Teściowa zabrała nam syna: Odkąd się ożenił, zapomniał o naszej rodzinie i każdą wolną chwilę spędza…

twojacena.pl 5 godzin temu

Teściowa naszego syna zabrała go od nas.

To było jak wejście do krainy odwróconych domów odkąd nasz syn się ożenił, już nie istnieje świat, w którym odwiedza rodziców. Teraz spędza każdą chwilę z teściową, której życie to seria pilnych awarii. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak ta kobieta mogła przeżyć do ślubu swojej córki z naszym synem.

Nasz syn jest żonaty ponad dwa lata. Po ceremonii dzieci zamieszkały osobno kupiliśmy mieszkanie dla syna, gdy rozpoczynał studia na Politechnice Warszawskiej. Od najmłodszych lat miał od nas bezwarunkowe wsparcie oraz zrozumienie. choćby zanim się ożenił, mieszkał już samodzielnie, bo mieszkanie było niedaleko jego pierwszej pracy.

Nie będę twierdzić, iż Zuzanna nasza synowa nie przypadła mi do gustu, choć miałam wrażenie, iż to dziewczyna jeszcze niegotowa na dorosłe życie. Mimo iż nasz syn był starszy raptem o dwa lata, ona potrafiła stroić fochy i zachowywać się jak dziecko. Nasz syn zawsze był łagodny, aż się zastanawiałam, jak on sobie z tym poradzi w życiu.

Poznawszy ją i jej matkę, od razu wiedziałam, z kim mam do czynienia. Teściowa mojego syna, Barbara, choć w moim wieku, sprawiała wrażenie, jakby utknęła w dzieciństwie. Pewnie znacie takie osoby dorośli z duszą przedszkolaka. Takich ludzi nie sposób zostawić bez opieki. W dniu ślubu jej córki, Barbara miała już za sobą sześć rozwodów.

Nie było nam po drodze w rozmowie, bo każda z nas żyje w innym świecie. Nasz kontakt ograniczał się do wymiany grzeczności podczas ślubu naszych dzieci i to tyle.

Pierwsze znaki ostrzegawcze pojawiły się jeszcze przed weselem synowa ciągle ciągnęła naszego syna do swojej mamy: a to cieknący kran, a to gniazdko do wymiany, a to półka w kuchni spadła. Na początku przymykałam na to oko w końcu nie ma tam męskiej ręki, pomoc pewnie się przyda.

Ale czas mijał, a ilość domowych katastrof u teściowej nie malała. Syn coraz rzadziej nas odwiedzał, zawsze tłumacząc, iż idzie z żoną do Barbary. Potem święta zaczęli spędzać już tylko tam, a u nas zostawałam ja, mój mąż Jerzy i moja mama.

Najpierw zabolało mnie, iż syn przestał przychodzić na rodzinne uroczystości, ale prawdziwe rozczarowanie przyszło, gdy zaczął ignorować nasze prośby o pomoc.

W tamtym czasie kupiliśmy lodówkę i poprosiliśmy syna, żeby pomógł ją przetransportować. Najpierw się zgodził, potem zadzwonił, iż jednak nie może, bo wraz z żoną jedzie do Barbary ponoć pralka przecieka.

Gdy zadzwoniłam do syna, w słuchawce odezwała się Zuzanna: „Nie mogliście wynająć ekipy przeprowadzkowej?”. Syn w końcu przyszedł, ale był naburmuszony.

„Mamo, mogłaś zamówić firmę! Teraz muszę to wszystko dźwigać sam”

Siedząc nad nową lodówką, zastanawiałam się, czemu Barbara sama nie zadzwoni po fachowca? Czy w tym jej równoległym świecie nie ma hydraulików i elektryków? Syn powiedział, iż teściowa nie ufa nikomu innemu, bo wszędzie oszuści biorą zaliczki, a naprawy nie robią.

Wtedy Jerzy się zagotował i powiedział: Może Barbara nie zna się na sprzęcie AGD, ale owcą kierować to by umiała, bo do trzymania na smyczy to się nad wyraz nadaje!. Nasz syn w jednej chwili się obraził i wyszedł. Nie wtrącałam się, bo Jerzy miał rację cała rodzina z Barbary siedzi naszemu synowi na karku, a ten już zapomniał o drodze do nas.

Po tej awanturze nasz syn nie rozmawiał z Jerzym przez dwa tygodnie. Mój mąż stwierdził, iż pierwszy nie wyciągnie ręki na zgodę. Ja zaś czułam się jak ktoś zamknięty pomiędzy młotem a kowadłem. Jerzy miał rację, ale sądziłam, iż mógł to synowi powiedzieć łagodniej; syn zaś zacietrzewiony postanowił, iż noga jego u ojca nie postanie, póki nie doczeka się przeprosin. Ja nie zamierzam jednak utracić dziecka przez taką głupotę.

Mój mąż uparcie nie kontaktuje się z synem, syn z kolei twierdzi, iż pierwszy nie zadzwoni, dopóki nie usłyszy przepraszam. W tej sytuacji najlepiej radzi sobie Barbara!

Idź do oryginalnego materiału