Teściowa zabrała nam syna – od kiedy się ożenił, ciągle przesiaduje u żony i jej mamy, a o nas całki…

twojacena.pl 3 godzin temu

Dziennik, 15 maja

Ostatnio często wracam myślami do tego, jak bardzo nasze relacje z synem się zmieniły, odkąd ożenił się z Martą. Kiedyś odwiedzał nas regularnie, zawsze mogliśmy na niego liczyć, a teraz mam wrażenie, iż został nam praktycznie odebrany przez teściową. Jego żona i jej mama są dla niego teraz całym światem, a my zostaliśmy gdzieś na uboczu.

Nie przypominam sobie, abym miała kiedykolwiek coś przeciwko Marcie. Zawsze wydawała mi się jednak zbyt niedojrzała do tak poważnego związku, choć Witek był od niej tylko dwa lata starszy. Marta często zachowywała się infantylnie, bywała też kapryśna, a ja w duchu zastanawiałam się, jak Witek sobie poradzi w życiu z taką kobietą. Mimo to starałam się być wyrozumiała – w końcu każdy musi dorosnąć po swojemu.

Poznałam jej matkę, panią Grażynę, i od razu zrozumiałam, skąd u Marty ta dziecinność. Choć pani Grażyna jest w moim wieku, zachowuje się jak nastolatka. Nie wiem, czy spotkaliście osób, które niezależnie od tego, ile mają lat, wiecznie tkwią w mentalności dziecka? Ona na pewno do nich należy. Mówiła często o swoich rozwodach, a w dniu ślubu Marty była już po szóstej separacji. Rozmowy z nią były praktycznie niemożliwe zupełnie nie miałam z nią wspólnych tematów. Nasze kontakty ograniczały się do uprzejmych życzeń na weselu dzieci i tyle.

Pierwsze niepokojące sygnały pojawiły się jeszcze przed ślubem. Marta ciągała Witka do swojej mamy za każdym razem, gdy tylko była jakaś awaria: a to kran cieknie, a to gniazdko do wymiany, a to półka w kuchni się urwała. Przymknęłam na to oko w końcu w jej domu nie ma mężczyzny, więc pewnie trochę męskiej ręki jest potrzebne.

Z czasem jednak liczba usterek u pani Grażyny nie malała. Witek coraz rzadziej nas odwiedzał, bo zawsze musiał jej pomagać. Zaczęli też spędzać wszystkie święta w jej mieszkaniu, a my zostawaliśmy tylko z moim tatą i teściową. Najbardziej zabolało mnie, gdy przestał pojawiać się na rodzinnych uroczystościach i choćby o drobną pomoc coraz trudniej było się doprosić.

Na przykład niedawno kupiliśmy nową lodówkę. Poprosiliśmy Witka, żeby pomógł nam ją przestawić, jeszcze zanim przyjechała ekipa z dostawą. Obiecał, ale kilka godzin później zadzwonił, iż nie może przyjechać, bo jedzie z żoną do pani Grażyny jej pralka zaczęła przeciekać.

Jak zadzwoniłam do niego, usłyszałam przez telefon Martę: Twoi rodzice nie mogą sobie zamówić ekipy od przeprowadzek?. Witek w końcu przyszedł, ale był bardzo niezadowolony. Mamo, nie mogliście zadzwonić po kogoś? Wszystko muszę robić sam!. Zrobiło mi się przykro i pomyślałam czemu teściowa nie załatwi fachowca? Może żyje w innym świecie, w którym nie istnieją złote rączki? Witek tłumaczył, iż teraz już nie ufa żadnym naprawom, bo wszędzie tylko oszukują i naciągają na złotówki.

Mój mąż stracił cierpliwość i rzucił, iż może pani Grażyna nie zna się na AGD, ale owieczki umie prowadzić lepiej niż niejedna baca, bo zawsze wszędzie jej pełno i potrafi przyciągnąć ludzi do siebie. Witek się bardzo obruszył i wyszedł, a ja nie chciałam dolewać oliwy do ognia myślałam wtedy, iż mąż miał rację, ale mógłby powiedzieć to łagodniej, wtedy pewnie by się tak nie pokłócili. Witek nie odzywa się do ojca od dwóch tygodni, a Andrzej mówi, iż nie zadzwoni pierwszy. Czuję się rozdarta między nimi rozumiem męża, ale nie chcę stracić syna przez taką błahostkę.

Sytuacja nie chce się rozwiązać obaj są uparci i czekają, kto pierwszy wyciągnie rękę. Najbardziej pogodzona ze wszystkim wydaje się być pani Grażyna jak zawsze, wszystko obraca na swoją korzyść. A ja boję się, iż coraz bardziej tracimy kontakt z własnym dzieckiem i nie wiem, czy jeszcze jest dla nas jakieś miejsce w jego dorosłym życiu.

Smutno mi, iż nasze rodzinne więzi tak łatwo się rozluźniają przez czyjąś niedojrzałość, kaprysy i urażoną dumę. Myślę czasem, czy to tylko taki etap, czy już tak zostanie… I czy naprawdę muszę wybierać, po czyjej stronie stanąć?

Idź do oryginalnego materiału