Teściowa przeprowadziła się do nas, gdy byłam w szpitalu po porodzie.

newsempire24.com 1 tydzień temu

Przebywając w szpitalu, synowa dowiedziała się, iż teściowa wprowadziła się do nich

Młodzi rodzice zostali natychmiast zepchnięci na dalszy plan przez nowo upieczoną babcię.

Jeszcze w domu Krystyna zauważyła, iż zakupiona przez nią wanienka do kąpieli i paczka pieluch wylądowały na balkonie.

– Jak dobrze, iż będziecie mieć synka. Od dawna marzyłam, aby nazwać syna Karp! Może chociaż wy nazwiecie tak wnuka! – dzwoniła z euforią teściowa Krystyny.

– Pani Weroniko, już wymyśliliśmy imię. Będzie miał na imię Szymon. Szymon Andrzejewski brzmi świetnie – próbowała tłumaczyć zaskoczona Krystyna.

– Znowu mnie choćby nie chcesz słuchać! Jak to Szymon? Przecież ich jest na pęczki. Wymyśliłam tak mocne i piękne imię dla wnuka, a ty skręcasz nosem? Wszystko z tobą jasne. Egoistka z ciebie – zdenerwowała się teściowa i odłożyła słuchawkę.

„Własnych synów nazwała Andrzejem i Adamem, a dla wnuka nic lepszego niż Karp nie znalazła” – rozważała Krystyna.

Kiedy opowiedziała mężowi o rozmowie z jego matką, Andrzej tylko się zaśmiał:

„Pamiętasz swój proroczy sen? O jakiej rybie wtedy śniłaś?”

***

Krystyna i Andrzej byli małżeństwem od ponad dziesięciu lat, ale dzieci wciąż brakowało.

Na początku byli zajęci karierami i zakupem mieszkania, potem podróżowali.

Kiedy zbliżali się do trzydziestki, postanowili postarać się o dziecko, ale okazało się, iż to wcale nie jest takie proste.

Zaczęły się długie wizyty u lekarzy, badania i leczenie. Wydawało się, iż wszystko powinno być dobrze, ale ciąża nie nadchodziła.

Obchodząc dwunastą rocznicę małżeństwa, z żalem przyznali, iż prawdopodobnie pozostaną bezdzietni. Andrzej gwałtownie otarł łzę i powiedział:

„Widocznie nie pisane nam być rodzicami. Ale kocham cię i chcę z tobą przywitać starość, mimo wszystko”.

Dokładnie miesiąc później Krystyna miała niezwykle jasny i dziwny sen. Śniło jej się, iż wchodzi do łazienki i widzi w wannie pełnej wody ogromnego karpia.

„Andrzej, Andrzej! Zobacz, kto się u nas zalęgł! Jak to się stało? Przecież nigdy nie chodziłeś na ryby!” – krzyczała Krystyna do męża… i się obudziła.

Był już ranek. Krystyna gwałtownie szykowała się do pracy i podzieliła się snem z Andrzejem. Ten tylko się uśmiechnął:

„Może naprawdę zacząć łowić ryby? Skoro już ci się śnią!”

W pracy przy herbacie Krystyna opowiedziała parze koleżanek o swoim nietypowym śnie.

Tamara uśmiechnęła się tajemniczo i mrugnęła do Krystyny, mówiąc:

– O, Krystynko! Chyba złowisz sobie rybkę! Na całe życie.

– Jak to?

– To sen o ciąży. Jeszcze wspomnisz moje słowa!

Krystyna tylko westchnęła. Ostatni miesiąc już na nic nie liczyła. Ale kiedy policzyła dni, zdała sobie sprawę, iż to piąty dzień spóźnienia.

Następnego ranka zszokowana patrzyła na test z dwoma wyraźnymi kreskami.

Ciąża przebiegała dość dobrze i przyszła mama cierpiała tylko na lekkie nudności przez pierwsze trzy miesiące.

Potem zaczęła jej dokuczać wyłącznie teściowa.

***

Weronika była osobą bardzo aktywną i długo wyczekiwała wnuków. Jak tylko dowiedziała się, iż jej synowa jest w ciąży, natychmiast zaczęła pouczać Krystynę.

– Potrzebujesz co najmniej pięćdziesiąt pieluszek. Flanelowe i cienkie. Mam nadzieję, iż masz sprawne żelazko? Trzeba je będzie prać i prasować dwustronnie na najwyższej temperaturze!

– adekwatnie, nie myślałam o pieluszkach. Teraz można po prostu kupić śpiochy i bodziaki z pieluchami.

– Co ty mówisz? Będziesz mieć chłopca! Żadnych plastikowych pieluch! To jak cieplarnia! Tylko z gazy! Nauczę cię wszystkiego, bo jeszcze zepsujesz zdrowie mojemu wnukowi od maleńkości!

– Dobrze, ale chciałabym móc wybrać kolor i wzór tych pieluch – zgodziła się Krystyna. – Nie przepadam za zbyt jaskrawymi z nadrukami.

– Wybierzemy, nie martw się – obiecała teściowa.

Dokładnie po tygodniu Weronika z uśmiechem postawiła przed zdziwioną Krystyną paczkę pieluch:

„Pomyślałam, iż nie będziesz się szwendać po sklepach, zarazki zbierać! Sama nie dam sobie rady? Spójrz, jaka ładna flanela!”

Krystyna zawiedziona rozwijała jedną pieluchę za drugą: wszystkie w jaskrawych kolorach z wielkimi kaczuszkami, misiami i autkami.

„No dobrze, skoro kupiła, to kupiła. Nie będę się z nią o to kłócić”.

Będąc już w szpitalu, synowa dowiedziała się, iż teściowa wprowadziła się do nich „na tydzień-dwa, żeby pomóc przy noworodku”.

Zbyt zmęczona po trudnym porodzie, Krystyna nie miała siły sprzeciwić się.

„Pomoc naprawdę się przyda” – pomyślała.

„Oh, jak trzymasz tego maluszka! Daj, pokażę ci, jak poprawnie” – mówiła teściowa, gdy Krystyna wracała do domu.

Młodzi rodzice zostali natychmiast zepchnięci na dalszy plan przez nowo upieczoną babcię.

Jeszcze w domu Krystyna zauważyła, iż kupiona przez nią wanienka do kąpieli i paczka pieluch wylądowała na balkonie.

– Nauczę was prawidłowo kąpać dziecko! Na dno wanienki należy położyć płótno, a nie te wasze dziwne wanienki! Możecie połamać wszystkie kończyny mojemu Karpiowi.

– Jego imię to Szymon – przypomniał Andrzej.

– No, dla was nazwaliście, jak nazwaliście, ale dla mnie to Karpuś! Chodź, chodź, Karp! Tylko trzeba, żeby była para w wannie. Jeszcze go zaziębicie! – trajkotała teściowa, odkręcając gorącą wodę.

Kiedy wanna była gotowa, chwyciła dziecko, krzycząc na syna, by nie trzymał długo otwartej drzwi do łazienki, i poszła kąpać noworodka.

Mały płakał, a babcia gwałtownie myła go mydłem dla dzieci. Po kąpieli mocno owinęła go w dwie pieluchy na raz.

– W domu mamy ciepło – próbowała protestować Krystyna.

– Wam ciepło. Ale on jest mały, będzie mu zimno. Czepek nie zdejmuj i nie rozwijaj, niech śpi!

Noc dla Krystyny i Andrzeja była niespokojna. Dziecko nie mogło spać na mokrych gazowych pieluchach i budziło ich płaczem.

Musieli wstawać, rozwijać, zmieniać i przewijać je z powrotem. Te wszystkie pobudki i ciągłe przejmowanie nie pozwalały spać ani rodzicom, ani dziecku.

Rano w koszu na pranie była góra pieluch, a Krystyna i Andrzej mogli się licytować, kto ma ciemniejsze cienie pod oczami.

Mały Szymon od przepisanych babcią pieleszku miał potówki.

– To nie potówki! – stanowczo powiedziała Weronika, patrząc na wysypkę. – To przez coś, co zjadłaś, i wysypuje mojego wnuczka!

– Już tylko na kaszy i kurczaku siedzę! – oburzyła się Krystyna.

– Może twoje mleko mu wcale nie służy! Ja bym go lepiej mieszanką karmiła – upierała się teściowa.

– Nie! Będę karmić sama – nie poddała się Krystyna.

Teściowa prychnęła i odeszła. Ale od tej pory codziennie wcześnie rano, ledwo usłyszawszy kwilącego niemowlaka, Weronika wdzierała się do sypialni młodych rodziców i zabierała Krystynie syna:

„Mama nie wie, jak cię uspokoić! Daj, niech babcia pochodzi z moim Karpiem. Mam smoczek!”

Niemowlę wypluwało smoczek, ale babcia, mimo protestów Krystyny, ciągle próbowała go nauczyć nam smoczek.

Pierwsze ważenie pokazało, iż niemowlę traci na wadze.

„To wszystko dlatego, iż teściowa zawsze zabiera go ode mnie od piersi. Mówi, iż lepiej, żeby się z nim pobawiła, niż żeby on “męczył” jej pierś!” – zrozumiała Krystyna i zaczęła bronić swojego macierzyństwa.

Następnego ranka teściowa zwyczajowo wparowała do sypialni Krystyny i Andrzeja słowami:

– Idź lepiej coś zrób do jedzenia i posprzątaj, a ja się zajmę wnukiem! Co on tam się ma u ciebie na pustej piersi wieszać!

– Nie, dziękuję! On jeszcze je – stanowczo odpowiedziała Krystyna, przytulając syna.

– Byłoby, co tam jeść! – mruknęła teściowa, niechętnie błyskając oczami. – Daj, choć ja go poniosę!

– Znajdzie, co jeść! – odpowiedziała spokojnie Krystyna. – Gdy się naje, wtedy możecie ponosić.

Gdy tylko Krystyna kategorycznie zabroniła teściowej zabierać syna, ten natychmiast zaczął przybierać na wadze.

Weronika tylko zirytowana wzdychała i utyskiwała, iż Krystyna męczy dziecko.

„Wystarczy, iż babcia się nami nie zajmowała” – zdecydowała Krystyna i poprosiła męża, aby powiedział matce, iż radzą sobie świetnie z obowiązkami rodziców i czas, żeby wróciła do domu.

Po rozmowie z synem Weronika była obrażona:

– Chciałam zostać u was jeszcze parę miesięcy! Jak mój Karpuś beze mnie?

– Będziemy odwiedzać cię regularnie – pocieszał ją Andrzej.

Rzeczywiście przynajmniej w każdy weekend odwiedzali Weronikę. Ta z progu chwytała wnuka z rąk synowej i radośnie całowała.

„Oh, wy odpoczywajcie, my się nacieszymy wnuczkiem!” – zirytowana machała nad nimi i synowa.

Kiedy przychodził czas rozstania, przytulała wnuka i mówiła:

– Jedźcie, wnuczek zostanie u mnie. U mnie mu dobrze!

– A czym go nakarmicie? – zapytała kiedyś żartem Krystyna.

– Znajdę dla niego najlepsze mleko! – zadowolona teściowa oświadczyła. – Nie takie jak twoje niewyssane!

– Dobra, ich czas – wtrącił Andrzej, przeczuwał, iż rozmowa jego żony z teściową nic dobrego nie przyniesie.

Wychodząc na zewnątrz, Krystyna powiedziała mężowi:

– Z tego, co widzę, nie miała cię dość z twoim bratem?

– Tak, prawie cały czas byliśmy u babci z dziadkiem – przyznał Andrzej.

– To widać. Ale my nie dla niej urodziliśmy syna. Będzie musiała pogodzić się z tym, iż jest babcią, a nie matką.

Idź do oryginalnego materiału