Odkąd nasz syn się ożenił, zupełnie przestał nas odwiedzać. Cały czas spędza z teściową. Ta pani zawsze potrzebuje jego pomocy nagle wszystko jest pilne i niecierpiące zwłoki. choćby nie potrafię sobie wyobrazić, jak żyła wcześniej, zanim jej córka wyszła za naszego syna.
Syn jest już żonaty ponad dwa lata. Zaraz po ślubie zamieszkali osobno, w mieszkaniu, które kupiliśmy synowi, kiedy szedł na studia. Od zawsze wzajemnie się z mężem wspieraliśmy i dawaliśmy synowi dużo zrozumienia i pomocy. Gdy zaczynał pracę, już mieszkał sam, bo jego kawalerka była blisko firmy.
Nie powiem, iż nie lubię synowej po prostu ta dziewczyna, Zosia, wydawała mi się wtedy po prostu zbyt niedojrzała do życia we dwoje, chociaż była od naszego syna młodsza tylko o dwa lata. Zachowywała się niekiedy naprawdę dziecinnie, bywała kapryśna. Syn z natury jest bardzo uprzejmy i serdeczny, i ciągle się zastanawiałam, jak on przebrnie przez życie z tą dziecięcą osobą.
Gdy poznałam ją i jej mamę, Mariolę, wszystko stało się jasne. Teściowa naszego syna jest w moim wieku, ale zachowuje się jak dziecko. Znacie takich ludzi, którzy choćby w dorosłości pozostają infanctylni, wręcz bezradni wobec codzienności? Tak właśnie wygląda sprawa z Mariolą. Na dzień ślubu córki była już po szóstym rozwodzie.
Nie miałyśmy wspólnych tematów. Ona żyła w swoim świecie, a nasze kontakty ograniczały się do wzajemnych, grzecznościowych życzeń z okazji wesela dzieci i na tym koniec.
Pierwsze niepokojące sygnały pojawiły się jeszcze przed ślubem, gdyż Zosia stale ciągała Pawła do matki: a to cieknący kran, a to do wymiany gniazdko, a to półka w kuchni się oberwała. Na początku przymykałam na to oczy w końcu w domu same kobiety, więc pomoc mężczyzny z pewnością się przyda.
Z czasem, usterki u teściowej nie miały końca. Syn coraz częściej nam odmawiał, tłumacząc się, iż wraz z żoną jadą do jej mamy. choćby święta zaczęli spędzać wyłącznie u teściowej, a u nas zostawałam ja, mój mąż i moja mama.
Pierwsze przyszło mi do głowy, iż źle się czuję bez syna w domu na święta. Najgorsze jednak przyszło, gdy zaczęliśmy prosić Pawła o drobną pomoc, a on stale nas zbywał.
Na przykład niedawno kupiliśmy nową lodówkę i poprosiliśmy syna, by pomógł ją wnieść. Najpierw się zgodził, a potem zadzwonił, iż nie może, bo jadą z żoną do jej mamy, bo jej pralka przecieka.
Gdy mąż zadzwonił do Pawła, w tle usłyszał Zosię: To Twoi rodzice nie mogą wynająć ekipy do przeprowadzki? Paweł w końcu przyszedł, ale był wściekły.
Tato, nie mogłeś zamówić kogoś do pomocy? Teraz muszę wszystko robić sam!
Zupełnie straciłam zapał i zaczęłam się zastanawiać, czemu teściowa sama nie zamówi specjalisty? Może żyje w innym świecie, gdzie nie ma złotych rączek? Paweł wyjaśniał, iż teściowa nie chce fachowców, bo ją już tyle razy oszukali i pieniądze przepadły.
Aż któregoś razu mój mąż nie wytrzymał i wypalił przy Pawle, iż może Mariola nie zna się na sprzęcie AGD, ale świetnie dyryguje swoją owieczką. Paweł natychmiast się naburmuszył, zabrał kurtkę i wyszedł. Ja nie wtrącałam się do rozmowy w duchu zgadzałam się z mężem, bo nowe powinowate cały czas siedzą synowi na głowie, a o nas dawno zapomnieli. Paweł biega dla nich jako złota rączka, a dla nas nigdy nie ma czasu.
Po tej kłótni syn przez ponad dwa tygodnie nie odzywa się do ojca. Mąż również nie zamierza wyciągać ręki na zgodę. A mnie serce boli bo wiem, iż mąż ma rację, ale powinien był z młodym jakoś łagodniej porozmawiać. Teraz Paweł sprawia wrażenie obrażonego, nie chce widzieć ojca, a ja ich obu przez taką głupotę stracę.
Mąż twardo trzyma się swojego, syn nie ustępuje i powtarza, iż do rozmowy nie dojdzie, dopóki tata nie przeprosi. Z tej sytuacji zadowolona jest tylko teściowa!













