Przez dziesięć lat opiekowałam się dziadkiem mojego męża, panem Władysławem. Nasza rodzina ja, dzieci i dziadek gnieździliśmy się w wynajętym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie. Tymczasem siostra męża, Jagoda, razem z rodziną zajmowała dwupokojowe mieszkanie należące do dziadka przy ul. Wilczej. Wszyscy inni ani teściowa, ani wnuki nie byli nim specjalnie zainteresowani. Moje życie, szczerze mówiąc, nie wyszło mi najlepiej nie skończyłam studiów, gwałtownie zaszłam w ciążę, nie dorobiłam się kariery.
Każdy dzień wyglądał tak samo: balansowałam między obowiązkiem opieki nad schorowanym staruszkiem a wychowywaniem dzieciaków, nie skarżąc się nikomu.
Mój mąż Łukasz nie znosił tej codziennej atmosfery i coraz częściej znikał z domu pod byle pretekstem. Inne kobiety jednak nie były nim zainteresowane miał dzieci na głowie, nie posiadał choćby własnego kąta, więc zawsze, prędzej czy później, wracał do mnie. Wybaczałam mu, choć dawno już go nie kochałam… Trzymałam się tego tylko po to, by pomagał mi finansowo dawał pieniądze na dzieci i na potrzeby dziadka. Jagoda zaglądała do nas może raz na kilka miesięcy, a miała wtedy jedną sprawę poprosić dziadka o parę złotych z jego emerytury lub ponarzekać na swój rzekomo zły los. Ale szczerze mówiąc, nie powodziło im się źle: nie płacili przecież czynszu, a na lato jeździli na greckie wyspy albo do Chorwacji!
Pięć lat temu dziadek wezwał mnie do siebie po obiedzie i przekazał kluczową wiadomość:
Jesteś dla mnie ważniejsza niż wszyscy razem wzięci. Twój mąż to łach, oddałby mieszkanie matce albo Jagodzie. Niech to mieszkanie zostanie dla twoich dzieci, moich prawnuków. To przynajmniej będzie nagroda za twoje poświęcenie. Byś nigdy nie pomyślała, iż przeze mnie twoje życie było udręką.
O jego decyzji wiedzieliśmy tylko my we dwoje. Kiedy zdrowie dziadka zaczęło się pogarszać, nagle i teściowa, i Jagoda zaczęły się pojawiać coraz częściej, niby to z troską, niby z prezentami… Ale dziadek dobrze wiedział, czego szukają.
Po śmierci pana Władysława spadek został gwałtownie podzielony. Teściowa i Jagoda przekonały Łukasza, żeby zrezygnował z mieszkania Jagoda wszak w nim mieszkała. Zgodził się, nie mając pojęcia o testamencie, który zmienił wszystko.
Następnego ranka Łukasz zaczął się pakować. Bez żalu obwieścił, iż ma już inną kobietę i był ze mną tylko dlatego, iż musiałam zajmować się staruszkiem. Gdy zamknął za sobą drzwi, poczułam, jak spał ze mnie kamień jakby oddychało się wreszcie wolnym powietrzem. Gdy tylko rodzina dowiedziała się o testamencie, rozgorzała prawdziwa wojna wyzwiska, groźby, pretensje.
Słuchaj, nie dostaniesz tego mieszkania! Nie wiem, jak opiekowałaś się dziadkiem, jak go zmanipulowałaś, żeby przepisał ci lokal, ale ci się nie uda. Nie jesteś rodziną, tylko oszustką. Spotkamy się w sądzie!
Wiecie co sobie uświadomiłam? Że mogę was wszystkich wysłać do diabła. Więc wynocha!
Nie bolały mnie ich krzyki. Byłam w końcu spokojna. Znalazłam uczciwą pracę sama, na własnych warunkach. Mam mieszkanie dla siebie i dla dzieci. Najważniejsze nie mam już nic wspólnego z tą toksyczną rodziną.
A Ty… co byś zrobiła na moim miejscu?












