Wyobraź sobie, muszę Ci się wygadać, bo już nie wiem, co mam robić z naszym synem i tą całą sytuacją z jego teściową.
Kiedy nasz syn, Paweł, się ożenił z Weroniką, to nagle przestał nas odwiedzać. Zawsze tylko u teściowej siedzi, bo niby ciągle coś się u niej psuje i ona bez niego sobie nie poradzi. choćby nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak ta kobieta żyła przed ślubem swojej córki z naszym Pawłem.
Paweł już ponad dwa lata jest żonaty. Po ślubie zamieszkali osobno, w mieszkaniu, które kupiliśmy mu jeszcze na studiach, żeby miał bliżej na uczelnię. Od zawsze staraliśmy się być dla syna wsparciem i rozumieć go w każdej sytuacji. Już jeszcze przed ślubem mieszkał sam, bo do pracy też miał blisko.
Nie powiem, żebym szczerze nienawidziła Weroniki, po prostu wydawało mi się, iż to dziewczyna jeszcze nie do końca dorosła do życia w małżeństwie. Paweł jest co prawda tylko dwa lata starszy, ale ona często zachowywała się jak dziecko raz kapryśna, raz humorzasta. A Paweł taki spokojny, zawsze uczynny i troskliwy. Myślałam sobie tylko, jak on sobie poradzi z tak rozkapryszonym dzieckiem.
Pochodziła z nietypowego domu, a kiedy poznałam jej mamę, to już wszystko było jasne. Choć byłyśmy równolatkami, tamta kobieta zachowywała się dosłownie jak dziecko takie nieporadne i skoncentrowane tylko na sobie. Może znasz kiedyś kogoś takiego co nigdy nie dorósł, mimo upływu lat? Głowa mała! I wyobraź sobie, ona już była po szóstym rozwodzie jak Weronika wychodziła za Pawła.
Z jej matką praktycznie nie miałyśmy o czym gadać. Ona żyła we własnym świecie, na nasze życie się nie wtrącała, wymieniałyśmy się uprzejmościami przy okazji ślubu dzieci i tyle.
Ale już przed weselem coś zaczęło mi się nie podobać. Weronika ciągle wyciągała Pawła do swojej mamy a to kran ciurka, a to gniazdko do wymiany, a to półka się urwała w kuchni. Pierwszy raz machnęłam ręką nie mają tam faceta, to pewnie się przyda. Ale wiesz co? Te awarie u teściowej nie miały końca, ciągle coś! Syn do nas wpadał coraz rzadziej, a jak dzwoniliśmy to zawsze był u teściowej z żoną, bo tam znowu coś się popsuło. choćby święta zaczęli spędzać u niej a u nas tylko pusty stół, tylko my i teść. Smutno było, nie będę ukrywać.
Najgorsze było jak zaczął kompletnie olewać nasze prośby o pomoc. Kupiliśmy nową lodówkę i poprosiliśmy Pawła, żeby pomógł ją przytargać. Najpierw się zgodził, potem zadzwonił, iż jednak nie da rady, bo muszą jechać do tej jego teściowej u niej pralka cieknie.
Kiedy Zosia do niego zadzwoniła (wiesz, moja żona), to w słuchawce słychać było tylko tekst Weroniki: Twoi rodzice naprawdę nie mogli zamówić ekipy przeprowadzkowej?. Paweł przyjechał, ale miał minę, jakby zjadł kilo cytryn i był zły na cały świat.
Tato, naprawdę nie można było zatrudnić ekipy? Ja teraz muszę to dźwigać! rzucił do mnie.
Aż mnie zatkało, bo od razu pomyślałem czemu teściowa nie zadzwoni po fachowca, skoro wszystko się u niej sypie? Może ona w innym świecie żyje, gdzie nie ma złotych rączek? Paweł tylko wzruszył ramionami. Jeszcze się tłumaczył, iż u niej naciągają, kasują kasę, a nic nie robią dobrze.
I wtedy w końcu nie wytrzymałem i palnąłem, iż może teściowa nie zna się na sprzętach AGD, za to umie owieczki prowadzić, bo bardzo dobrze potrafi wodzić innych za nos. Paweł się wściekł na mnie, trzasnął drzwiami i tyle go widzieliśmy. Zosia mnie potem zganiła, iż może za ostro, ale co? Przecież prawdę powiedziałem! Ta cała rodzinka Weroniki siedzi naszemu synowi na głowie, a ten tylko tam wiertarkę przynosi, kable naprawia, a o rodzicach już kompletnie zapomniał.
Po tej kłótni Paweł dwa tygodnie nie rozmawia z ojcem. I nie, nie zamierza pierwszy wyciągnąć ręki na zgodę. A ja? Czuję się, jakbym była między młotem a kowadłem. Wiem, iż mąż miał rację, ale myślę, iż mógł to powiedzieć delikatniej. Teraz syn się boczy, obrażony, a ja nie chcę, żebyśmy się przez takie bzdury odwrócili od siebie.
Mąż zacięty nie odezwie się pierwszy, a Paweł powtarza, iż dopóki tata się nie przeprosi, to tematu nie ma. Żebyś wiedział w tej całej szopce najlepiej sobie radzi… teściowa!









