Są tacy ludzie, wiecznie niedojrzali i kompletnie niezaradni. Kiedy córka wychodziła za mąż, pani teściowa miała już SZÓSTE rozwody na koncie i, sądząc po entuzjazmie, kolejne w planach.

Nie miałyśmy zbyt wiele wspólnych tematów, bo ona żyła trochę w swoim świecie. Cała nasza przyjaźń ograniczała się do kurtuazyjnych życzeń z okazji ślubu dzieci i tyle.

Pierwsze sygnały ostrzegawcze pojawiły się jeszcze przed weselem, kiedy synowa ciągnęła naszego syna wiecznie do mamy. Raz przeciekał kran, raz gniazdko do wymiany, raz półka w kuchni się urwała. Na początku przymykałam na to oko no dobra, kobieta mieszka sama, facet w domu się przyda.

Ale z czasem szczęścia w mieszkaniu teściowej nie malały, wręcz było coraz ciekawiej. Syn powoli przestawał się z nami kontaktować, tłumacząc, iż idą z żoną do jej mamy, bo coś się zepsuło. Zaczęli choćby wszystkie święta spędzać u teściowej, a u nas ja, mąż i teściowa z mojej strony. Mogło być gorzej? Oczywiście, iż mogło.

Pół biedy, kiedy syn przestał przychodzić na rodzinne imprezy, ale już co innego, gdy choćby o drobną pomoc nie można było go poprosić. Ostatnio kupiliśmy nową lodówkę, trzeba było ją wnieść na czwarte piętro. Syn najpierw się zgodził, ale potem zadzwonił, iż nie może, bo idą naprawiać pralkę u teściowej cieknie.

Jak żona zadzwoniła do niego, usłyszała w tle synową mówiącą: A nie mogliście wynająć ekipy?. Syn na końcu wpadł, ale był obrażony jak dziecko na zjedzone lody.

Tato, serio nie mogłeś zadzwonić po kogoś? Przecież to dwieście złotych roboty, a teraz trzeba dźwigać!

Zastanawiałam się, czemu teściowa nie zadzwoni po fachowca. Może ona żyje w jakimś alternatywnym wszechświecie bez złotych rączek? Syn twierdzi, iż babka nieufna, bo fachowcy zawsze coś spieprzą, kasę biorą, a potem trzeba dwa razy poprawiać.

Wtedy mój mąż już nie wytrzymał i wypalił, iż może teściowa nie ogarnia sprzętów, ale w prowadzeniu owieczki do dojenia jest mistrzem! Syn momentalnie się zagotował i obraził na ojca, wyszedł trzaskając drzwiami. Nie wtrącałam się wtedy, choć szczerze rozumiałam męża przecież oni cały czas jeżdżą do nowej rodziny, pomagają za darmo, a dla nas choćby czasu nie ma.

Od tej awantury nie rozmawiają ze sobą od ponad dwóch tygodni. Każdy czeka, aż drugi pierwszy wyciągnie rękę. Ja jestem rozpięta jak placki na Wielkanoc wiem, iż mąż ma trochę racji, ale mógł to powiedzieć delikatniej, a teraz syn dąsa się i zarzeka, iż ojca nie chce widzieć, a ja nie zamierzam tracić dziecka przez taką głupotę.

Mąż nie chce wykonać pierwszego kroku, syn też stawia na swoim: dopóki tata nie przeprosi, nie odezwie się. A teściowa? Ona sobie radzi najlepiej ze wszystkich!

Idź do oryginalnego materiału