Pamiętam, jak sześć lat temu poślubiłam Piotra i razem wyruszyliśmy w drogę małżeństwa. Gdy urodził się nasz synek Łukasz, postanowiliśmy sprzedać przytulną kawalerkę przy ulicy Grochowskiej w Krakowie, wziąć kredyt hipoteczny i nabyć większe mieszkanie, bo przewidywaliśmy, iż chłopiec niedługo będzie potrzebował własnego pokoju, a my będziemy potrzebowali przestrzeni dla siebie.
Mieszkanie, które wybraliśmy, zarejestrowaliśmy wyłącznie na moje nazwisko, więc formalnie byłam jedyną właścicielką. Jednakże kupno odbyło się w trakcie trwania małżeństwa, więc w razie rozpadu związku majątek miałby zostać podzielony po równo między mnie a Piotra. Oczywiście mogłam przyznać się do wkładu, który pochodził ze sprzedaży mojego przedmałżeńskiego lokum.
Gdy wprowadziliśmy się do nowego domu, nie wyobrażałam sobie, iż rozwód kiedyś stanie się problemem. ale los potoczył się inaczej albo znudziliśmy się sobą, albo codzienny pośpiech zżerał nasz związek.
Wydawało mi się, iż mój mąż dzielił swoje wątpliwości z matką, bo szukał w niej mądrej rady. Nie przewidział jednak, iż odpowiedź będzie zupełnie przeciwna.
Pewnego dnia dostałam telefon od teściowej, Anny, która oznajmiła, iż przyjedzie na obiad. Zaskoczyła mnie ta wizyta, bo zwykle to my przychodziliśmy w jej gościnę. Pan Wojciech rzadko nas odwiedzał, tłumacząc to niewygodą dojazdu, więc nie wierzyłam, iż tęskni za wnukiem. Postanowiłam przygotować posiłek i ciasto.
Kiedy Anna przybyła, Piotr był jeszcze w pracy. Stałam w kuchni, nakrywając do stołu, a ona od razu przeszła do sedna.
Jadwigo, musimy poważnie porozmawiać rzekła bez ceregieli. Dowiedziałam się, iż ty i Piotr macie kłopoty i jeżeli dojdzie do rozwodu, mój syn zostanie bez dachu nad głową.
Zbladłam. Natychmiast zapytałam:
Skąd ten pomysł o rozwodzie? Dlaczego wtrącasz się w podział naszego majątku? Rozmawialiśmy już kiedyś o tym, co zrobić w razie rozstania.
Nie akceptuję takiego stanu rzeczy odparła surowo. Wiem, iż współczesne żony potrafią wyłudzać majątek mężów. Dlatego nalegam, byś już teraz podzieliła mieszkanie, zanim pojawi się konflikt. Powinnaś przepisać połowę na mojego syna, by nie skończył na ulicy.
Poczucie zdrady dopaść mnie przytłoczyło.
Czy wziąłeś pod uwagę, iż połowa mieszkania została sfinansowana ze sprzedaży mojej przedmałżeńskiej kawalerki? Poza tym to ja spłacałam kredyt po urlopie macierzyńskim.
Zgodnie z prawem, cały majątek nabyty w trakcie małżeństwa dzieli się po równo przypomniała.
Czy rozmawiałaś z synem? dopytała.
Nie zamierzam, bo to nasza sprawa, a nie jego odparłam stanowczo. Decyzję podejmiemy sami, bez twojej ingerencji.
Anna nie dała się przekonać i odeszła, zostawiając mnie w zamieszaniu. Wstałam, by się ubrać, a po chwili drzwi otworzyły się z hukiem Piotr wrócił z pracy pół godziny po wyjściu teściowej, zdziwiony, iż matka nie poczekała na niego. Próbowałam spokojnie przybliżyć mu całą konwersację. Gdy emocje opadły, przyznał, iż nic nie wie o planach matki i nie rozmawiał z nią o tym.
Obiecał, iż porozmawia poważnie z Anną, by nie podnosiła już takich tematów. Po jej wyjściu długo nie mogłam się uspokoić; może z gorąca powiedziałam coś niepotrzebnego, ale jednocześnie uznałam, iż trzeba postawić granice, choćby wobec najbliższej rodziny. Takie wspomnienie wciąż przypomina mi, iż w małżeństwie najważniejsze jest wzajemne zaufanie i odwaga, by bronić własnych praw, choćby miałoby to oznaczać sprzeciw wobec własnej teściowej.












